Obserwatorzy

poniedziałek, 18 marca 2013

WYJĄTKOWY WIECZÓR


Na uroczystość w Muzeum Niepodległości szykowałam się od grudnia, ale jak to bywa w życiu, ledwie zdążyłam na czas. Gdy dojechałam dziesięć minut do właściwej godziny, wszystkie miejsca były zajęte i siedziałam w otwartych drzwiach na dostawkach, a cały tłum innych osób za mną w hallu. Nie piszę tego, aby krytykować, wręcz przeciwnie, jestem dumna, bo cel spotkania był ważny dla takiej ilości osób, że wielka sala nie dała rady pomieścić wszystkich.

Wcześniej ustaliłyśmy rodzinnie, że  moja siostra namaluje portret pani Basi Wachowicz, brat stryjeczny napisze laudację a ja zrobię statuetkę.
Już wcześniej pokazywałam liść, który wyrzeźbiłam. Skończony wygląda tak. Ci, którzy choć raz widzieli panią Barbarę, wiedzą, że jej 
charakterystycznym kolorem jest fiolet. Dlatego liść dębu ma taki właśnie kolor i opiera się na szarym, polnym kamieniu, jakby to był jeden z kamieni na Szańcu.
 (kamień też jest rzeźbą -odlewem). 
Wszystko oczywiście ma znaczenie. 
Wręczając szepnęłam: 
- nie wiem czy liść opiera się na szańcowym kamieniu, czy kamień jest pod opieką liścia.


Nie znam drugiej osoby, która potrafiłaby tak poprowadzić dramaturgię spotkania. Nie ma mocnych, którzy choć raz nie otrą oczu podczas kiedy pani Barbara opowiada dzieje swoich bohaterów. Tym razem pojawiły się nowe osoby z rodziny Rodowiczów oprócz Anody i jego matki, były wzruszające słowa o moim tacie i jego działalności konspiracyjnej  wojennej, za którą dostał od "polskiego" sędziego wyrok Kary Śmierci.
 Wiele było powiedziane i pokazane. 
Zobaczyłam też kilka fotografii Anody - Janka Rodowicza, których wcześniej nie znałam.
 Rzetelne, ciekawie podane, znakomicie zrobione inscenizacyjnie, to słowa, którymi staram się określić to, co widziałam.  Jednak nie umiem opowiedzieć  tej bogatej treści o moich bliskich bo zbyt wielka jest dla mnie waga emocjonalna tego spotkania . 
W Muzeum Niepodległości (dawniej Muzeum Lenina) w Warszawie, wciąż trwa wystawa pamiątek m.in. po Janku – Anodzie i można to obejrzeć w godzinach otwarcia Muzeum.



 Dołączam laudację napisaną przez Wojciecha Rodowicza, mojego brata stryjecznego dla pani Barbary Wachowicz, z niej najlepiej można się dowiedzieć kim Ona jest. 

Podaję link, gdzie można obejrzeć Teatr Telewizji zrealizowany dwa lata temu, którego bohaterem jest Janek Rodowicz-Anoda.  


                                                                        http://www.youtube.com/watch?v=MeL0-AvEf4M


Wojciech Rodowicz Warszawa 17.02.2013

Laudacja na cześć Pani Barbary Wachowicz –
pierwszej laureatki Nagrody Rodziny Rodowiczów

No i mamy problem. Żeby wprowadzić zebranych w temat naszej dzisiejszej uroczystości, należałoby zacząć od scharakteryzowania osoby, która jest bohaterką wieczoru. Ale jak w krótkich słowach powiedzieć coś o:

- osobie, która od 1990 roku otrzymała 37 odznaczeń i wyróżnień (jeśli jest ich    więcej to bardzo przepraszam, ale tyle podaje Wikipedia według  stanu na 17    lutego br.): od Złotego Krzyża za zasługi dla Harcerstwa Polskiego w 1990 roku do Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski Polonia Restituta, wręczonego przez Prezydenta RP w przeddzień rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego w ubiegłym roku „za wybitne zasługi w działalności naukowo-edukacyjnej, za osiągnięcia w pracy twórczej,”

 - osobie, która napisała 8 książek z serii „Wielcy Polacy” i 5 książek z serii    „Wierna rzeka harcerstwa” a na dawno zapowiadaną 6-tą pt. „Gotowi do lotu”    właśnie z niecierpliwością czekamy,

-  osobie, która wydała piękny album pt. „W ojczyźnie serce me zostało”,

-  osobie, która zorganizowała 6 wystaw, robiących wielkie wrażenie wszędzie   tam, gdzie są pokazywane,

- osobie, która wzniośle, ale i wzruszająco zabiera głos w płomiennych słowach  przy wielu innych okolicznościach i uroczystościach, od zwykłych zbiórek   harcerskich poczynając, a na wielkich okazjach , w tym także pogrzebach   bohaterów jej książek, kończąc.

Jak można o takiej osobie powiedzieć coś już nie odkrywczego, ale choćby oryginalnego, żeby nie powtarzać tego wszystkiego, co już – przy tylu okazjach zostało powiedziane i napisane.

Jak pięknie np. oddaje, to, co chciałoby się w tym miejscu powiedzieć (cytuję): 

-  „Jest piastunką szańców narodowej pamięci i tradycji. piastunką tego, co w sercu każdego Polaka winno zajmować miejsce pierwsze – dowodów bohaterskiej miłości do Ojczyzny, piastunką polskości i polszczyzny.” Prawda!! Tylko, że tak właśnie scharakteryzował naszą dzisiejszą bohaterkę już wcześniej Pan Rafał Skąpski – Prezes Fundacji Kultury Polskiej.

- Albo (cytuję): „Niestrudzenie przypomina o istnieniu dziedzictwa narodowego, godności i honoru, o wartościach, które kształtują naszą tożsamość narodową…” To również jest fragment wcześniejszej wypowiedzi Pana Prof. Stanisława Makowskiego z Uniwersytetu Warszawskiego. 


Żeby oddać to jeszcze lepiej chciałoby się powiedzieć, że (cytuję):

- „Uprawia wspaniałą i unikalną sztukę pisarską, obdarzając współczesną literaturę cyklem znakomitych książek biograficznych, w których łączy podziwu godną erudycję opartą na doskonałej wiedzy faktograficznej z przenikliwą intuicją poznawczą i perfekcyjną kompozycją. Daje w swych dziełach ogromną, rzetelną wiedzę wolną od zniekształceń i tendencyjności – zawsze wierna swemu posłannictwu miłości Ojczyzny i misji bezinteresownego służenia kulturze narodowej”. Prawda, że pięknie ujęte. Tak to właśnie ujął Pan Prof. Lech Ludorowski z Uniwersytetu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Lublinie.

No to, żeby już tylko krótko podsumować, tym razem nie ustami naukowców, a bliżej zwykłych ludzi, może powiem tak (cytuję): 

- „Jest wybitną i kto wie czy nie najwybitniejszą popularyzatorką polskości w Polsce. Z jej książek można się niezwykle wiele nauczyć i niemało wzruszyć.” Krótko i zwięźle, a jak celnie. Tak właśnie powiedziała o naszej bohaterce Agnieszka Osiecka. 

No to, skoro te wszystkie piękne słowa i tak powiedział już wcześniej ktoś inny, to zacytujmy jeszcze mały fragment wypowiedzi wspaniałego człowieka mediów, Pana Andrzeja Matula, sformułowane przy okazji wręczania naszej bohaterce Złotego Mikrofonu Polskiego Radia:

- „Basia, jak nikt inny, potrafi gromadzić wokół siebie pokolenia: od posiwiałych bohaterów przeszłości po młodzież przyszłości. Bez względu na wiarę, przynależność, poglądy. Basia z Podlasia, jak nikt inny, umie mądrze, pięknie i wzruszająco snuć narodowe dzieje. „Dla pokrzepienia serc”, ale i poruszenia sumień! Nazywam Ją słowami Wyspiańskiego „A to Polska właśnie”. Nic dodać, nic ująć!!!

Wygląda na to, że nasza bohaterka, choć przy pomocy cytatów, ale została jednak dobrze scharakteryzowana. Wystarczająco, żeby i tak, nawet nie widząc Jej tu między nami, każdy z obecnych, wiedział o kogo chodzi. Mówiąc wprost, po prostu - nie ma takiej drugiej w Polsce i – z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością - można powiedzieć, że długo nie będzie!!!

Teraz czas zadać pytanie - gdzie tu jest miejsce na Rodzinę Rodowiczów ? Otóż nasza Rodzina, będąca spadkobiercą pamięci bohatera – Janka Rodowicza pseudonim „Anoda”, mimo upływu lat oczywiście pamięta i docenia niewyobrażalny wkład oraz dosłownie walkę przez ponad 60 lat Pani Barbary z wieloma przeciwnościami, a nawet personalnymi przeciwnikami, a związaną z szerzeniem pamięci między innymi o wielkich, choć jeszcze tak młodych bohaterach z czasów II wojny światowej – harcerzach Szarych Szeregów. Mając na uwadze ogrom energii, wytrwałość, zaangażowanie oraz niestrudzoną siłę w działaniu na tym polu – postanowiliśmy uhonorować Panią Barbarę Wachowicz specjalną nagrodą naszej Rodziny. Jest ona wyrazem naszej wdzięczności nie tylko za popularyzowanie historii o bohaterach „tamtych lat” ale także podziękowaniem za pomoc w wielu sytuacjach oraz szczerą, wieloletnią przyjaźń, której nasza Rodzina doświadczyła i doświadcza nadal od Pani Barbary. 
A zaczęło się jeszcze w latach 80-tych kiedy niestrudzona Pani Barbara, zainspirowana lekturą „Kamieni na szaniec” i jej autorem „Kamykiem”, Aleksandrem Kamińskim wraz ze swoimi harcerzami zaczęła odwiedzać matkę Janka Rodowicza „Anody”. Zofia Rodowiczowa, tragiczny przykład, jakże wielu kobiet tamtych lat, przeżyła wszystkich swoich najbliższych. Swojego starszego syna Zygmusia ps. „Zero”, młodszego Janka ps. „Anoda” i męża Kazimierza. Zmarła w roku 1990-tym w wieku 95 lat. To w czasie tych odwiedzin na Bielanach Pani Barbara słuchała niesamowitych wspomnień matki o synach: o „Akcji pod Arsenałem” i innych ponad dwudziestu akcjach zbrojnych, z których „Anoda” wyszedł bez szwanku. O walkach, ranach Janka i śmierci Zygmunta w Powstaniu Warszawskim. Oraz o działaniach syna po wojnie. Zafascynowana losami Janka „Anody” pisze o nim:

- (...)„Wrócił. Brał udział w ekshumacjach, organizował pogrzeby poległych, wspierał matki. A jednocześnie – to on rzucił hasło: piszcie wspomnienia. Tylko wy możecie ocalić pamięć tych, którzy zginęli! Nie byłoby książki „Zośka i Parasol”, nie byłoby „Pamiętników żołnierzy Baonu „Zośka”, gdyby nie mrówczy trud „Anody”. Pokonał kalectwo. Studiował wymarzoną architekturę. Na mojej wystawie „Kamyk na szańcu” (którą nota bene możemy właśnie teraz obejrzeć tu w Muzeum Niepodległości – przyp. autora laudacji) leżą jego indeksy – piątki z plusami. Przyjaciele mówią:- „Życie w nim po prostu płonęło”. Aresztowany przy stole wigilijnym 24 grudnia 1948 roku, najprawdopodobnie wyrzucony z okna podczas śledztwa 7 stycznia 1949. Gdy rodzice wydobyli go z bezimiennego grobu – miał jeszcze w bluzie pokruszony opłatek, który zdążyła mu dać matka. Tablica na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej mówi: „… zginął w polskim więzieniu. Walczył o wolną Polskę”.

Tyle w największym skrócie Pani Barbara o Janku. Czekamy na Jej najnowszą książkę, piątą i ostatnią część „Wiernej rzeki harcerstwa”, pod tytułem „Gotowi do lotu”. Bohaterami tej książki będą właśnie Ci, którzy przeżyli Powstanie, wśród nich i nasz Janek. Z kart tej książki dowiemy się na pewno jeszcze dużo więcej o samym Janku i przyjaźni jego matki z Panią Barbarą. A tymczasem Pani Barbara jest największym i najlepszym depozytariuszem pamiątek po Anodzie, które otrzymała bezpośrednio od matki Janka. Zofia Rodowiczowa przyjaźniła się również z nie żyjącą już też od wielu lat Krystyną Rodowiczową – żoną najstarszego z trzech braci stryjecznych Janka, która – zafascynowana była działalnością Pani Barbary, także jako kustoszem pamięci i pamiątek po Janku. Krystyna Rodowiczowa przekazała również Pani Barbarze część pamiątek, które otrzymała od Zofii Rodowiczowej. To właśnie na wystawie „Kamyk na szańcu” są dwie osobne duże gabloty poświecone Rodowiczom. Jedna z tymi wszystkimi pamiątkami po „Anodzie” a druga, zatytułowana „Łódź podwodna” o słynnej dziś radiostacji ZWZ-AK, której twórcą i dowódcą był mąż Krystyny Rodowiczowej – Stanisław ps. „Stefan Rostok”. Radiostacji nie wykrytej przez Niemców do końca wojny, zainstalowanej pod piwnicą domu rodzinnego przy ul. Fortecznej w Warszawie, dzięki której nawiązana została już w 1941 roku pierwsza łączność polskiego podziemia z okupowanej Polski najpierw przez Budapeszt a potem już bezpośrednio z Londynem. 

To tyle bezpośrednio o Rodowiczach, ale przecież wciąż pisana epopeja Pani Barbary, o tych wielkich Patriotach i Jej harcerskie kontakty z rodzinami nie żyjących już bohaterów tamtych dni - to dla nas też powód do wielkiej wdzięczności. Wdzięczności, której nie mogą, a na pewno chciałyby, wyrazić  nie żyjące dziś już matki Zośkowców, którzy zginęli podczas wojny. Dowodami  właściwej i ważnej działalności w czasach dzisiejszych Pani Barbary to choćby:

- dziesiątki pięknych harcerskich gawęd, ogólnodostępnych pogadanek i wieczorów pamięci. Tu za przykład może posłużyć piękny wieczór pamięci naszego Janka „Anody” sprzed kilku lat w Muzeum Woli z udziałem znanych aktorów scen warszawskich.

- piękne wspomnienia po odchodzących na wieczną wartę Zośkowcach. Jakie głębokie wrażenie zrobiła, kiedy dwa razy zabrała głos po śmierci w 2009 roku przyjaciela „Anody” – Stanisława Sieradzkiego ps.„Świst”. Po mszy żałobnej w Katedrze Polowej i w miesiąc później na zorganizowanym przez harcerzy wieczorze wspomnień w Muzeum Powstania Warszawskiego. 

- wszystkie spotkania z do dziś z żyjącymi Zośkowcami i ich rodzinami. Najnowsze z nich miało miejsce w dniu 19-go stycznia tego roku przy okazji ponownego otwarcia w Warszawie Wystawy „Kamyk na szańcu”, tym razem właśnie w Muzeum Niepodległości. Niestrudzona, wspaniała, niezastąpiona. 

Pisząc o swoich bohaterach Pani Barbara stwierdza, że „są żywym zaprzeczeniem gorzkiej konstatacji Norwida, że Polak - to Olbrzym, ale człowiek w Polaku - to jakże często Karzeł. Ich życie jest widomym przykładem, że Polak i człowiek w Polaku może być Olbrzymem.” 

Cała działalność Pani Barbary potwierdza, że i Polak i Człowiek w tej POLCE - to z pewnością Olbrzym

      

21 komentarzy:

  1. Fioletowa Dama jest niezwykłą postacią, którą wielce cenię.I nawet te fiolety od stóp po czubek głowy nie rażą mnie.Laudacja napisana pięknie.Liść "jak żywy"- a ten fiolet na nim wcale nie jest tylko symbolem - kolor niektórych jesiennych liści dębu wpada we fiolet, to trudny do zdefiniowania kolor, połączenie purpury, brązu i fioletu.I sam pomysł jego zrobienia to cudowne i czytelne przesłanie.Wyobrażam sobie Joasiu, jakie w Tobie szalały emocje i wcale to nie jest dziwne.
    Najmilszego, Kochana:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anabell, już szóste! nasze pokolenie poznaje panią Barbarę i jest prawdziwą Przyjaciółką naszej rodziny. Nikt nie wie o nas tyle, co Ona.
      Dziękuję, serdeczności!

      Usuń
  2. I mnie się oczy spociły...:o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gordyjko, nie są to łatwe tematy. ...:o)

      Usuń
  3. Joasiu, czytam, czytam i łzy lecą jak grochy. Milczę. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Czego bym tu nie napisała to pod takim tekstem zabrzmi bardzo ubogo.
    Więc może tylko napiszę: To dla mnie wielki zaszczyt znać osobiście przedstawicielkę wspaniałego rodu Rodowiczów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stokrotko, bardzo jestem dumna ze swojej rodziny i wiem dobrze, że to i dla mnie jest zaszczyt w niej się znajdować. Serdeczności kochana!

      Usuń
  5. To najprawdziwsza Polka z krwi i kości, godna szacunku i uwielbienia. Teraz w dzisiejszych czasach jakoś brakuje mi tak oddanych ludzi Polsce. A przy okazji dużo dobrego dowiedziałam się o rodzie Rodowiczów i powiem Ci Jasiu, że to wielki zaszczyt pochodzić z tak doskonałego rodu.

    PS.
    Jasne, że możesz a nawet będę Ci bardzo wdzięczna.

    Pozdrowionka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaje mi się, że kamień jest pod opieką liścia :)
      Buziole.

      Usuń
    2. JaGuś, pani Barbara, to przykład światłego człowieka pracującego z powołania, wykształconego i uczciwego. Ten rodzaj jest jakby na wyginięciu i z pewnością nie jest w modzie. Kochamy ją za to, że wciąż walczy o słuszne sprawy! I stale jest pod prąd.
      I kamienie z Szańca są pod Jej opieką.

      Dzięki za skorzystanie z Twojej wiedzy. Serdeczności!

      Usuń
    3. Joasiu piszę tu co napisałam pod Twoim ostatnim komentarzykiem, abyś, jeśli będziesz miała następne spotkanie z seniorami, to proszę przekazać im serdeczne życzenia świąteczne od babci Jagi.

      Ściskam ich mocno i Ciebie też!

      Usuń
    4. JaGuś, dziękuję jeszcze raz. Będą miały wydrukowane z adresem Twojej strony.
      Jestem pewna, że młodsze pokolenie z tego skorzysta, (tak im podpowiem).
      Zdam Ci sprawozdanie. Uściski mocne na razie tylko ode mnie!!

      Usuń
    5. Joasiu to ja dziękuję.
      Uściski.

      Usuń
    6. JaGuś, to takie wzajemne " wzmocnienie" Ty dajesz mnie, a ja bardzo chcę dać coś i Tobie! Serdeczności!

      Usuń
  6. jantoni341.bloog.pl19 marca 2013 12:06

    Piękny prezent,
    piękny wieczór.
    Gratuluję.
    LAW

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jantoni,
      taki wieczór
      te wspomnienia
      i obrazy
      nie do zapomnienia!

      Usuń
  7. Przy takiej Damie jak Pani Barbara Wachowicz oraz Rodzie Waszym Państwa Rodowiczów, Waszej historii nie wypada pisać żadnych zbędnych komentarzy... Po prostu należy podziękować za to że Jesteście. Czapki z głów!
    Szacunek
    Jadwiga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jadwigo, niezasłużenie zbieram tak piękne słowa, ale powtórzę je, na rodzinnym spotkaniu, tym, którym z pewnością się należą! Na to wszystko pracowały pokolenia i ja sama czuję się wyróżniona że jestem w tej rodzinie. Zawsze bohaterstwo o którym opowiadał mi i dziadziuś i mama zobowiązywało nas do określonych zachowań. Gdy wchodziłam w życie bardzo się buntowałam, ale z czasem wszystko poukładało się na miejsce.
      Miło mi ogromnie, że do mnie zawitałaś, witam Cię i zapraszam na stałe. Ja zaraz poszperam gdzie jest Twoja strona. Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Usuń
  8. Przeczytałem tę laudację z prawdziwą przyjemnością. Cieszę się, że w tak piękny sposób uhonorowaliście panią Barbarę. :-)

    Zauważam, że może to kwestia takich czasów, ale za rzadko mówimy ludziom dobre rzeczy, chwalimy ich i dziękujemy za różne rzeczy.Przeważnie przypominamy sobie o kimś, komu mieliśmy podziękować wtedy, kiedy nie ma go już wśród nas. Wtedy właśnie najbardziej chciałoby się zobaczyć uśmiech, jako odpowiedź na nasze malutkie "dziękuję"...

    Wielcy są ci, którzy dojrzeli do tego, że chwalić i dziękować trzeba od razu - nie za wielkie rzeczy, ale za każdy drobiazg, który porusza nasze serce.

    Cieszę się, że wieczór tak się udał i wierzę, że wiele osób odwiedzających tę wystawę ciepło pomyśli o tych, którym jest poświęcona, ale także tym, którzy zadali sobie trud, aby ją przygotować. Powinienem być w Warszawie gdzieś pod koniec kwietnia - może się jeszcze na wystawę załapię? :-)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Mironq,wystawa "Kamyk na Szańcu" w Muzeum Niepodległości będzie do końca kwietnia. To wiele osobistych przedmiotów, które więcej mówią o człowieku, niż encyklopedie.
    Ja nie powinnam nic mówić, albo wręcz przeciwnie, powinnam stale o tym mówić, bo żar, jaki mi się rozpala, gdy piszę na temat Janka-Anody i pani Barbary Wachowicz, może służyć drogowskazem, jako Gwiazda Betlejemska!
    Tak, jak podkreślasz, ważne jest okazanie uczuć na czas i podziękowanie na czas, więc jestem szczęśliwa, że tu się udało. Mam takie długi niespłacone, gdzie nie zadbałam o okazanie całego mojego przywiązania i bardzo mi to dokucza. Teraz już takich sytuacji nie odwlekam. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń