Obserwatorzy

piątek, 9 sierpnia 2013

UDANY WYJAZD

Ostatnio moje kontakty z komputerem są podobne do czkawki. Raz mi się uda przeczytać coś, raz napisać, ale wszystko jest z przerwami i nie za bardzo regularnie.
Dzisiaj chcę opowiedzieć, jak łatwo coś zrobić, gdy człowiek działa a nie marudzi.
Janusz Dembski znany jest w Mławie z tysiąca płaszczyzn zainteresowań, ale gdy bierze się do organizacji, potrafi doskonale wszystko doprowadzić do finału, pamięta o wielu drobnych ale znaczących szczegółach. Gordyjko, to jego zdjęcia widziałaś w parku.
 Janusz w maju rzucił hasło, potem znalazł firmę która zrobiła projekt i dostała na to środki i wtedy można było już omawiać szczegóły i wszystko ruszyło.

O godzinie ósmej zatroskani rodzice gromadki dzieci (miało być ich piętnaścioro w wieku od 8 do 14 lat), wydzwaniali do mnie z obawą, bo za oknem lało równo, a burza mruczała grożąc katastrofą. Jednak zdecydowałam, że takie groźby są pewnie przejściowe i poproszę ratowskiego  księdza  o gościnę w pustym klasztorze, aby dzieci malowały patrząc przez okna na wyższych piętrach. Gdy dotarliśmy na miejsce chmury się rozsunęły i natychmiast mogliśmy rozkładać sztalugi. To był piękny nie za upalny dzień. 
Dzieci malują coraz lepiej. Kilkoro było po raz pierwszy na plenerze. Te które już wcześniej malowały nabierają pewności siebie - to teraz takie modne powiedzenie, ale w tym wypadku oddaje właściwie rzeczywistość.
Wraz z nami malowała 12 letnia Marysia, dziewczynka będąca u babci na wakacjach. Mieszka w Warszawie i  chodzi tam na plastykę do Domu Kultury. 
Pięknie namalowała!!!!Pięknie, bardzo zdolna dziewczynka.
Cudownie, że nie trzeba było ani na sekundę nigdzie się chować, bo pogodę mieliśmy wprost wymarzoną, nawet wiał lekki zefirek.


W turkusowych spodniach młodzieniec-przewodnik
 Namalowane prace pokaże osobno w następnym poście wraz z większą ilością zdjęć, które przegram od fotografujących, bo ja zajęta dziećmi, całej części malarskiej nie mam.
Potem otrzymaliśmy na plebanii bardzo smaczny obiad i poszliśmy na piękny spacer nad malowniczą Wkrę, która tam, wśród pól leniwie płynie otoczona kwitnącymi o tej porze " trującymi kasztanami" o cudnym, miodowym zapachu. A ja dostałam od dzieci najpiękniejszy wianek.
Po powrocie czekał na nas kilkunastoletni młodzieniec który oprowadził nas po całym Zespole budynków kościelno-klasztornych. Wielokrotnie wspominał, że wiadomości te posiada od dziadków. Wykazywał się doskonałą znajomością historii tego miejsca i przytaczał bardzo ciekawe dane. Kościół jest wykończony w pięknym barokowym stylu a cały klasztor najpierw Bernardynów a potem sióstr Misjonarek ukrywa wiele ciekawostek. Teraz jednak nikt nie mieszka w budynku klasztornym. Młodzieniec- pasjonat pokazywał wszystko, co było godnego pokazania a przyznać muszę, że zobaczyliśmy dużo niezwykłych przedmiotów sakralnych i architektonicznych. To nie był stracony czas, a dzieci zafascynowane słuchały z podziwem i zainteresowaniem.

 Zostaliśmy na mszy ale potem ksiądz zachwycony grzecznością naszej gromadki zaprosił na pokaz i próby jazdy na koniku. Konik cudny, o imieniu Hiszpan, stworzony do obsługi dzieci, posłusznie wykonywał wszystkie polecenia a dzieciaki miały okazję spróbować jazdy na trzymanym na linie koniku.


 Po podwieczorku i rozdaniu dzieciom przydatnego zestawu trzeba było pożegnać gościnnego księdza rektora, malownicze okolice, młodego, mądrego przewodnika, koniki, psy i wszystko co dzieci zapamiętają z dzisiejszej wyprawy.
 Wróciłam do domu nie wierząc, że tak bogaty plan ustalany przez nas wcześniej udało się zrealizować w 100 procentach. 
A jakie to znakomite uczucie!!!!Dziękuję całemu zespołowi który brał w tym udział i przemiłej pani Magdzie troszczącej się o całą logistykę i zaplecze naszego pomysłu.

Dziękuję również pani dziennikarce
 Radia Dla Ciebie,
która przygotowała na nasz temat audycję.

16 komentarzy:

  1. Bardzo, bardzo się cieszę, że to wszystko się udało!!! Oby więcej takich wspaniałych wyjazdów po których wszyscy są zadowoleni.
    A w stolicy burza mało wieżowców nie rozwaliła i mnie do zawału nie doprowadziła. Całą noc nie spałam.
    Serdeczności Joasiu!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stokrotko, odblask burzy warszawskiej widziałam jako łunę i słychać było u nas jej pomruki, ale nie doszła! Na szczęście, jednak pół nocy padało i jeszcze pół dzisiejszego dnia. Jest to wypatrywany i wybłagany deszcz, bo ziemia schła za nim z tęsknoty!
      Myśmy jednak zdążyli i to był też cud nie do uwierzenia. Pozdrawiam Cię Kochana i niech Twoja głowa uspokoi się i pozwoli Ci o nią się nie martwić.

      Usuń
  2. Skoro eskapadę przygotowywali tak niesamowici Organizatorzy to nawet pogoda musiała się podporządkować !! ;o)
    Zdjęcia Pana Janusza rzeczywiście robiły furorę !! On nie fotografuje :o) On czaruje ;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gordyjko, to prawda, że Janusz to co robi robi na 200% i wkłada swą duszę. Pomysłów ma 1000 i tym doprowadza wszystkich do wściekłości, bo wkracza w wygodne, bez problemów codzienne życie, burząc je nowym planem.
      Ogromnie się cieszę, bo dzieciaczki padały ze zmęczenia, ale były bardzo zadowolone z wyjazdu.
      I powstały nowe udane obrazki!!!

      Usuń
  3. Jak widze - dzialasz ,zyjesz pelna piersia i tak pieknie dzialasz...Ciesze sie razem z Toba,zdziebko zazdroszcze tej werwy i temperamentu. U mnie juz koniec wakacji tez zaczynam ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Renata, myślałam, że wakacje przejdę spokojnie i leniwie....jest zupełnie odwrotnie, ale to wszystko jeszcze bardziej mnie mobilizuje, bo mam sukcesy. Ja Ci zazdroszczę stabilizacji, która jest mi wciąż zupełnie obca. Pozdrówka serdeczne!

      Usuń
  4. To była wielce udana impreza.I cieszę się,że wszystko się udało i z pewnością dzieci będą jeszcze długo ją wspominać. I być może ,że część z nich pozostanie wierna sztuce. A takie malowanie w plenerze powoduje,że potem dziecko będąc w zupełnie innym miejscu ogląda wszystko i zaczyna w myśli przenosić to co widzi na papier.
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anabell, widzę po dzieciach, że chłoną w takich okolicznościach więcej. Byłam po raz drugi w Ratowie, ale za każdym razem znajduję inne niezwykłe szczegóły, dla których warto było przyjechać. Piękne miejsce wymarzone wprost dla artystów. Wysyłam moc pozdrowień!

      Usuń
  5. Gratuluję takiej eskapady
    i sukcesów malarskich
    oraz jeździeckich.
    Pozdrawiam,
    LW

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. JanToni,
      Wspaniała wyprawa,
      ale jeździectwo,
      to inna sprawa!
      Pozdrawiam!!!!

      Usuń
  6. Fajniutko że się wszystko udało.Fotografki pokazują jak było pięknie.Pozdrawiam serdecznie.Krystyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krysiu, byłabyś zachwycona miejscem, a do malowania po prostu raj. Miłego!!!!

      Usuń
  7. Moj kontakt z komuterem rowniez wyglada podobnie, okres wakacyjny nie sprzyja siedzeniu przed nim. Ciagle wyjazdy, rozjazdy nosi mnie i ciagle mi malo urlopowania.
    Wspanialy wyjazd Joasiu! Caly czas Cie podziwiam za to, ze Ci sie chce i tyle przyjemnosci dajesz dzieciaczkom.

    Usciski:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Atanerku, tutaj tylko częściowa moja zasługa. Pracowaliśmy zespołowo i dzieci też dały z siebie wszystko.
      Skończyłam portret, wyszedł super. Zobaczysz niedługo go wstawię. Buziaki!

      Usuń
  8. Jestem między jednym wyjazdem, a drugim, teraz jadę do Torunia i będę oglądać niebo. Ale cieszę się, że zdążyłam wpaść tutaj i zobaczyć co u Ciebie słychać. Okazuje się, że bez zmian, czyli życie wre w 100 stopniach C.
    Narazie nie mam czasu pisać u siebie, ale mam nadzieję, że o mnie nie zapominasz.

    OdpowiedzUsuń
  9. Aurelio, o Tobie zapomnieć??!!! nie da się. Zaglądam nieregularnie, jak wszędzie. Okazało się, że wakacje to najbardziej pracowity okres. Pozdrawiam Cię, udanego toruńskiego nieba i ziemi.

    OdpowiedzUsuń