Obserwatorzy

środa, 24 lipca 2013

TRZY BIAŁE PŁÓTNA

 MŁAWSKIE PODWÓRKO
Wykonałam lekki falstart. Nie dotrzymam do soboty. Pokazuję co namalowałam, chociaż ostatni widok fontanny parkowej jest jeszcze w szkicu. W sobotę wernisaż, opowiem jakimś foto-reportażem. 
 Obraz z bramą i podwórkiem to widoczne już ślady po drobnych remontach, ale wciąż z klimatem meliny i pranych gaci.
KAMIENICA ZDZIARSKICH 
Kamienica Zdziarskich ma swoją niezwykłą historię, jest ogromna, zbudowana z dwóch skrzydeł łączących się pod kątem prostym. Namalowałam tylko jeden bok, pomimo, że drugi jest zupełnie inny i równie ciekawy. W chwili obecnej jest opuszczona i powoli zżera ją ząb czasu. Jest zabita deskami, choć posiada właścicieli. Wiele mieszkańców pamięta jeszcze właścicieli którzy wynajmowali większość z 60 pokoi. Teraz odpadający tynk i resztki sztukaterii ranią duszę oglądających.
Fontanna w mławskim parku, też ma swoją historię, gdyż jest teraz widoczna tylko cząstka z rzeźb postawionych na początku (ja już ich nie widziałam w komplecie). Całość nawiązywała do legendy o Muławie i wokół misy baraszkowały leśne stworki różnego typu. Niestety złomiarze byli wyjątkowo głodni i wycięli część ozdobnych chochlików, co bardzo zmieniło charakter fontanny. 
Wszystkie trzy białe płótna zamalowałam obrazami utrwalającymi biegnący tak brutalnie szybko czas. Mają wymiar według zasad tego pleneru 50 x 60 cm i wykonane są farbami olejnymi.

3 sierpnia nadprogramowo drugi raz robimy wernisaż przenosząc wystawę z galerii prywatnej do naszego MDK-u. Ja od razu zapraszam wszystkich żeby zawitali do nas na kawę, ciastko i spotkanie do MDK w Mławie.  


10 kwietnia przyszłego roku mam zaklepaną wystawę. Razem z moją siostrą Wandą w Wilnie mamy do dyspozycji piękną, wielką salę ekspozycyjną. 
"Samo przez się rozumie się", że trzeba malować, bo ścian dużo i zapełnić je trzeba, więc pracuję..  

Jest jeszcze jeden powód do radości, bo zamówiony portret - niespodzianka prezentowa, będzie niezwykły i powinien się podobać.    

Zamiast publikować swoje obrazy , powinnam tutaj opisać rekonstrukcję widowiska  upamiętniającego  Wołyń 1943 roku. Widowisko odbyło się  w miejscowości Radymno  za Przemyślem. Muszę jednak psychicznie dojść do siebie i przekopiować kilka zdjęć od Danusi G. 
Wstrząsające przeżycia.    

Dobrze, że "dostałam" na dwa tygodnie Stasia, bo gadający trzylatek , to najlepsze lekarstwo na wszystkie smutki i mam z kim lepić jagodowe pierogi.                                                                                          

wtorek, 23 lipca 2013

WIECZÓR Z......



Zanim opiszę wiele zdarzeń w których brałam czynny udział, wklejam moją refleksję po wzruszającym wieczorze poezji rosyjskiej, połączonym z koncertem zespołu Projekt Wołodia. Zespół ten śpiewa repertuar Włodzimierza Wysockiego. Te teksty, doskonale przygotowane przez wrocławski zespół wciąż słyszę wraz z ich mistrzowskim podkładem muzycznym .......były bisy..

Wbrew temu co dalej napisałam, było nadspodziewanie dużo osób i widownia fantastycznie dopisała. 
Niesamowite  zaskoczenie!
Czytaliśmy po trzy, cztery wybrane wiersze: A.Achmatowej, J.Brodskiego i  B. Okudżawy. Nasze czytanie ozdabiała śpiewem wybitnie uzdolniona, młodziutka mławianka Małgosia Skrzyniarz (doskonale daje sobie radę z piosenkami Anny German)
A ja nie mając zielonego pojęcia jak się pisze wiersz ani biały ani inny napisałam tekst w kolumnie, czyli kolumnowy,  ujawniający moje refleksje. 


WIECZÓR POEZJI
Wieczór poezji słońce bije w twarz
A w pustych ławkach osób ze trzy
Poukładane misternie słowa
Nie wabią tłumów ani mas

Choć ujrzeć tu możesz swego życia ślad
 jak w szklance rozbitej sklejonej byle jak
Wciąż jest to samo a wszystko nie tak
Młodość i miłość lecz kto on a kto ja?

Czy tamta kobieta o kuli to ta…
Odeszłam myślami i skończył się wiersz
Tak dawno rytm życia pogubił swój krok
I trzeba iść dalej w zawieję i w mrok….

A jednak wciąż głowę podnosisz i wzrok
Bo oczy wciąż patrzą przed siebie i w bok
Nie widzą co męczy nasz umysł przed snem
Tych guzów bolesnych tak dręczących dniem

Ich ostrość widzenia ma plusy wpisane 
Pieczątką lekarza na stałe wskazane
Więc stosuj receptę na wszystkie urazy
I czytaj poezję nawet po dwa razy.

poniedziałek, 15 lipca 2013

I GROCH I KAPUSTA

 Warszawa ma swoją Syrenkę, Kraków Smoka a Mława legendarną panienkę o imieniu Muława. W niedzielę Pan Józef wymyślił znakomity happening. Przygotował 10 sztuk figur Muław, przyczepił je do parkanu i ogłoszono malowanie tych obrysów. Na zdjęciu widzimy jeden z zespołów, bo malowanie odbywało się rodzinnie i zespołowo. W ciągu pierwszych pięciu minut wszystkie figury miały swoje zespoły malarskie. Nagrodą jest pokazywanie naszych panienek najpierw w parku a potem w różnych miejscach Mławy oraz w niektórych instytucjach. Ludzie byli zachwyceni. Nie nadążałam wyciskać farb i donosić zespołom, bo czasami brakowało.Tak wyglądały figury a na zdjęciu Klaudia z koleżankami - asystentkami. Klaudia namalowała piękną łowicką Muławę. Brawo!


Bardzo lubię lato, bo przejeżdżający urlopowicze czasami skręcają na herbatę a niektóre wizyty utrwalają się w pamięci bardziej od innych.

We wtorek, w Domu Kultury otwarcie przygotowanej przeze mnie wystawy pana Macieja Jabłońskiego z Łodzi.

Usiłowałam wkleić tutaj jeden z moich radiowych felietonów w formacie mp3, ale w żaden sposób mi to nie wychodzi. Kilka słów do mikrofonu powiedziane w parku jak i zmagania z plikiem nasunęły mi pomysł napisania tekstu kabaretowego. Nikt mi nie wmówi, że mam radiowy głos, na tyle samokrytycyzmu jeszcze posiadam. No więc napisałam.

DO SŁUCHU

Podniosłam swoją ocenę w moich oczach a właściwie  w uszach. Jestem bardzo sprytna. 
W pracy mój głos uplasował się na czwartej pozycji, więc każdy się zastanawia  dlaczego dzisiaj prowadzę imprezę nie mając gardłowego „rr”, ani zaśpiewnego akcentu? 
Przyczyna jest prosta: jeden głos wyjechał, drugi głos ma urlop a trzeci akurat jest obrażony. 
Ćwiczę od dawna różne zdania, żeby nadać modulacji , aktorskich umiejętności budowania głosem wspaniałej roli. 
No więc mówię na przykład: „ -Drogi Andrzeju, nalej mi zupę!”  podkreślając scenicznie ą, ę i j. 
Albo „ Dzisiaj w Mławie 25 stopni w cieniu, nadchodzi łagodny wyż  można brać wolne .”
 Albo  „ Pani Marysiu, proszę kupić płyn do szyb”. 
Zauważyłam, że mój głos brzmi lepiej gdy mówię do większej ilości osób  bo najlepiej mi wychodziło to:
„ Pociąg do Łodzi staje przy peronie pierwszym i tak stoi dziesięć minut” i wtedy zrozumiałam!! Mój głos nadaje się najbardziej do seks-telefonu. 
Wiedza to jedno, ale jak to sprawdzić? Sama do siebie nie mogę dzwonić. Co prawda wzięłam telefon wnuka i zadzwoniłam, ale nie mogłam się uporać z tym, aby z jednego pokoju dzwonić a w drugim odpowiadać.
 Przez te biegi od jednego telefonu do drugiego, przeszedł mi cały sex w głosie. Co prawda sapałam okropnie i głos mi się rwał, ale już nie wiedziałam czy to ja dzwonię, czy akurat odbieram. 
Wnuk wrócił się po telefon spojrzał, że aparat w użyciu, ale nie miał pojęcia czyj to numer się wyświetlił, tak więc się nie dowie czyj to głos jest taki seksowny, szkoda, pewnie bym mu zaimponowała.
 No  i tak zostałam z nieodkrytym talentem.
 O jej!  !!  zapomniałam  swój numer telefonu!! Bym was poprosiła żebyście zadzwonili - tak na próbę, żebym wiedziała, że we mnie wierzycie! 


czwartek, 11 lipca 2013

OBRAZY PRZESŁANIAJĄ HORYZONT



Zanim opowiem co robiłam zaproszę wszystkich na tegoroczną rekonstrukcję Nalotu Bombowego na Mławę, który odbędzie się w dniu 30 sierpnia na Rynku mławskim o godzinie 17. 
Następnego dnia, w sobotę, na polach w Uniszkach Zawadzkich odbędzie się największa w Polsce rekonstrukcja bitwy o godzinie 15. Zapraszam!

 21 lipca o godzinie 17 w parku miejskim odbędzie się Wieczór poezji rosyjskiej w którym mam zamiar brać udział, chyba żeby........

W dniu 27 albo 28( nie pamiętam!!!)lipca wieczorem odbędzie się wernisaż poplenerowy z udziałem twórców malarzy z Mławy i gości.

 W poniedziałek powiesiłam prace malarskie pana Macieja  Jabłońskiego z Łodzi w MDKu po to, aby w poniedziałek 15 lipca mógł odbyć się wernisaż.

Cudowna pogoda sprawiła, że nie odrywam się od malowania. Obrazy schną w miarę szybko i można pracować dalej. Tym sposobem dopadłam "Lato na  łące" i go skończyłam. Obraz jest słoneczny i kolorowy. 
Zrobiłam kilka poprawek na pierwszych malutkich obrazkach. Przemalowałam ostatnie z brzóz, które zostały u mnie. Doprowadzam je do wersji tej najładniejszej. Jednak brzóz jeszcze nie pokażę, potrzebuję godziny aby je skończyć. Popracowałam nad Góraleczką, która jest na wstępie.  Teraz już tylko przede mną zamówiony portret i widoki Mławy. Na szczęście mam pomysł na kolejny mławski obrazek.

poniedziałek, 1 lipca 2013

HISTORIA JEDNEGO OBRAZU...


To skończony ostatni olejny Żyd, który dostał piękną, złotą ramę. Wcześniej jednak przechodził wersje. Jedną z nich była wersja nazwana przeze mnie żartobliwie "holenderską" i ta wersja jest poniżej. Trwała tylko pół godziny. Chwilę po jej namalowaniu. A. stwierdził, że nie ma w niej mojej duszy, więc natychmiast wróciłam do wcześniejszego  szkicu, który był pod spodem. 
Teraz jednak mam wielką ochotę zrobić jeszcze jednego różniącego się troszkę od tego, ale właśnie w stylu lekko "holenderskim".  Jedynie schnięcie olejnych obrazów z jednej strony utrudnia bo trzeba czekać kilka dni jak zimno, ale z drugiej strony pozwala napatrzeć się i podejść twórczo po raz kolejny.  


Uwielbiam malować wymyślone typy Żydów, więc  narysowałam dzisiaj jednego z walutą.


Na dzisiaj koniec prezentacji, reszta czeka w kolejce.