Obserwatorzy

niedziela, 17 września 2017

SPEŁNIONA OBIETNICA

Kiedyś obiecałam dzieciakom, że ich prace też będą wisiały na prawdziwej wystawie i spełniło się! 
Dopisali nasi dziennikarze i we wszystkich mediach ukazały się relacje z wystawy. Jestem szczęśliwa razem z podopiecznymi, którzy swoje serca wyraźnie mieszali z farbami.
https://naszamlawa.pl/wiadomosci/mlodzi-i-utalentowani-koniecznie-obejrzyj-ich-prace/
http://codziennikmlawski.pl/2017/08/28/wernisaz-wyjatkowego-pleneru/




Ja sama usiłuję nadążyć z wykończeniem prac plenerowych.
To obrazek z pleneru Żuromińskiego.

Na sztalugach jest jeden gotowy
 i zarysy 2 prac z Ciechanowa.
Mławskie, najbardziej nowatorskie koncepcje, też na ukończeniu..
Mam zdecydowanie "Okres błękitny" bo większość na takim jest tle.

Będą też nowe portrety.

 A za chwilę, szóstego października, początek zajęć w MDK.

środa, 30 sierpnia 2017

TANDEM

Łącząc swoje życie z drugim człowiekiem marzy się o tym aby razem stworzyć jedną harmonijną całość. Spotkałam takie małżeństwo i wyrzeźbiłam ich w symbolicznym tandemie. To prezent żony dla męża. Żona też otrzymała piękny prezent, wspólną wycieczkę  za ocean.
WIELU WSPÓLNYCH, PIĘKNYCH LAT!!!!


Tandem , (dla wyjaśnienia) najlepiej jedzie wtedy, gdy obydwie osoby poruszają się dokładnie w tym samym rytmie.
Rzeźba wykonana w żywicy, 60x40x12cm

wtorek, 29 sierpnia 2017

GOŚĆ KOLEJNEGO WESELA

W czasie kiedy kompletnie mnie nie było nigdzie widać, działałam intensywnie poza Internetem. Brałam czynny udział w przygotowaniach kolejnego wesela.Tym razem było to przedwojenne wesele żydowskie.
Niewiele wiedziałam o kulturze żydowskiej a to co wiedziałam było zupełnie powierzchowne,  bo tyle mi wystarczało do malowania "moich " Żydów.
Tym razem aby podołać wyzwaniu,( wciągnęłam do inscenizacji też i A.), to trzeba było przejrzeć wiele informacji, zdjęć i materiałów dotyczących epoki i tematu. Jednak najwięcej dowiedziałam się ciekawych szczegółów już na samym weselu. Ale po kolei.




                 Autorami zdjęć są p. Nowakowscy, Danusia Gastołek i Alicja Gąsiorowska. 
                                                                   DZIĘKUJEMY

 Państwo Nowakowscy z Radzanowa rzucili hasło i sami rzucili się do przygotowywań, bo o dacie wesela zadecydował jedyny wolny termin warszawskich klezmerów z Teatru Żydowskiego występujących wraz z Teresą Marią Wrońską i aktorem Henrykiem Rajferem.
Pod podanym niżej linkiem wszystko obejrzycie.
Jednak zanim wysiłek pomysłodawców uwieńczony został sukcesem, to trzeba było przy tym sporo popracować. Ja zaoferowałam pomoc przy szyciu, bo nie było ani czasu ani pieniędzy żeby kupować wszystkie części koniecznych strojów.
W efekcie zobowiązałam się do uszycia dwóch chałatów, 11 mycek i dopasowania sukni ślubnej. Realnie miałam na to tydzień.
Suknia wymagała kilku, prostych poprawek. Mycki to już nie taka prosta rzecz, dopóki nie znajdzie się jedynego, właściwego kształtu trójkącika, części podstawowej.  Znalazłam ten kształt i uszyłam na różne głowy, dziecinne i te wielkie, męskie. 
Zabierając w tym czasie Stasia na ten najgorętszy tydzień przygotowań, zapomniałam w Warszawie swoich okularów. Bez nich z bliska bardzo trudno jest mi coś wypatrzyć. Na podróże już nie było czasu. Rozłożyłam czarną satynę ..i do dzieła!!! Ja, nie-krawcowa, zupełna amatorka, nieszyjąca od 20 lat, nie mająca pojęcia o kroju zabieram się do dzieła.... Szło z trudem, cały czas przymierzałam na A. ale przy wykładanym męskim kołnierzu prawie poległam. Do tego miejsca skroiłam i zszyłam (prując tylko trzy zakładki z tyłu BEZ OKULARÓW, PRZY LAMPCE). Wieczorem przeddzień inscenizacji trzeba było odwieść Stacha do domu. Ustaliliśmy, że odwiezie go A.
Wolna od obowiązków przy ukochanym wnuczku usiadłam do rozszyfrowania wykroju kołnierza i jego wyłogów. Po wielu próbach i niewielkich koniecznych poprawkach doszłam do wniosku, że powinno to być TO. Czekałam tylko na powrót A, żeby zmierzyć.
A. wrócił około dwudziestej trzeciej i zobaczywszy co zrobiłam wykrzyknął: -" co, nie umiesz skroić kołnierzyka???spójrz na marynarkę i zrób go," - nie, odparłam nie umiem. Jeśli ty wiesz i jest to tak proste, proszę pokaż mi, to ja zrobię wtedy do drugiego chałata.
A. porozrywał moje fastrygi a ja z tępą satysfakcją obserwowałam prucie starej marynarki i wszystkie próby przeniesienia jej wykroju na kołnierz chałata, Wiedziałam od dwóch dni, że to dwie różne bajki. Czas płynął coraz szybciej i w końcu około drugiej w nocy A zrezygnował ze swojej idei. Przez ten czas ja uszyłam sobie spódnicę na występ  dodającą mi sporo objętości  i piękną chustę ozdobioną grubą koronką. Dla A.uszyłam takie coś białe z czarnymi paskami i sznureczkami pod ten chałat. Gdy A  poddał się, spokojnie skończyłam kołnierze według swojego planu, ubraliśmy swoje stroje i zjadłszy śniadanie ruszyliśmy do Radzanowa. Jeden z chałatów ubrał na siebie A.
 https://www.youtube.com/watch?v=piwOZCsu1tg&feature=share

sobota, 8 lipca 2017

SESINBRA


Sesinbra. Zapamiętałam tylko tyle z opowiadań przypadkowego pasażera zabranego z litości.
Deszcz siąpił i zrobiło się zimno a ja wracałam po męczącym dniu spędzonym w warszawskich korkach. Gdy wyjechałam już z zatłoczonego miasta w dziwnym miejscu na pustkowiu stał przemoknięty i skulony chłopak.
Mżawka wymiotła ludzi i wydawało się, że samochody stały się szczelną enklawą kierowców, zupełnie nieczułą na niedolę chłopaka.
Zahamowałam i cofnęłam się do postaci, która nagle ożyła i podskoczyła w moją stronę.
- Czy mogę w stronę Nidzicy? -spytał szczękając zębami.
- Tak. Nie dojeżdżam tam, ale spory kawałek cię podwiozę. Może przestanie padać. -Końcówkę mówiłam bardziej do siebie, bo wiedziałam, że nie potrafię go zostawić znowu gdzieś pod płotem na drodze jeśli będzie padać.
- Ale nie mam kasy, czy pani mnie nie wyrzuci? - ze strachem w głosie szybko wypowiedział zdanie.
-Jadę przeciez w tamtą stronę. - rzuciłam niedbale. - A często tu jeździsz?
- Nie, jadę odszukać dziadków. Mama wiele lat temu, kiedy miałem 8 lat wywiozła mnie do Portugalii bo zakochała się w „Pedrosie”, tak go nazywaliśmy chociaż miał zupełnie inne imię.
Ojciec nas zostawił, rozpił się, nie dawał kasy, a dziadkowie sami ledwo przędli. Trafił się ten Pedros i mama niewiadomo jak ale załatwiła błyskawicznie ślub i wyjazd.
Na miejscu okazało się mniej różowo niż mi to opisywała przed wyjazdem.
Pedros to był zwykły robotnik nie lubił subtelności i gdy nie mógł się dogadać z mamą to ją lał. Przyznam, że mama po portugalsku już mówiła całkiem, całkiem po kilku miesiącach. Pięść Pedrosa bardzo przyspieszyła naukę. Ja uciekałem, ale Pedrosa nie interesowała moja osoba.
To mama dopilnowała żebym skończył szkołę i nauczył się zawodu. Jestem dźwigowym z papierem! - powiedział z dumą.
Gdy chłopak mówił przez moją głowę przewijały się obrazy z portugalskich widokówek pewnego biura podróży znajdującego się na mojej codziennej drodze: słońce, Atlantyk, koronkowa architektura i kolor nieba którego nie znałam.
Nagle usłyszałam: Sesinbra. Zamyśliłam się i nie słuchałam uważnie. Nie wiem o czym opowiadał, ale wiedziałam Sesinbra ! Dzwoniło mi w uszach, to jest to!
Tak morze brzmieć i wibrować tylko takie miejsce o którym marzy się i chce tam dojechać choćby było to na końcu świata!
Wysadziłam chłopaka na jakiejś stacji benzynowej, bo już nie padało i zajęta codziennymi ważnymi sprawami prawie zapomniałam o wszystkim....
Jednak wciąż mijałam biuro podróży. Pewnego dnia nie wytrzymałam, weszłam i zapytałam:
- Czy są wyjazdy do Sesinbry w Portugalii???
Pani zrobiła dziwną minę jakbym pytała :co chińczycy jedzą w czwartek?
Pozwoliłam więc pani ochłonąć z wrażenia i czekałam na odpowiedź, ale jej nie otrzymałam. Pani powiedziała że zadzwoni do szefowej i się spyta. Niestety szefowa nawijała najbliższe trzy kwadranse a ja nie miałam czasu. Dałam sobie spokój, potem wyjechałam na dłużej i zapomniałam.
Po jakimś czasie usiłowałam namówić ludzi z mojej ówczesnej pracy na wycieczkę. Bylam przekonana, że jak im opowiem o niezwykłych widokach, starym zamczysku, terenach do spacerów i ludziach gościnnych, serdecznych, rybach na obiad, tańcach, festynach i niebie jedynym na świecie to niemożliwe żeby nie chcieli pojechać... a jednak wybrali Chorwację, bo bliżej.
Międzyzdroje jeszcze bliżej! - nawet powiedziałam im to.
A ja wciąż widzę plaże Sesinbry tylko w marzeniach i snach. Wiem że są piaszczyste, że morze ma niezwykły zapach a kutry zwożą co rano świeże ryby.
Tak bardzo chciałabym sprawdzić jaka jest woda w Atlantyku bo we śnie nigdy się tam nie kąpałam.
Jeśli kiedyś dotrę tam nad Ocean to będę ze swoją ukochaną sztalugą po to, aby malować, malować i malować!
A potem namalowane płótna porównam z tymi ze snów.
Bo jak inaczej sprawdzić czy moje obrazy z marzeń są prawdziwym widokiem Sesinbry?
dawno malowany obraz olejny jako prezent dla młodożeńców ( 100 x 90cm)

środa, 5 lipca 2017

CZERWIEC ZAKOŃCZONY PIĘKNYM WESELEM

Jeszcze nigdy czerwiec nie był dla mnie tak obfity w wydarzenia. Powinnam go nazwać po swojemu : PRACOWITY.  Ważne, że efekty zadowalające i postawione  cele zostały osiągnięte.
Przy okazji różnych działań czerwcowych zrobiłam dwa motyle na potrzeby ciechanowskiej, wielkiej cyklicznej imprezy wymyślonej i prowadzonej przez Alicję Gąsiorowską "Wrzuć na luz i jeszcze plus".
 Obydwa malowane są akrylami. Wycięte, dolny naklejony na tło, skrzydła odstają. Wielkość A2.

Przez ostatnie dni czerwca szykowałam się z A. na inscenizację dawnego, wiejskiego wesela, organizowanego przez ludzi o których często opowiadam, czyli przez Stowarzyszenie Radzanovia - państwa Nowakowskich.
To było niezwykłe wyzwanie, nie tylko z powodu obrzędów i tradycji dyktującej przebieg wesela ale z powodu różnic we wszystkim co dotyczyło wesela wtedy i dziś.
Państwo młodzi, skromni. Rodzice młodych, bogobojni i pokorni. Stoły skromne, choć nastawiano na nich różne mięsiwa, chleby, okowitę i kwas chlebowy.
Co prawda do fartuszka młodej leciały jako datki przedwojenne papierowe pieniądze, ale na podróż na Karaiby by nie wystarczyło, nawet do Gdańska chyba nie.
 Wszystko w inscenizacji uświadamiało tą ogromną różnicę w skromności wesela opartego na wspólnych zamierzeniach i jedności rodzin a nie na wystawności i ostatnich modelach wypasionych "fur".
Dobrze się stało, że spora grupa członków GRHLC Mława zechciała wziąć udział w tej inscenizacji, gdyż wcześniej nie miała okazji uczestniczenia w takiej imprezie a przecież nie jesteśmy zawodowymi aktorami ...... Wbrew pozorom nie było to proste.
 Na szczęście rytm wesela trzymała radzanowska młodzież, pięknie przygotowana wokalnie przez panią Agnieszkę Rychcik-Nowakowską (pomysłodawcę i reżysera spektaklu).
A. wystąpił tym razem jako starosta wesela, ale aby mógł to zrobić kilka dni siedziałam przy maszynie i przerabiałam 30-letnią jego kamizelkę na potrzeby chwili. Z zabytkowej kamizelki zostały tylko dwa małe kawałki przodów, nawet niecałe, bo musiałam ściąć dolne trójkąty i wyrównać sztukówkami z tyłem.
Kapelusz "chłopski na niedzielę" się znalazł i A. jako chłop był jak trzeba. Gadał też dobrze.
Ja podglądałam na próbach młodych i w efekcie zamiast pieniążków podarowałam im monidło, czyli portret nowożeńców, który obowiązkowo potem miałby zawisnąć nad ich łożem. Wykonałam go pastelami, jednak zdjęcie bardzo go skontrastowało, bo zrobiłam je przy sztucznym świetle. Wielkość A2. Tło złocone.
Całej Rodzinie państwa Nowakowskich DZIĘKUJEMY za mozliwość uczestniczenia i bycia z Wami w tym niezwykłym miejscu, gdzie czas się cofa.

Tu można dokładniej obejrzeć ten oryginalny spektakl . https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1808355802812020&set=a.1418034261844178.1073741827.100009128549612&type=3&theater

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1808347112812889&set=a.1418034261844178.1073741827.100009128549612&type=3&theater

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1808308882816712&set=a.1418034261844178.1073741827.100009128549612&type=3&theater

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1808308732816727&set=a.1418034261844178.1073741827.100009128549612&type=3&theater

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1807767106204223&set=a.1418034261844178.1073741827.100009128549612&type=3&theater

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1807765242871076&set=a.1418034261844178.1073741827.100009128549612&type=3&theater

niedziela, 25 czerwca 2017

PIERWSZY DZIEŃ WAKACJI














Człowiek rozpędzony nie zważa nawet na to, że pierwszy dzień wakacji mógłby leżeć na leżaku i marzyć o następnych luksusach....
Człowiek pozytywnie rozkręcony w dalszym ciągu robi coś co innym uatrakcyjnia kilka godzin ich życia.
 Mówię tu o rodzinie państwa Nowakowskich, którzy organizują wiele znakomitych spotkań po to, aby przekazać ludziom wielką wiedzę na temat codziennego życia dawnej wsi polskiej, jej zwyczajów, sprzętów, zwyczajów i tradycji.
Wszystko odbywa się w zabawie i miłej atmosferze. Ostatnie spotkania wspomagała też firma ASTRA przekazując nieodpłatnie materiały do zajęć.
Można więc było zaszaleć w tej dziedzinie za którą to ja właśnie, zazwyczaj odpowiadam. 
Mławski Dom Kultury pomógł nam również. Uczestnicy sekcji ceramiki wyrzeźbili nam z gliny (z Astry) kogutki. Zostały one wypalone i tym sposobem mieliśmy materiał do malowania i ozdabiania. Wielu uczestników naszych radzanowskich warsztatów to również członkowie różnych sekcji MDK Mława.
Ostatnio była grupa tanecznego zespołu "Mławiacy".  To piękne miejsce jeszcze bardziej rozkwitło, gdy pojawił się zespół ubrany w kolorowe stroje ludowe.
Motywy ludowe w naszej kulturze były tematem spotkania pierwszego dnia wakacji. 
Wiele już razy uczestnicy spotkań robili niezwykłe prace z tej dziedziny, ale tym razem oprócz wałkowanych przez siebie podpłomyków  pieczonych na fajerkach nad ogniskiem, wiedzy o ziołach, które są wokół nas,  chodzeniu na szczudłach, nauce kaligrafii i wielu innych zabawach i grach edukacyjnych, oglądaniu  przedmiotów codziennego użytku, które zastąpiła technika można było też sprawdzić się malarsko.
Zazwyczaj nie mam czasu robić zdjęć więc mam ich tylko kilka, które pokazuję. Te które wstawiam były zrobione, gdy uczestnicy poszli na kiełbaski z grilla z kiszonym ogórkiem, na pajdę świeżutkiego chleba z miejscowej piekarni i swoje upieczone podpłomyki.
Kogutki....(.pawie pióra nie miały wzięcia), i chusty. Gotowe chusty - bajeczne!!!! Poniżej udostępniam zdjęcia pani Małgosi Kamińskiej-Kownackiej.
 Sami zobaczcie. Wszystko w kilka godzin pierwszego dnia wakacji. Czy warto robić coś pożytecznego i nie leżeć na leżaku, gdy cały rok spędzamy bardzo pracowicie????
https://www.facebook.com/gosiak12/media_set?set=a.673499689505741&type=3&pnref=story

środa, 21 czerwca 2017

WIADOMOŚCI OD TYŁU

Tym razem zacznę od samego końca.
Dzisiaj odbył się wernisaż w Mławskim Muzeum. Uroczyste otwarcie dotyczyło triennale dorobku mławskich twórców. Opinia ogólna jest taka, że poziom  podnosi się, więc nie jest źle, bo porównywane jest poprzednich 5 wystaw.
Dałam takie prace:
1- "Maski" olej 50x70cm
 2-"Byk" olej 60x50cm, 
3-"Rower w szarości" olej 60x50cm




Wcześniej jednak pojechałam jako uczestniczka na plener do Płońska. Poznawanie nowych, zdolnych i serdecznych ludzi, to dodatkowa wartość takich działań. Z nimi poznawałam też Płońsk.
O ludziach i plenerze napiszę specjalny post, dzisiaj tylko krótka kronika wydarzeń. 
To efekt mojej pracy w Płońsku a właściwie w Czerwińsku: "Bazylika" olej 70x50cm.

Moja zabawa z tłem nabiera rozmachu. Szaleję z kolorami które układają się w mojej wyobraźni. W rzeczywistości ich tam takich nie ma a jednak to wciąż jest piękna Bazylika od strony schodów. Zaznaczam, że widok malowany był w środku słonecznego dnia. To bardzo ciemnozielone  tło, które wykorzystuję w obrazie powoduje tajemniczość całości i nocną scenerię. Tło zmusiło mnie też do wymyślania kolorów dla oddania całości.

Może wybuch fantazji twórczej spowodował wcześniejszy wyjazd na 3 dniowy plener do pięknego zakątka Puszczy Kampinoskiej? Tam wśród koni, kwiatów i kolekcji starych powozów prowadziłam warsztaty z grupą dorosłych z Domu Kultury. Zaczęłam dwa obrazy ale i ja nabrałam twórczego rozmachu czerpiąc z  malarskiego zapału moich podopiecznych....

Te dwa obrazki muszę dokończyć. Warte są posiedzenia przy nich ale czasu wciąż brak.....
Obszerne sprawozdanie z naszego pobytu wraz z pracami które tam powstały i wystawa rozbudzonych talentów jeszcze przed nami. 
Teraz tylko dwa spotkania - warsztaty i duża inscenizacja.
Wciąż nie mam kiedy zajrzeć do Was...przepraszam!

niedziela, 28 maja 2017

UWOLNIĆ SIĘ OD NAŁOGU (2008r i ANONS

 Anons brzmi tak: PROSZĘ WSZYSTKIE KOLEŻANKI I KOLEGÓW ARTYSTÓW, PROFESJONALISTÓW I AMATORÓW O ZROBIENIE NA KARTONIE CO NAJMNIEJ W FORMACIE A3 DWUSTRONNIE MOTYLA, JAK NAJBARDZIEJ KOLOROWEGO. WISIAŁBY ON NAD SCENĄ W CIECHANOWIE W KOLEJNEJ EDYCJI 'WRZUĆ NA LUZ' I BYŁBY PRZEKAZANY JAKO NAGRODA W RÓŻNYCH KONKURENCJACH. MOTYLE Z PODPISEM AUTORA ZAWSZE SĄ DOBRĄ PROMOCJA. WSZYSTKIE DANE KONTAKTOWE SĄ NA STRONIE: CIECHANÓW WRZUĆ NA LUZ I JESZCZE PLUS.
PROSZĘ DOŁĄCZCIE!!!!!!!!Przyślijcie, przyjedźcie!!!!

Ten tekst napisałam na starym blogu, ale nie mogłam go tam znaleźć aby zalinkować. Odtwarzam go znowu i dedykuję go zmagającej się z nałogiem koleżance Wandzi.
**********
Paliłam już wiele lat. Trzykrotnie wcześniej rzucałam palenie na okresy od roku do trzech lat, ale zawsze wracałam do papierosów, twierdząc, że nie można wszystkiego sobie odmawiać. Ostatnie dwa lata po takim powrocie, postanowiłam zachowywać się jak dama, czyli palić tylko cieniutkie, śliczniutkie papieroski- słomeczki o lekko miętowym zapachu. Ten papieros dla damy, bardzo był mi potrzebny. Mój powrót do nałogu zaczął się, gdy zobaczyłam jak wygląda pięknie ta słomeczka w damskiej, drobnej, wypielęgnowanej dłoni. Jednak prawda była bolesna, bo mieszkając od paru lat na zabitej wsi, z dala od jakiejkolwiek cywilizacji, tak otępiałam, że ze stylistki i estetki zrobiłam się wiejską babą ubraną w waciak i dojącą kozę. Nie brałam też pod uwagę, że moje dłonie przestały przypominać ręce kobiece, bo zaniedbane paznokcie i spierzchnięta skóra już dawno była moją normą. Moje dłonie zawsze były wielkich rozmiarów i przez to sprawiały wrażenie silnych i opiekuńczych, ale papierosek wyglądał w nich jak zapałka. Po tym opisie już wiadomo, że super eleganckie papieroski przy mnie nijak wyglądały i zdając sobie z tego sprawę bardzo cierpiałam,powtarzając w duchu, że przy najbliższej okazji jednak definitywnie rzucę palenie. Decyzja odwlekała się w czasie, gdyż papierosy były słabe i można było sobie wmówić, że nie szkodzą. Andrzej wrócił z miasta, z zakupów i nagle obwieścił , że rzuca palenie. Kupił w tym celu niezwykle drogie, ale skuteczne plastry  które mają nam pomóc, tak jak tej kobitce z reklamy w telewizji. Andrzej palił 20-30 mocnych papierosów dziennie odkąd go znałam,więc tak bardzo byłam zaskoczona jego decyzją  że ochoczo zgodziłam się na współpracę z nim w rzucaniu, za pomocą plastrów. Od tego dnia codziennie odbywało się rytualne, wzajemne przyklejanie plasterka. Wynajdywaliśmy sobie najbardziej niedostępne miejsca na ciele na kolejną nalepkę..

Po dwóch dniach poczułam, że coś mnie bierze. Poczułam, że rośnie mi opuchlizna ślinianki i gdyby nie to, że nietypowo bo dwa razy przechodziłam świnkę, myślałabym że właśnie ona mnie atakuje. Przed nocą wszystko minęło. W nocy śniła mi się wyprawa w bajkowych kolorach tak, że rano wstałam zachwycona filmową przecudnie kolorową senną wizją. Następnego dnia nagle w południe poczułam przejmujący ból dziąseł. Wiem co to znaczy  bolesny stan zapalny. Biegnę do lustra  dziąsła fioletowe, a ja z bólu nie mogę dobrze zamknąć ust. Znalazłam ususzoną babkę lancetowatą, której tutaj na wsi jest mnóstwo i rozpoczęłam płukanki, co kilkanaście minut.
Wieczorem minęło. Znowu mam sny. Jestem w moim rodzinnym Zalesiu, na polanie za domem, szemrze rzeczka a na polanie rosną tysiące słoneczników. Polana otoczona jest ciemnozieloną ścianą świerków a ja widzę na dwuhektarowej polanie każdziusienieczki z tysięcy słoneczników. Widzę każdy płateczek, każdy brązowy środek kwiatków a jednocześnie silne słońce razi mnie w oczy. A barwy jakie intensywne! Wstałam radośnie, ale jeszcze przed obiadem zaczęła mnie brać grypa. Okropnie łamało mnie w kościach,bóle były wędrujące: bolały mnie nogi, a za chwilę przestawały, przechodziło to na boki, a potem po kolei na wszystkie inne części ciała. Napiłam się soku malinowego własnego wyrobu, ale nie przechodziło. Czułam się źle. Zmierzyłam gorączkę było tylko 37 i 2 kreski, ale coś było nie tak i w jakimś irracjonalnym strachu postanowiłam położyć się do łóżka i kurować się leżąc w pościeli. Do wieczora ani nie było lepiej, ani gorzej, a jednak psychicznie byłam całkiem rozwalona i miałam dziwne podejrzenia, że zaraz zejdę. Przeleżałam tak dwa dni.
W panice zadzwoniłam do przyjaciółki, Krysi, od której chciałam zacząć pożegnania, a ona mając dociekliwą naturę, przejęta bardzo moim stanem zaczęła się dopytywać co jadłam, co piłam, czy brałam leki? W końcu odpowiedziałam, że odzwyczajam się od palenia, ale chyba z tych nerwów jako ostatnie życzenie właśnie sięgnę po papierosa! Zdumiona moją wcześniejszą decyzją porzucenia nałogu wypytuje dalej co robiłam w tym kierunku a ja mówię: mam świetne,prawdziwie skuteczne plasterki niquitin, polecam! Nagle Krysia wpada na pomysł,że może trzeba dla własnego spokoju przeczytać ulotkę dołączoną do plastrów.Zwlokłam się, więc z łóżka i poszłam po opakowanie. Czytam. ......
Skutki uboczne: np nietypowe bóle przy przedawkowaniu, a przy użyciu za dużej dawki np. dwóch plastrów na raz, można zjechać z tego świata będąc zatrutym nikotyną.
Jest diagnoza!!! 
Myślę, że gdy paliłam swoje słabiutkie słomki, to ta dawka nikotyny w plasterku była dla mnie za duża i czułam się jakby mi codziennie, dożylnie wstrzyknięto „marychę”..
 Pamiętajmy, grunt to przyjaciele, ja mogę coś na ten temat powiedzieć, bo oprócz tego, że żyję to jeszcze udało mi się więcej nie zapalić. A Andrzej tak się zdenerwował, że natychmiast wrócił do palenia.

PINEZKA NA MAPIE

Są takie miejsca które na stałe przypięte są do naszych GPS-owskich map. Wracamy tam często myślami i chcemy wracać. Ja mam kilka takich pinezek.
Niektóre maluję, niektóre mi się marzą a inne odwiedzam jeśli tylko jest okazja.
Radzanowska pinezka kryje nie tylko ciekawe miejsce widokowe, historyczne ale pod nazwą "Radzanovia" kryją się wspaniali ludzie, będący największym bogactwem. Państwo Nowakowscy całą rodziną pasjonują się odtwarzaniem tego co było w dawnej, przedwojennej wsi. Zwożą stare, zapomniane przedmioty, odbudowują przeniesioną  chałupkę, pokazują już nieistniejące zajęcia gospodarskie. W nawale pracy nie zapominają o swojej więzi rodzinnej, synach biorących czynny udział we wszystkich  ich działaniach i o odwiedzających, którzy jak raz tam przyjadą to chcieliby zostać na dłużej.
Za każdym razem, gdy pada propozycja współpracy na ich terenie, pędzę tam z radością w sercu, że i ja mogę zasłużyć się w rozwoju i promocji "Radzanovii".
Tym razem było tak samo.

Efekty widać we wszystkich artykułach i reportażach.
Piszę jeszcze raz tekst na ten temat, bo tego lata warto przypiąć tą właśnie pinezkę do waszego GPS-u.
http://codziennikmlawski.pl/2017/05/22/ozywiali-historie-w-ramach-nocy-muzeow/

W tym sezonie jeszcze kilka spotkań w tym niezwykłym miejscu, 3 czerwca plener malarski dzieci, młodzieży i nawet kilkorga dorosłych. ( Są jeszcze 3 miejsca zarezerwowane dla gości!!!! zapraszam chętnych, podaję swój kontakt: joanna.rodowicz@gmail.com)
 24 czerwca spotkanie na którym sami wykorzystamy motywy  ludowe tworząc coś nowego.
  Najciekawszym jednak spotkaniem będzie "Dawne wiejskie wesele" które odbędzie się 1 lipca..... oj, będzie się działo!

ps.przepraszam, że pokazała się pusta strona, nie wiedziałam o tym.

piątek, 26 maja 2017

CAŁKIEM PO NOWEMU

Cisza w  eterze nie świadczy wcale, że ucichłam. Odwrotnie, maluję, pracuję, tworzę. 
Na razie pokazuję tylko ten ostatni namalowany na plenerze w Działdowie. 
"Wiosną na łące"  olej 70 x 100 cm 
Dwa następne powstały na wystawę do Muzeum Ziemi Zawkrzeńskiej w Mławie na 8 czerwca. (potem pokażę).
Przede mną jeszcze kilka plenerowych wyjazdów. Wyniki ujawnię.
Przepraszam że nic nie czytam- kompletnie nie mam czasu.

poniedziałek, 1 maja 2017

SZTORMY I BURZANY

Taki tytuł ma wcześniej wydana książka, napisana przez moją mamę, Krystynę Rodowiczową. Ukazanie się "Niezatapialnych", przywołało tą opowieść.
Wyręczam się postem Stokrotki, bo trudno napisać lepiej na ten temat.
oto link:

 http://stokrotkastories.blog.pl/2017/05/01/ciag-dalszy-2/comment-page-1/#comment-2700

sobota, 29 kwietnia 2017

RECENZJA TAK PIĘKNIE OSOBISTA


Dzisiaj wklejam tylko link do pierwszej części recenzji. Druga część ukaże się w poniedziałek.
To blog znanej autorki dwóch świetnych książek: Jadwiga Śmigiera "Zwariowałam" i "Nadal wariuję" wydanych przez wydawnictwo Białe Pióro. Świetnej literackiej blogerki o Nicku "Stokrotka". http://stokrotkastories.blog.pl
Proszę zajrzyjcie tam i zostawcie swój komentarz. To jedyna forma podziękowania za Jej piękne teksty i serce które w każdym z tych tekstów pozostawia.
Stokrotko Najmilsza DZIĘKUJĘ!

wtorek, 18 kwietnia 2017

NIEZATAPIALNI

Wszystkich zainteresowanych niezwykłymi życiorysami trzech braci Rodowiczów zapraszam na spotkanie promujące książkę napisaną przez pana Marcina Ludwickiego. Stanisław Rodowicz , ten z prawej strony - najstarszy z braci to mój tata. Tak wygląda książka. Jej bohaterowie zasługują na uwagę, zapewniam.
                    A to zaproszenie. Serdecznie zapraszam w swoim imieniu i autora.


niedziela, 16 kwietnia 2017

WIELKI PRZYSTANEK

Wielki bieg za wszystkim trwa. Teraz czuję to bardziej niż wcześniej bo muszę dołożyć większego wysiłku, aby pokonywać dystans. Bieg.
Bieg od rana... a tak lubię pospać do dziewiątej. W czwartek wstaję o piątej, jak na pierwszą zmianę w fabryce.. ale inaczej nie zdążę na czas przejeżdżając w godzinach szczytu przez Warszawę. We wtorek jadę w ciemnościach, aby zdążyć do domu przed północą, bo kiedyś trzeba w końcu położyć się do łóżka i wyprostować zmęczone ciało, którego po takich kilku miesiącach jest parę kilogramów mniej.
Opowiada. Nie narzekam. Tak wybrałam. Opowiadam bo muszę się wytłumaczyć z milczenia. Nie otwieram laptopa, nie wiem nic co się dzieje u moich przyjaciół z blogosfery.
Pomimo zaślepienia biegiem zobaczyłam Wielki Przystanek - WIELKANOC!!!
Wszystko zmieniło bieguny, dom wrócił do posad, przemeblowałam sypialnię i tak zobaczyłam świat ze swoich okien.


Święta pokazują świat w innym wymiarze. Dobrze, że są.
******************************************************************************


Staszek uczestniczy czynnie we wszystkich oglądanych filmach a wygląda to tak...
 
 
 Helenka, panieneczka, tańczy jako motylek przed lustrem.
Lata biegną, jakość świąt dziwnie się zmienia. Chciałabym wrócić do czasów kiedy gromadziłam u siebie wszystkich bliskich i było ich tak dużo. Wszystkiego było dużo, gwarno i rodzinnie.
 Teraz zapragnęłam przystanku i chwili wypoczynku. Brzmi to śmiesznie, bo jak Andrzej wyszedł to zdążyłam przesunąć stuletnie wielkie biurko i zamienić go na wielką rozkładaną kanapę. Łączyło się to wszystko ze zburzeniem porządku i odbudowania wszystkiego po świątecznemu.
Zwłaszcza że w dwóch miejscach przecieka dach. Tym jednak najmniej mam czas się zajmować, bo właśnie wyjęłam zagruntowane płótno i jutro siadam malować obrazek. Myślę, że będzie ciekawy. Nie wiem jak dotrwam nicnierobiąc do jutra ??? Ciężko, ale próbuję.

czwartek, 9 marca 2017

O STYLU W UBIORZE



Zawsze z wielką przyjemnością uczestniczę w działaniach organizowanych w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. B.Prusa w Mławie, bo wszystko jest "dopięte na ostatni guzik" i czuję się w tym miejscu po prostu bezpiecznie. 
Wiem, że nie grożą mi żadne przykre niespodzianki, co gdzie indziej, na obcym terenie zawsze może zaistnieć (zwłaszcza w mojej wyobraźni). 
Serdeczne przedstawienie mojej osoby daje komfort pozbycia się tremy.

Trudno jest ocenić własny wywód o stylu w ubiorze i ubiorze w stylu, gdy człowiek skupiony jest na ciągu logiczno-myślowym, opartym na własnych przemyśleniach, obserwacjach i doświadczeniach.
Mogę powiedzieć jedno, że dla mnie było to bardzo miłe spotkanie a moją oceną jest skupienie słuchaczy i ich zainteresowanie podczas tej godziny. Późniejsze rozmowy już przy słodkim poczęstunku, też potwierdzały moje wrażenie.
Całe szczęście, że w odpowiednim momencie spojrzałam na zegarek, bo na  temat ubioru mogę dyskutować, a właściwie monologować godzin trzy.
Składam ukłon  gościom przybyłym na spotkanie ponieważ dowiedli, że potrafią być w stylu i charakterze naszego spotkania. To jest właśnie sztuką.Zespół pracowników dołożył wiele starań i pracy, aby to spotkanie było atrakcyjne dla wszystkich biorących udział i pozostało na długo w ich pamięci. 
W sali czytelni zostały pokazane wydruki ukazujące modę poprzednich wieków w najpiękniejszym jej rozkwicie. Nie mogłam oderwać oczu od tych kobiet, od ich krynolin i tiurniur..a kapelusze, ach! Myślę, że ta wystawa zainteresuje koleżanki i kolegów z GRHLC Mława, której jestem członkiem.
 Zorganizowaliśmy też losowanie podczas którego 5 osób dostało "ściągawkę", w jaki sposób kompletować ubiór. Jest to poradnik napisany przeze mnie w formie kilkunastu rozmów - dialogu przyjaciółek, Meli i stylistki Elizy. 
Pozostali goście dostali wzruszające, kolorowe kwiatki z wpisanymi różnymi okazjonalnymi sentencjami, wykonanymi spontanicznie przez Ewę Przybysz. 
Ewa, serdeczne dzięki! Słodki poczęstunek przy kawie i herbacie pozwalał na "rozmowy w kuluarach".

Na ręce pani Dyrektor Marii Świtoń składam podziękowania dla całego zespołu za ich wysiłek w przygotowania i obsługę spotkania i za tą szczególną, rodzinną  atmosferę, charakterystyczną dla bibliotecznych spotkań.
 Na fb wkleiłam jedną z pierwszych rozmów Meli i Elizy.

 http://www.biblioteka.mlawa.pl/2017/03/spotkanie-ph-ubior-w-stylu-styl-w-ubiorze/     proszę kliknąć na słowo zdjęcia aby zobaczyć fotorelację.

http://codziennikmlawski.pl/2017/03/09/inspirujace-spotkanie-z-joanna-rodowicz/

http://kuriermlawski.pl/423521,Jak-sie-ubierac-Spotkanie-z-Joanna-Rodowicz.html#axzz4apr13Tes


niedziela, 26 lutego 2017

SPOTKAŁA MNIE NIESPODZIANKA

Tym razem spotkała mnie prawdziwa niespodzianka!
Beata Sobieraj, koleżanka ze Związku Twórców Ziemi Zawkrzeńskiej, z którą wspólnie co roku organizujemy plenery malarskie dzieci, (jej podopieczne z Domu Kultury z Żuromina i moje z Mławy), wręczyła mi prezent na wernisażu w  Żurominie.

piątek, 24 lutego 2017

DZIEJE SIĘ...

Za dużo się dzieje, żebym mogła nadążyć z informacjami. Czyżby już mnie dopadła niewydolność związana z wiekiem???? 
Udowodnię że nie!
Na bieżąco wklejam zaproszenie na spotkanie, które odwlekało się
aż przyszedł moment na sfinalizowanie obiecanek. Siedzę więc i wybieram przykłady dla potwierdzenia mojej filozofii dobrego smaku i elegancji w ubiorze.

Gdy rozpoczęły się ferie zabrałam Stacha aby pooddychał świeższym powietrzem. Czas galopuje, bo Stach ma już 7 lat..... Już pojechał do domu ale pozostawił mi pakiecik rysunków. np taki rysunek:
  Zawsze po jego wyjeździe pustka i cisza trudna do wypełnienia.

Ja w tym czasie odtworzyłam osiem twarzy ze starych zdjęć maleńkiego formatu.
Jestem usatysfakcjonowana wynikiem!!!! Jeszcze nie mogę ich pokazać bo nie spytałam o pozwolenie.
W oryginale były to zdjęcia formatu 5x7 cm gdzie stały lub siedziały dwie osoby na jakim plenerowym tle. Twarz składała się z kilku tyciuśkich plamek i żadne powiększenie nie wchodziło w grę, bo rozdzielczość zerowa.. Oczywiście ani oczu ani innych szczegółów koniecznych do portretu nie było widać....a jednak moje portrety na A4 są ich portretami.
Utrzymuje się więc ciąg słów uznania dla mojej pracy twórczej, rozpoczęty we wrześniu zeszłego roku.. Mam paliwo dla duszy i do nowych działań.
 Teraz skupiam się na tym co namalować na triennale sztuki w naszym mławskim Muzeum. W maju ma być otwarcie wystawy z przeglądem prac wszystkich twórców tego terenu.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

PREZENTACJA

Furtką do raju. olej na płótnie 70x50cm



 są wspomnieniem dwóch uczennic.
Zginęły w wypadku na wycieczce szkolnej. 

różyczki . mosiądz.wys ok 20cm

Róże od pierwszej rocznicy wypadku stoją w gablocie w szkole w Anglii.
portret. Licytowany na WOSP w Mławie w 2016r   A4 ołówek
portret. olej na płótnie 50x70 cm

Poker. olej na płótnie 90x 100cm.


Mławska lokomotywa. olej na płótnie 50x 60 cm
Brzozy. olej na płótnie 50x70cm

Chagalowski świat. Rzeźboobraz. technika mieszana (3D) 100x 100cm
Co jakiś czas pojawiają się w sieci różnego typu gry, łańcuszki i różnego typu preteksty, aby uaktywnić większą ilość osób. 
Gdy zastanowiłam się nad tym zjawiskiem, to dochodzę do wniosku, że jest to znakomite, gdyż wzrasta aktywność ludzi nudzących się w domu, czy też ludzi samotnych, czy chorych. Czasem też może to być chwila odpoczynku i rozrywki po męczącym dniu.
Unikam łańcuszków, bo zupełnie nie mam na nie czasu, ale łańcuszek twórców pokazujących swoje prace, zawsze brzmi nieźle, gdyby nie ta druga część!
Siedem prac wymaga nowych siedmiu artystów chętnych do współpracy.....
Nie zawsze też zaprzyjaźnieni artyści mają tylu chętnych kolegów...
Problem za problemem, ale i tak cieszę się, że pokazuję już kolejną pracę i kolejni artyści przypomną innym jak pięknie tworzą.
Wszystko dzieje się na fb 
Wklejam też tutaj te same prace, bo nie wszyscy mają fb.
Okazało się, że siedem dni to dla mnie za mało. Tak się rozkręciłam!! Tutaj wkleiłam jeszcze dwa więcej. 
Obraz Poker został wylicytowany w Domu Aukcyjnym Ostoya w Warszawie.
 Ostatni obraz trójwymiarowy, za bardzo jest niebieski, ale tylko tak widać jego trójwymiarowość. Na filmie można zobaczyć prawdziwe kolory.
Na fb dopiero piąty dzień, jeszcze ich tam nie ma. Za trzy dni dopiero tam ujawnię ten wpis.
Inne, dawne prace można zobaczyć na reportażu z warszawskiego wernisażu
https://www.youtube.com/watch?v=hg_eFqikaFQ&t=6s