Obserwatorzy

środa, 21 czerwca 2017

WIADOMOŚCI OD TYŁU

Tym razem zacznę od samego końca.
Dzisiaj odbył się wernisaż w Mławskim Muzeum. Uroczyste otwarcie dotyczyło triennale dorobku mławskich twórców. Opinia ogólna jest taka, że poziom  podnosi się, więc nie jest źle, bo porównywane jest poprzednich 5 wystaw.
Dałam takie prace:
1- "Maski" olej 50x70cm
 2-"Byk" olej 60x50cm, 
3-"Rower w szarości" olej 60x50cm




Wcześniej jednak pojechałam jako uczestniczka na plener do Płońska. Poznawanie nowych, zdolnych i serdecznych ludzi, to dodatkowa wartość takich działań. Z nimi poznawałam też Płońsk.
O ludziach i plenerze napiszę specjalny post, dzisiaj tylko krótka kronika wydarzeń. 
To efekt mojej pracy w Płońsku a właściwie w Czerwińsku: "Bazylika" olej 70x50cm.

Moja zabawa z tłem nabiera rozmachu. Szaleję z kolorami które układają się w mojej wyobraźni. W rzeczywistości ich tam takich nie ma a jednak to wciąż jest piękna Bazylika od strony schodów. Zaznaczam, że widok malowany był w środku słonecznego dnia. To bardzo ciemnozielone  tło, które wykorzystuję w obrazie powoduje tajemniczość całości i nocną scenerię. Tło zmusiło mnie też do wymyślania kolorów dla oddania całości.

Może wybuch fantazji twórczej spowodował wcześniejszy wyjazd na 3 dniowy plener do pięknego zakątka Puszczy Kampinoskiej? Tam wśród koni, kwiatów i kolekcji starych powozów prowadziłam warsztaty z grupą dorosłych z Domu Kultury. Zaczęłam dwa obrazy ale i ja nabrałam twórczego rozmachu czerpiąc z  malarskiego zapału moich podopiecznych....

Te dwa obrazki muszę dokończyć. Warte są posiedzenia przy nich ale czasu wciąż brak.....
Obszerne sprawozdanie z naszego pobytu wraz z pracami które tam powstały i wystawa rozbudzonych talentów jeszcze przed nami. 
Teraz tylko dwa spotkania - warsztaty i duża inscenizacja.
Wciąż nie mam kiedy zajrzeć do Was...przepraszam!

niedziela, 28 maja 2017

UWOLNIĆ SIĘ OD NAŁOGU (2008r i ANONS

 Anons brzmi tak: PROSZĘ WSZYSTKIE KOLEŻANKI I KOLEGÓW ARTYSTÓW, PROFESJONALISTÓW I AMATORÓW O ZROBIENIE NA KARTONIE CO NAJMNIEJ W FORMACIE A3 DWUSTRONNIE MOTYLA, JAK NAJBARDZIEJ KOLOROWEGO. WISIAŁBY ON NAD SCENĄ W CIECHANOWIE W KOLEJNEJ EDYCJI 'WRZUĆ NA LUZ' I BYŁBY PRZEKAZANY JAKO NAGRODA W RÓŻNYCH KONKURENCJACH. MOTYLE Z PODPISEM AUTORA ZAWSZE SĄ DOBRĄ PROMOCJA. WSZYSTKIE DANE KONTAKTOWE SĄ NA STRONIE: CIECHANÓW WRZUĆ NA LUZ I JESZCZE PLUS.
PROSZĘ DOŁĄCZCIE!!!!!!!!Przyślijcie, przyjedźcie!!!!

Ten tekst napisałam na starym blogu, ale nie mogłam go tam znaleźć aby zalinkować. Odtwarzam go znowu i dedykuję go zmagającej się z nałogiem koleżance Wandzi.
**********
Paliłam już wiele lat. Trzykrotnie wcześniej rzucałam palenie na okresy od roku do trzech lat, ale zawsze wracałam do papierosów, twierdząc, że nie można wszystkiego sobie odmawiać. Ostatnie dwa lata po takim powrocie, postanowiłam zachowywać się jak dama, czyli palić tylko cieniutkie, śliczniutkie papieroski- słomeczki o lekko miętowym zapachu. Ten papieros dla damy, bardzo był mi potrzebny. Mój powrót do nałogu zaczął się, gdy zobaczyłam jak wygląda pięknie ta słomeczka w damskiej, drobnej, wypielęgnowanej dłoni. Jednak prawda była bolesna, bo mieszkając od paru lat na zabitej wsi, z dala od jakiejkolwiek cywilizacji, tak otępiałam, że ze stylistki i estetki zrobiłam się wiejską babą ubraną w waciak i dojącą kozę. Nie brałam też pod uwagę, że moje dłonie przestały przypominać ręce kobiece, bo zaniedbane paznokcie i spierzchnięta skóra już dawno była moją normą. Moje dłonie zawsze były wielkich rozmiarów i przez to sprawiały wrażenie silnych i opiekuńczych, ale papierosek wyglądał w nich jak zapałka. Po tym opisie już wiadomo, że super eleganckie papieroski przy mnie nijak wyglądały i zdając sobie z tego sprawę bardzo cierpiałam,powtarzając w duchu, że przy najbliższej okazji jednak definitywnie rzucę palenie. Decyzja odwlekała się w czasie, gdyż papierosy były słabe i można było sobie wmówić, że nie szkodzą. Andrzej wrócił z miasta, z zakupów i nagle obwieścił , że rzuca palenie. Kupił w tym celu niezwykle drogie, ale skuteczne plastry  które mają nam pomóc, tak jak tej kobitce z reklamy w telewizji. Andrzej palił 20-30 mocnych papierosów dziennie odkąd go znałam,więc tak bardzo byłam zaskoczona jego decyzją  że ochoczo zgodziłam się na współpracę z nim w rzucaniu, za pomocą plastrów. Od tego dnia codziennie odbywało się rytualne, wzajemne przyklejanie plasterka. Wynajdywaliśmy sobie najbardziej niedostępne miejsca na ciele na kolejną nalepkę..

Po dwóch dniach poczułam, że coś mnie bierze. Poczułam, że rośnie mi opuchlizna ślinianki i gdyby nie to, że nietypowo bo dwa razy przechodziłam świnkę, myślałabym że właśnie ona mnie atakuje. Przed nocą wszystko minęło. W nocy śniła mi się wyprawa w bajkowych kolorach tak, że rano wstałam zachwycona filmową przecudnie kolorową senną wizją. Następnego dnia nagle w południe poczułam przejmujący ból dziąseł. Wiem co to znaczy  bolesny stan zapalny. Biegnę do lustra  dziąsła fioletowe, a ja z bólu nie mogę dobrze zamknąć ust. Znalazłam ususzoną babkę lancetowatą, której tutaj na wsi jest mnóstwo i rozpoczęłam płukanki, co kilkanaście minut.
Wieczorem minęło. Znowu mam sny. Jestem w moim rodzinnym Zalesiu, na polanie za domem, szemrze rzeczka a na polanie rosną tysiące słoneczników. Polana otoczona jest ciemnozieloną ścianą świerków a ja widzę na dwuhektarowej polanie każdziusienieczki z tysięcy słoneczników. Widzę każdy płateczek, każdy brązowy środek kwiatków a jednocześnie silne słońce razi mnie w oczy. A barwy jakie intensywne! Wstałam radośnie, ale jeszcze przed obiadem zaczęła mnie brać grypa. Okropnie łamało mnie w kościach,bóle były wędrujące: bolały mnie nogi, a za chwilę przestawały, przechodziło to na boki, a potem po kolei na wszystkie inne części ciała. Napiłam się soku malinowego własnego wyrobu, ale nie przechodziło. Czułam się źle. Zmierzyłam gorączkę było tylko 37 i 2 kreski, ale coś było nie tak i w jakimś irracjonalnym strachu postanowiłam położyć się do łóżka i kurować się leżąc w pościeli. Do wieczora ani nie było lepiej, ani gorzej, a jednak psychicznie byłam całkiem rozwalona i miałam dziwne podejrzenia, że zaraz zejdę. Przeleżałam tak dwa dni.
W panice zadzwoniłam do przyjaciółki, Krysi, od której chciałam zacząć pożegnania, a ona mając dociekliwą naturę, przejęta bardzo moim stanem zaczęła się dopytywać co jadłam, co piłam, czy brałam leki? W końcu odpowiedziałam, że odzwyczajam się od palenia, ale chyba z tych nerwów jako ostatnie życzenie właśnie sięgnę po papierosa! Zdumiona moją wcześniejszą decyzją porzucenia nałogu wypytuje dalej co robiłam w tym kierunku a ja mówię: mam świetne,prawdziwie skuteczne plasterki niquitin, polecam! Nagle Krysia wpada na pomysł,że może trzeba dla własnego spokoju przeczytać ulotkę dołączoną do plastrów.Zwlokłam się, więc z łóżka i poszłam po opakowanie. Czytam. ......
Skutki uboczne: np nietypowe bóle przy przedawkowaniu, a przy użyciu za dużej dawki np. dwóch plastrów na raz, można zjechać z tego świata będąc zatrutym nikotyną.
Jest diagnoza!!! 
Myślę, że gdy paliłam swoje słabiutkie słomki, to ta dawka nikotyny w plasterku była dla mnie za duża i czułam się jakby mi codziennie, dożylnie wstrzyknięto „marychę”..
 Pamiętajmy, grunt to przyjaciele, ja mogę coś na ten temat powiedzieć, bo oprócz tego, że żyję to jeszcze udało mi się więcej nie zapalić. A Andrzej tak się zdenerwował, że natychmiast wrócił do palenia.

PINEZKA NA MAPIE

Są takie miejsca które na stałe przypięte są do naszych GPS-owskich map. Wracamy tam często myślami i chcemy wracać. Ja mam kilka takich pinezek.
Niektóre maluję, niektóre mi się marzą a inne odwiedzam jeśli tylko jest okazja.
Radzanowska pinezka kryje nie tylko ciekawe miejsce widokowe, historyczne ale pod nazwą "Radzanovia" kryją się wspaniali ludzie, będący największym bogactwem. Państwo Nowakowscy całą rodziną pasjonują się odtwarzaniem tego co było w dawnej, przedwojennej wsi. Zwożą stare, zapomniane przedmioty, odbudowują przeniesioną  chałupkę, pokazują już nieistniejące zajęcia gospodarskie. W nawale pracy nie zapominają o swojej więzi rodzinnej, synach biorących czynny udział we wszystkich  ich działaniach i o odwiedzających, którzy jak raz tam przyjadą to chcieliby zostać na dłużej.
Za każdym razem, gdy pada propozycja współpracy na ich terenie, pędzę tam z radością w sercu, że i ja mogę zasłużyć się w rozwoju i promocji "Radzanovii".
Tym razem było tak samo.

Efekty widać we wszystkich artykułach i reportażach.
Piszę jeszcze raz tekst na ten temat, bo tego lata warto przypiąć tą właśnie pinezkę do waszego GPS-u.
http://codziennikmlawski.pl/2017/05/22/ozywiali-historie-w-ramach-nocy-muzeow/

W tym sezonie jeszcze kilka spotkań w tym niezwykłym miejscu, 3 czerwca plener malarski dzieci, młodzieży i nawet kilkorga dorosłych. ( Są jeszcze 3 miejsca zarezerwowane dla gości!!!! zapraszam chętnych, podaję swój kontakt: joanna.rodowicz@gmail.com)
 24 czerwca spotkanie na którym sami wykorzystamy motywy  ludowe tworząc coś nowego.
  Najciekawszym jednak spotkaniem będzie "Dawne wiejskie wesele" które odbędzie się 1 lipca..... oj, będzie się działo!

ps.przepraszam, że pokazała się pusta strona, nie wiedziałam o tym.

piątek, 26 maja 2017

CAŁKIEM PO NOWEMU

Cisza w  eterze nie świadczy wcale, że ucichłam. Odwrotnie, maluję, pracuję, tworzę. 
Na razie pokazuję tylko ten ostatni namalowany na plenerze w Działdowie. 
"Wiosną na łące"  olej 70 x 100 cm 
Dwa następne powstały na wystawę do Muzeum Ziemi Zawkrzeńskiej w Mławie na 8 czerwca. (potem pokażę).
Przede mną jeszcze kilka plenerowych wyjazdów. Wyniki ujawnię.
Przepraszam że nic nie czytam- kompletnie nie mam czasu.

poniedziałek, 1 maja 2017

SZTORMY I BURZANY

Taki tytuł ma wcześniej wydana książka, napisana przez moją mamę, Krystynę Rodowiczową. Ukazanie się "Niezatapialnych", przywołało tą opowieść.
Wyręczam się postem Stokrotki, bo trudno napisać lepiej na ten temat.
oto link:

 http://stokrotkastories.blog.pl/2017/05/01/ciag-dalszy-2/comment-page-1/#comment-2700

sobota, 29 kwietnia 2017

RECENZJA TAK PIĘKNIE OSOBISTA


Dzisiaj wklejam tylko link do pierwszej części recenzji. Druga część ukaże się w poniedziałek.
To blog znanej autorki dwóch świetnych książek: Jadwiga Śmigiera "Zwariowałam" i "Nadal wariuję" wydanych przez wydawnictwo Białe Pióro. Świetnej literackiej blogerki o Nicku "Stokrotka". http://stokrotkastories.blog.pl
Proszę zajrzyjcie tam i zostawcie swój komentarz. To jedyna forma podziękowania za Jej piękne teksty i serce które w każdym z tych tekstów pozostawia.
Stokrotko Najmilsza DZIĘKUJĘ!

wtorek, 18 kwietnia 2017

NIEZATAPIALNI

Wszystkich zainteresowanych niezwykłymi życiorysami trzech braci Rodowiczów zapraszam na spotkanie promujące książkę napisaną przez pana Marcina Ludwickiego. Stanisław Rodowicz , ten z prawej strony - najstarszy z braci to mój tata. Tak wygląda książka. Jej bohaterowie zasługują na uwagę, zapewniam.
                    A to zaproszenie. Serdecznie zapraszam w swoim imieniu i autora.


niedziela, 16 kwietnia 2017

WIELKI PRZYSTANEK

Wielki bieg za wszystkim trwa. Teraz czuję to bardziej niż wcześniej bo muszę dołożyć większego wysiłku, aby pokonywać dystans. Bieg.
Bieg od rana... a tak lubię pospać do dziewiątej. W czwartek wstaję o piątej, jak na pierwszą zmianę w fabryce.. ale inaczej nie zdążę na czas przejeżdżając w godzinach szczytu przez Warszawę. We wtorek jadę w ciemnościach, aby zdążyć do domu przed północą, bo kiedyś trzeba w końcu położyć się do łóżka i wyprostować zmęczone ciało, którego po takich kilku miesiącach jest parę kilogramów mniej.
Opowiada. Nie narzekam. Tak wybrałam. Opowiadam bo muszę się wytłumaczyć z milczenia. Nie otwieram laptopa, nie wiem nic co się dzieje u moich przyjaciół z blogosfery.
Pomimo zaślepienia biegiem zobaczyłam Wielki Przystanek - WIELKANOC!!!
Wszystko zmieniło bieguny, dom wrócił do posad, przemeblowałam sypialnię i tak zobaczyłam świat ze swoich okien.


Święta pokazują świat w innym wymiarze. Dobrze, że są.
******************************************************************************


Staszek uczestniczy czynnie we wszystkich oglądanych filmach a wygląda to tak...
 
 
 Helenka, panieneczka, tańczy jako motylek przed lustrem.
Lata biegną, jakość świąt dziwnie się zmienia. Chciałabym wrócić do czasów kiedy gromadziłam u siebie wszystkich bliskich i było ich tak dużo. Wszystkiego było dużo, gwarno i rodzinnie.
 Teraz zapragnęłam przystanku i chwili wypoczynku. Brzmi to śmiesznie, bo jak Andrzej wyszedł to zdążyłam przesunąć stuletnie wielkie biurko i zamienić go na wielką rozkładaną kanapę. Łączyło się to wszystko ze zburzeniem porządku i odbudowania wszystkiego po świątecznemu.
Zwłaszcza że w dwóch miejscach przecieka dach. Tym jednak najmniej mam czas się zajmować, bo właśnie wyjęłam zagruntowane płótno i jutro siadam malować obrazek. Myślę, że będzie ciekawy. Nie wiem jak dotrwam nicnierobiąc do jutra ??? Ciężko, ale próbuję.

czwartek, 9 marca 2017

O STYLU W UBIORZE



Zawsze z wielką przyjemnością uczestniczę w działaniach organizowanych w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. B.Prusa w Mławie, bo wszystko jest "dopięte na ostatni guzik" i czuję się w tym miejscu po prostu bezpiecznie. 
Wiem, że nie grożą mi żadne przykre niespodzianki, co gdzie indziej, na obcym terenie zawsze może zaistnieć (zwłaszcza w mojej wyobraźni). 
Serdeczne przedstawienie mojej osoby daje komfort pozbycia się tremy.

Trudno jest ocenić własny wywód o stylu w ubiorze i ubiorze w stylu, gdy człowiek skupiony jest na ciągu logiczno-myślowym, opartym na własnych przemyśleniach, obserwacjach i doświadczeniach.
Mogę powiedzieć jedno, że dla mnie było to bardzo miłe spotkanie a moją oceną jest skupienie słuchaczy i ich zainteresowanie podczas tej godziny. Późniejsze rozmowy już przy słodkim poczęstunku, też potwierdzały moje wrażenie.
Całe szczęście, że w odpowiednim momencie spojrzałam na zegarek, bo na  temat ubioru mogę dyskutować, a właściwie monologować godzin trzy.
Składam ukłon  gościom przybyłym na spotkanie ponieważ dowiedli, że potrafią być w stylu i charakterze naszego spotkania. To jest właśnie sztuką.Zespół pracowników dołożył wiele starań i pracy, aby to spotkanie było atrakcyjne dla wszystkich biorących udział i pozostało na długo w ich pamięci. 
W sali czytelni zostały pokazane wydruki ukazujące modę poprzednich wieków w najpiękniejszym jej rozkwicie. Nie mogłam oderwać oczu od tych kobiet, od ich krynolin i tiurniur..a kapelusze, ach! Myślę, że ta wystawa zainteresuje koleżanki i kolegów z GRHLC Mława, której jestem członkiem.
 Zorganizowaliśmy też losowanie podczas którego 5 osób dostało "ściągawkę", w jaki sposób kompletować ubiór. Jest to poradnik napisany przeze mnie w formie kilkunastu rozmów - dialogu przyjaciółek, Meli i stylistki Elizy. 
Pozostali goście dostali wzruszające, kolorowe kwiatki z wpisanymi różnymi okazjonalnymi sentencjami, wykonanymi spontanicznie przez Ewę Przybysz. 
Ewa, serdeczne dzięki! Słodki poczęstunek przy kawie i herbacie pozwalał na "rozmowy w kuluarach".

Na ręce pani Dyrektor Marii Świtoń składam podziękowania dla całego zespołu za ich wysiłek w przygotowania i obsługę spotkania i za tą szczególną, rodzinną  atmosferę, charakterystyczną dla bibliotecznych spotkań.
 Na fb wkleiłam jedną z pierwszych rozmów Meli i Elizy.

 http://www.biblioteka.mlawa.pl/2017/03/spotkanie-ph-ubior-w-stylu-styl-w-ubiorze/     proszę kliknąć na słowo zdjęcia aby zobaczyć fotorelację.

http://codziennikmlawski.pl/2017/03/09/inspirujace-spotkanie-z-joanna-rodowicz/

http://kuriermlawski.pl/423521,Jak-sie-ubierac-Spotkanie-z-Joanna-Rodowicz.html#axzz4apr13Tes


niedziela, 26 lutego 2017

SPOTKAŁA MNIE NIESPODZIANKA

Tym razem spotkała mnie prawdziwa niespodzianka!
Beata Sobieraj, koleżanka ze Związku Twórców Ziemi Zawkrzeńskiej, z którą wspólnie co roku organizujemy plenery malarskie dzieci, (jej podopieczne z Domu Kultury z Żuromina i moje z Mławy), wręczyła mi prezent na wernisażu w  Żurominie.

piątek, 24 lutego 2017

DZIEJE SIĘ...

Za dużo się dzieje, żebym mogła nadążyć z informacjami. Czyżby już mnie dopadła niewydolność związana z wiekiem???? 
Udowodnię że nie!
Na bieżąco wklejam zaproszenie na spotkanie, które odwlekało się
aż przyszedł moment na sfinalizowanie obiecanek. Siedzę więc i wybieram przykłady dla potwierdzenia mojej filozofii dobrego smaku i elegancji w ubiorze.

Gdy rozpoczęły się ferie zabrałam Stacha aby pooddychał świeższym powietrzem. Czas galopuje, bo Stach ma już 7 lat..... Już pojechał do domu ale pozostawił mi pakiecik rysunków. np taki rysunek:
  Zawsze po jego wyjeździe pustka i cisza trudna do wypełnienia.

Ja w tym czasie odtworzyłam osiem twarzy ze starych zdjęć maleńkiego formatu.
Jestem usatysfakcjonowana wynikiem!!!! Jeszcze nie mogę ich pokazać bo nie spytałam o pozwolenie.
W oryginale były to zdjęcia formatu 5x7 cm gdzie stały lub siedziały dwie osoby na jakim plenerowym tle. Twarz składała się z kilku tyciuśkich plamek i żadne powiększenie nie wchodziło w grę, bo rozdzielczość zerowa.. Oczywiście ani oczu ani innych szczegółów koniecznych do portretu nie było widać....a jednak moje portrety na A4 są ich portretami.
Utrzymuje się więc ciąg słów uznania dla mojej pracy twórczej, rozpoczęty we wrześniu zeszłego roku.. Mam paliwo dla duszy i do nowych działań.
 Teraz skupiam się na tym co namalować na triennale sztuki w naszym mławskim Muzeum. W maju ma być otwarcie wystawy z przeglądem prac wszystkich twórców tego terenu.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

PREZENTACJA

Furtką do raju. olej na płótnie 70x50cm



 są wspomnieniem dwóch uczennic.
Zginęły w wypadku na wycieczce szkolnej. 

różyczki . mosiądz.wys ok 20cm

Róże od pierwszej rocznicy wypadku stoją w gablocie w szkole w Anglii.
portret. Licytowany na WOSP w Mławie w 2016r   A4 ołówek
portret. olej na płótnie 50x70 cm

Poker. olej na płótnie 90x 100cm.


Mławska lokomotywa. olej na płótnie 50x 60 cm
Brzozy. olej na płótnie 50x70cm

Chagalowski świat. Rzeźboobraz. technika mieszana (3D) 100x 100cm
Co jakiś czas pojawiają się w sieci różnego typu gry, łańcuszki i różnego typu preteksty, aby uaktywnić większą ilość osób. 
Gdy zastanowiłam się nad tym zjawiskiem, to dochodzę do wniosku, że jest to znakomite, gdyż wzrasta aktywność ludzi nudzących się w domu, czy też ludzi samotnych, czy chorych. Czasem też może to być chwila odpoczynku i rozrywki po męczącym dniu.
Unikam łańcuszków, bo zupełnie nie mam na nie czasu, ale łańcuszek twórców pokazujących swoje prace, zawsze brzmi nieźle, gdyby nie ta druga część!
Siedem prac wymaga nowych siedmiu artystów chętnych do współpracy.....
Nie zawsze też zaprzyjaźnieni artyści mają tylu chętnych kolegów...
Problem za problemem, ale i tak cieszę się, że pokazuję już kolejną pracę i kolejni artyści przypomną innym jak pięknie tworzą.
Wszystko dzieje się na fb 
Wklejam też tutaj te same prace, bo nie wszyscy mają fb.
Okazało się, że siedem dni to dla mnie za mało. Tak się rozkręciłam!! Tutaj wkleiłam jeszcze dwa więcej. 
Obraz Poker został wylicytowany w Domu Aukcyjnym Ostoya w Warszawie.
 Ostatni obraz trójwymiarowy, za bardzo jest niebieski, ale tylko tak widać jego trójwymiarowość. Na filmie można zobaczyć prawdziwe kolory.
Na fb dopiero piąty dzień, jeszcze ich tam nie ma. Za trzy dni dopiero tam ujawnię ten wpis.
Inne, dawne prace można zobaczyć na reportażu z warszawskiego wernisażu
https://www.youtube.com/watch?v=hg_eFqikaFQ&t=6s

piątek, 20 stycznia 2017

CIECHANOWSKIE WIDOKI



Wchodziłam we wrześniu zeszłego roku na poplenerowy wernisaż ciechanowskich klimatów. Lubię ten zespół ludzi, różnych temperamentem i stylem malarzy i przemiłych gospodarzy pleneru. 
Ustaliłam podczas pleneru, że namaluję Bank Spółdzielczy, jednego ze sponsorów naszych działań. Podobała mi się jego bryła i kolorystyka.
Już w drzwiach sali wystawowej wpadłam na panią dyrektor Banku Spółdzielczego i
 już w drzwiach dowiedziałam się, że pani Dyrektor "zaklepała" dla Banku mój obraz! To było miłe Dzieńdobry!

W regulaminie pleneru mamy powiedziane, że zostawiamy jeden obraz wybrany przez sponsorów lub organizatorów a malujemy obrazów trzy. 
Dwa pozostałe robiłam już dla swojej przyjemności. 
Kilka dni temu pojechałam odebrać te dwa które wisiały jeszcze w dwóch różnych miejscach, przypominając ciechanowianom o ich malowniczym mieście.
W Banku zabrałam blado-niebieską willę i pojechałam do Wyższej Szkoły aby zdjąć Kamiennicę Brudnickich.
Tam w miejscu gdzie miała wisieć, znajdował się pusty hak, który wprawił mnie w zdumienie. 
Po wymianie telefonów z organizatorami, okazało się, że pomimo zakazu wyboru mojej kolejnej pracy, Wyższa Szkoła komisyjnie, trzykrotnie zwiedzając wystawę zadecydowała, że zabierze jako rekompensatę za sponsorowanie noclegów na plenerze właśnie ten a nie inny obraz.
Przyznam, że gdy go zobaczyłam wiszącego w bardzo prestiżowym miejscu i pięknie wyeksponowanego, zrobiło mi się miło. Nie mam wcale żalu do organizatorów, wręcz odwrotnie, jestem im wdzięczna, że mnie zaprosili i mogłam namalować ich miasto, tak jak go widzę.

Gdy wróciłam do domu z tym najsłabszym, bladym obrazkiem, natychmiast siadłam i go lekko przemalowałam. Teraz też nadaje się do ozdobienia ważnej ściany, którą będzie w najbliższym czasie ściana mojej sypialni.

środa, 18 stycznia 2017

ŚRODY

Ten jeden dzień tygodnia pracuję wg ściśle określonego grafiku. patrząc na to z boku (jakbym ja patrzyła), to jest to niewola, której tyle lat do samej emerytury udawało mi się unikać. 
Wolny zawód, brzmi tak cudownie i pachnie wolnością, ale tylko pozornie - człowiek wmawia sobie, że nic nie musi... Musi kilka razy więcej, bo nikt mu tej pracy nie zorganizuje, nie załatwi, nie wypatrzy. Samemu trzeba być wszystkim na raz.
 Ale zupełnie odbiegłam od tematu.
Nie przypuszczałam że na 5 godzin bez przerwy w dużym skupieniu, bez chwili odpoczynku  będę wyczekiwała pozostałe dni.
W środy o 16 -tej zaczyna się radośnie z najmłodszymi. Z nimi dzieje się zawsze dużo, są indywidualiści i pojawiają sie dziwne, bajkowe postacie a ja muszę sprostać ich nieograniczonej wyobraźni.
Jednak dzisiaj zobaczyłam najprawdziwsze postacie: babcie i dziadków malowane z wielkim uczuciem przez dzieci i te młodsze i te starsze,
A na deser mam grupę dorosłych malujących wybrane obrazki na których uczą się technik ich interesujących.
Początkowo byłam ciekawa która z pań, (bo na razie chodzą same panie), jest najwiekszym talentem i na jakim poziomie można z nimi pracować. 
Dzisiaj twierdzę, że każda jest osobą wrażliwą, pracuje z wielkim zapałem a efekty ich pracy zaskakują chyba jeszcze bardziej je same. Mnie radują tak, że tęsknię za nimi zaraz po wyjściu z sali. Robią olbrzymie postępy, rozumieją dlaczego stawiają takie a nie inne kreski. Zaczyna być widać duszę w ich pracach. Ależ to frajda mieć pracę, która niesie radość i spełnienie!
Zobaczcie ich prace chociaż jeszcze są NIESKOŃCZONE!
Obiecuję jeszcze raz pokazać po skończeniu, napiszę według jakich prac robione były obrazki. Prace są na różnych etapach.







niedziela, 8 stycznia 2017

W SZAROŚCI

Początek roku leniwie toczy się dzień za dniem. Nigdzie nie wychodzę, bo zimno i wolę grzać się przy kominku. Nie znaczy to oczywiście że leżę w bezruchu...
Nie. Szaleję przy sztaludze.
Lubię ten temat i myślę, że jeszcze nie raz pojawi się on na płótnie.





środa, 4 stycznia 2017

DOBRZE ROZPOCZĄĆ


 Życzę wszystkim moim gościom blogowym Najlepszego, Dosiego Roku  i ilustruję moje życzenia takim obrazkiem.









Na marginesie dodam, że mamy małego kotka i wabi się Edek.


 Po pytaniu w tytule poprzedniego postu, postanowiłam nie zostawiać go bez odpowiedzi.
Święta przebiegały mi spokojnie, całkiem wypoczynkowo.
 Po gwałtownej grypie znakomity okres dochodzenia do siebie obłożywszy się owocami i wypiekami...
No, więc wytrzymałam tak kilka godzin, póki był ciekawy film, ale zaraz potem naskoczyłam na A. że już dawno powinny być gotowe tło obrazów według moich wytycznych.
 Jednolite tło, które teraz stosuję, tylko A. potrafi dokładnie rozprowadzić i wygładzić, bo mnie zdecydowanie w tym kierunku brakuje cierpliwości.
Po krótkiej i burzliwej, jak zawsze,wymianie zdań, A. chwycił wałek i pojemnik z farbą. Tym sposobem już podczas świąt nie było śladu po porządkach, ale pierwszego, powszedniego dnia stanęłam przy sztaludze.
Wróciłam do zarzuconego szkicu i ostatniego dnia roku go skończyłam.
Dzisiaj tylko było zabezpieczanie, haczyki itd.
Oto co zmalowałam: początkowo miał być tytuł "Teatr to życie" W tej wersji, była kompozycja złotych masek z pustymi oczodołami, ale gdzieniegdzie pojawiało się realistyczne oko, włosy, czy stara twarz matki. Gdy ten szkic się pojawił. pomyślałam, że tytuł musi brzmieć "Kobiety jego życia", ale pomysły ewoluowały. Teraz skłaniam się do "Życie to teatr"
Obraz ma wymiary 70 x 100cm
Następne obrazy będą miały już inny odcień tła, bo jakoś ostatnio głębia błękitu za bardzo mnie zachwyciła.