Obserwatorzy

niedziela, 2 września 2012

NALOT PO RAZ PIĄTY - MŁAWA

Wszystkie umieszczone tutaj zdjęcia są wykonane przez Danusię Gastołek, której zawsze dziękuję, za udostępnienie ich.
próba generalna, sceny końcowe
 Ćwiczę pseudo- migowy sposób porozumiewania się.
To stanowisko pucybuta
To już po i po oklaskach i gratulacjach, Po lewej to ja

Ten tekst, tak bardzo osobisty dedykuję Jadzi-Stokrotce.

Długo przed tym, nim zapytano mnie kim chcę być na Rekonstrukcji, podjęłam decyzję, że będę   tam facetem.
 Poprzedni rok odgrywałam siebie - malarkę, ale tym razem chciałam sprawdzić zdolności aktorskie, czy je w ogóle mam. 
Kiedy pan Mariusz Tarnożek, reżyser i autor autor scenariusza  zapytał:
- Kto będzie pucybutem?  Pani Rodowicz zdaje się, chciała męską rolę? 
Ani chwili się nie zawahałam i odpowiedziałam :  - Tak, będę pucybutem. 

Od tego momentu byłam pucybutem.
Obejrzałem film dokumentalny o pucybucie, zobaczyłem co robi, jaki ma „sprzęt”, jak czyści te buty i jak się zachowuje. Dużo mnie to nauczyło.
 Powoli powstawała w mojej głowie malutka etiuda. Wiedziałem już, że 45 minut istnienia na scenie to niesamowicie długi okres czasu i trzeba wiedzieć co ze sobą zrobić.
Pomyślałem, że muszę być głucho-niemy, bo przecież damskiego, trzęsącego się głosiku nie mogę użyć. Ale co dalej?
Na filmiku zobaczyłem stare, biurowe krzesło na którym siadali ludzie autentycznego pucybuta  i to natchnęło mnie pomysłem.
Z tego powodu wnosiłem przedwojenne, stare krzesło dumnie na głowie.  Było tronem, więc ważne stało się też miejsce na którym stało, gdyż z niego musiał roztaczać się widok na cały rynek.
Ten kto tam siadał, musiał czuć się panem. Podkreślałem jego ważność  czyszcząc buty.
 Mój mały pomocnik to mądry chłopczyk. Opiekowałem się nim  i na szkołę dla niego zbierałem zarobione pieniądze. Już widziałem go idącego z książkami pod pachą.
 Byłem bardzo z niego dumny i wszystkim się nim chwaliłem. Jednocześnie, mały pomagał mi  i załatwiał codzienne sprawy.
 Kupował brakującą pastę, przynosił ze mną skrzyneczkę i stołeczek i był tłumaczem w trudnych rozmowach.
Pozwalałem mu jednak na zabawy z rówieśnikami i pobłażliwie patrzyłem jak kopie puszkę z innymi.
Gdy coś dziwnego stało się z ludźmi i stanęli, a właściwie zastygli z niepokoju, ja nie wiedziałem co się stało. Szarpałem małego dopytując co się dzieje?
A potem nalot!  A chłopak gdzieś się podział,  ja nie słyszę, ale ludzie szarpią mnie i przewracają na ziemię. 
–Gdzie on jest???!!! Nerwowo szukam, biegam po rynku! Panika!
Kolejny nalot, wybuchy i wtedy go widzę.. leży ranny i gdy rzucam się osłonić go sobą, on umiera.. Mój chłopak, dziecko..
Wyję, płaczę, nie zgadzam się z tym wyrokiem, nie chcę!
Biorę go. Taką bezwładną istotę i ciągnę na fotel.
 Policjanci i jacyś ludzie chcą mi pomóc, ale ja nie chcę pomocy . 
To moja jedyna i najbliższa osoba.  Miał iść do szkoły, był mądry! 
Muszę posadzić go na najważniejszym miejscu, sam, własnoręcznie. Na tronie. Tam wciągam to bezwładne ciało. 
Płacząc czyszczę mu buty, tylko to potrafię, jemu się należy… łkam i rozpaczam.  
Kobieta spostrzega, że zostałem na rynku, więc pomaga mi znieść trupa do ratusza.  

Niemcy po zawieszeniu swojej flagi ze swastyką na ratuszu,  wypędzają  stamtąd  pozostałych przy życiu ludzi. Znęcają się nad ciężarną, kpiąc z niej, a potem na skutek chęci pomocy przypadkowego mężczyzny, wyciągają jego małego synka z tłumu. Zabawiają się z dzieckiem, dając karabin do ręki , ale gdy ciężarna robi zamieszanie, chłopiec ucieka ..
Niemcy strzelają celnie. Do leżącego syna wyrywa się matka ..i ona pada po strzale. 
Scena znoszenia dziecka przez ocalałego ojca należy do najbardziej przejmujących z wszystkich inscenizacji, które oglądałam.

Wydawało mi się, że już jestem otrzaskana ze scenami śmierci, rozpaczy, wojny.
 Nie. Nie jestem otrzaskana, to ZAWSZE jest ogromnym przeżyciem.

Wróciłam do domu, przywitałam się tylko z psami, bo A. wyjechał na kilka dni.
Zajrzałam do Internetu, chciałam zobaczyć jak zostało to wszystko pokazane na filmiku, ale zapis się nie otwiera.
Zmęczona, spłakana położyłam się spać.  Po godzinie obudziło mnie szczekanie psów, które spały mi w nogach, wykorzystując nieobecność A.  Zrugałam je ostro, zakryłam się na głowę i znowu zasnęłam. 
Tym razem poczułam czyjąś obecność, jednak nie widziałam twarzy. Wiem, że był to jakiś pan, otworzyłam oczy, bo psy zaczęły znowu szczekać. 
Zakryłam się całkiem, nie mogłam zasnąć, ale w końcu zasnęłam. 
Kolejny raz obudziłam się, bo poczułam szarpnięcie z rękaw. Koło łóżka stała para w średnim wieku, oboje mieli zamazane twarze, tak jak pokazuje się winnych w telewizji.  Zrobiło mi się nieswojo i natychmiast sobie przypomniałam, że duchom trzeba pomóc odejść.
 Przeżegnałam się i odmówiłam za nich Wieczny Odpoczynek. Odeszli.
Zapaliłam światło, wstałam i wypiłam szklankę leczniczego wina mniszkowego, wiedząc, że tym razem już nie zasnę bez pomocy znieczulenia. 
Psy szczekały w pokoju jeszcze trzy razy. 
Zasnęłam o trzeciej nad ranem i o mały włos nie zaspałam na kolejną rekonstrukcję na Polu Bitwy.
Siedząc tam pod trybuną i obserwując zmagania wojsk i kolejne dramatyczne natarcia i naloty zdałam sobie sprawę, że to co jest największą naszą wartością: ŻYCIE, tam na tych łąkach było celem wszystkich dział, karabinów, czołgów i samolotów.
 Nigdy nie pojmę sensu wojny.
Mój pomocnik

Wejście z tronem na głowie
Pewnie chwalę się pomocnikiem
.

scenki z codziennego życia





24 komentarze:

  1. Joasiu, nic nie napiszę, nie mogę, słowa są zbędne. Przytulam Cię i milczę z Tobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Azalio droga, dziękuję, że jesteś tu ze mną.

      Usuń
  2. Wiesz, czytam...milczę... Cokolwiek powiem - powieje banałem. wstrząsnęłaś każdym mym zmysłem. Jestes kochaną istotą.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak wojna to był ciężki czas i zapewne mało kto rozumie po co ona komu. Zdobywać, wygrywać - czy przez to człowiek lepszym się stanie?! Nigdy więcej WOJEN!!
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. JaGuś, dopiero tam, na tych polach zobaczyłam tą machinę do zabijania! Czemu? i Po co? - pytałam siebie cały czas.

      Usuń
    2. Joasiu jesteś ślicznym pucybutem i świetnie się w tej roli spisałaś - jak czytałam (przeżywałaś wszystko, tak jakbyś w tamtym czasie i Ty tam była). Jesteś kochana i wszechstronna.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. JaGuś, nie da rady, będąc amatorem odegrać prawdziwie sceny, jeśli nie wczuje się w TĄ osobę. Tyle, że czasy ze scen były tragiczne i wszyscy z nas czuli ten dramat.
      Jeden z mieszkańców mojej wsi powiedział w sklepie, że był tam na inscenizacji i że wszystko wyglądało tak prawdziwie!
      To największy komplement. Ściskam Cię kochana.

      Usuń
  4. Wyobrażam sobie, że byłeś wspaniałym pucybutem.
    Co do meritum...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aurelio,byłem bardzo przejętym pucybutem.

      Usuń
  5. Urodziłam się trzy lata po zakończeniu wojny.Minęło jeszcze kilka lat zanim spokojnie mogłam słuchać i rozumieć o czym rozmawiają dorośli.Problem wojny i okupacji był na ustach rodziców, dziadków, znajomych ciągle aktualny.Tragedię jeszcze lepiej zrozumiałam, kiedy nastała telewizja, a później bardziej szczegółowo poznawałam okrucieństwo wojny na lekcjach historii i języka polskiego.Powiedziałam sobie, że o tym nigdy nie wolno zapomnieć.Dzisiejsze młode pokoleniechyba nie zdaje sobie już z tego sprawy i dlatego bardzo dobrze, że są osoby tak wrażliwe jak Ty i tak utalentowane, że potrafią wskrzesić rozpacz rodziców, dzieci i całej nękanej społeczności.Lepszej lekcji wychowawczej nie potrafię sobie wyobrazić.Oby takich ludzi było więcej.Pozdrawiam.Ula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ula, weszłam w Grupę Rekonstrukcji i ich działania, bo widocznie tak musiało być. Dzisiaj właśnie tak myślę. Robimy te inscenizacje z ogromnym zaangażowaniem, aby wyszły autentycznie. Tylko tak mogą coś przekazać. Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Usuń
  6. Joasiu, serdecznie Ci dziekuję za to, że zadedykowałaś mi ten piękny tekst. Przepraszam, że dopiero teraz to robię, ale jak wiesz byłam na działce i dopiero teraz wróciłam.
    Nadal jestem na rynku w Mławie i ciągle to wszystko widzę i przeżywam.
    Serdeczności Najmilsza!
    I do zobaczenia - tym razem znów w Warszawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stokrotko kochana, wiesz, że to nie o czas wstawienia komentarza tu chodzi ale o wyjątkową bliskość przeżywania tych traumatycznych chwil. Na szczęście to już za nami i trzeba zająć się normalnym życiem.
      Do zobaczenia, Jadziu.

      Usuń
  7. jantoni341.bloog.pl4 września 2012 17:05

    Jaki groźny pan posterunkowy.
    LW

    OdpowiedzUsuń
  8. Raz w roku błyszczące guziki
    na co dzień montuje druciki.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzień dobry :)
    Taką dziwną drogą (przez bloga @Ataner ,polki za Stanów Zjednoczonych) trafiliśmy wreszcie do Pani, czemu wreszcie bo kiedyś tam przeczytaliśmy w którymś z Mławskich ,,plociuchów" że mieszka tuż, tuż, blisko nas Pani poryrecistka,ale jak to się mówi ,,najdalej mamy tam gdzie blisko" Któregoś wieczoru posiedzimy sobie w chwili wolnej i zagłębimy się w Pani blogową opowieść.Dziś puki co przycupniemy sobie z boku i zostaniemy na jakiś czas :)
    Pozdrawiamy
    Zosia i Janusz
    P.S.
    Mamy pytanie czy Wanda Rodowicz z Warszawy (malarka i twórczyni mozajek)to zbieżność nazwisk czy...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Zosiu i Januszu, Wanda to moja rodzona starsza siostra, która w zeszłym roku przyjechała obejrzeć Nalot Bombowy na Mławę. Obie jesteśmy po ASP. Miło mi dowiedzieć się, że gdzieś tu blisko mieszkają ciekawi ludzie. Teraz zapraszam na strony internetowe (na dawny adres też, gdyż tam mam całe dzieje przeniesienia z Warszawy na wieś, oraz więcej portretów i rysunków.
      www.rodowicz.blog.onet.pl)
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. I tu się okazuje jaki świat jest mały. Wandę mamy przyjemność znać, mamy wspólnych od wielu lat przyjaciół:) Wystarczyło jedno spojrzenie na Pani zdjęcie aby skojarzyć nie tylko nazwisko ale twarze :)
      My mieszkamy po drugiej stronie Mławy (6 km na północ za lasem)już w województwie Warmińsko-Mazurskim.
      Bardzo się cieszymy że trafiliśmy na Pani bloga :)
      Serdecznie pozdrawiamy
      Zosia i Janusz

      Usuń
    3. Los alpaqueros, bardzo się cieszę z tak miłej, nowej znajomości. Zapraszam w me progi. Państwa bloga zaraz poszukam. Niezwykłe zdarzenie!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  10. Z tego - jak piszesz osobistego tekstu - wynika mi jedno>jestes bardzo wrazliwa artystka. Jak pisze Ula - faktycznie z ta rekonstrukcja robicie cos pieknego i to,ze tak osobiscie przezywasz te historie tzn.ze jestes dla mnie glebokim i wrazliwym czlowiekiem i artystka przez duze A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Renko, Chcę być wrażliwym człowiekiem, bo bez tego każda sztuka staje się płaska i bez wyrazu. Jednak przeżycia z tej własnie inscenizacji nie można porównać z niczym innym.
      To sceny wojenne, sceny gdy giną ludzie i nie można tego fałszywie zagrać. To musi być tak autentyczne, aby wywarło wrażenie na oglądających, zwłaszcza młodych, nie znających wojny (na szczęście).Dziękuję Ci za życzliwość i pozdrawiam Cię!

      Usuń
  11. Jeszcze raz oglądam sobie w ciszy twoje zdjęcia, wrócilam tu po lekturze posta na blogu Jadzi... Oglądam i tak sobie myślę o tamtych strasznych wydarzeniach, i o tragediach poszczególnych ludzi, o dramacie "twego" pucybuta i jego pomocnika.. Pozdrawiam, Joasiu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Laviolette, Szkoda, że nie można zajrzeć do filmiku, bo wszyscy razem stworzyliśmy ciekawą i przejmującą inscenizację. Jednak każdy skupiony jest na swoich działaniach i najbliższych interakcjach. Pozdrawiam Cię moja droga i nareszcie mam chwilę aby wpaść do Ciebie.

      Usuń