Obserwatorzy

wtorek, 19 maja 2015

DZIAŁ: KULTURA


Miły głos poinformował nas (mnie i moje siostry) i zaprosił na spektakl.
Wiedziałam, że temat jest bardzo bolesny, ale tyle razy już był omawiany, przedstawiany, więc co może mnie zaskoczyć? Dotarłam z wnukiem do Teatru Powszechnego na warszawskiej Pradze, rodzinnie zajęliśmy rzędy dla nas zarezerwowane i.....
Od pierwszej minuty monodramu znalazłam się w świecie bohaterki spektaklu.
Widziałam patrzące na mnie oczy babci Zofii (nazywałyśmy Ją ciocią Zońką),
Były to oczy wyraziste, pełne bólu. Widziałam w nich obu nieżyjących synów i późniejszą śmierć dziadka Kazimierza. 
W połowie monodramu łkałam już bezgłośnie a łzy chłodziły mi dekolt. 
Nie mogłam się ruszyć, wydawało mi się że babcia Zofia siedzi tam na krzesle, że zeszła na chwilę z chmur i jeszcze raz opowiada tą znaną mi historię.
 Jak MATKA MATCE.
Prosty scenariusz napisany przez młodziutką osobę. Kilka taktów muzyki opracowanej przez fenomenalną twórczynię. Ascetyczne oświetlenie, czasami nawet jego brak. Scenografia: stół, krzesło i waizka. Bardzo młody, skromny rezyser (jeszcze student) i nieprawdopodobna gra aktorska pani Małgorzaty Pieńkowskiej. 
Długo nosi się w sobie takie wydarzenie. 
Wiem, że było to przesłanie uniwersalne, że zawłaszczyłam sobie główną bohaterkę, ale nie można było inaczej, jeśli ma się serce tam gdzie trzeba.


Trzy dni później planowo znalazłam się w mławskim kinie na spektaklu 
pt "Belfer" - monodramie w wykonaniu Wojciecha Pszoniaka.
Zupełnie inny klimat. Mistrzowsko prowadzony przez aktora.
Takie spotkania pozwalają utwierdzić się w przekonaniu, że prawdziwa sztuka zawsze się sama obroni. Pozostaje długo, często przez całe życie w pamięci człowieka kształtując jego osobowość.

11 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepraszam, pomyliłam się, bo ktoś stał nade mną i trzeszczał mi nad głową.
    Osobiście calutki czas doceniam fakt, że los oszczędził mi doświadczeń wojennych moich dziadków i rodziców. Pewnie jestem po prostu szczęściarą - wszystkie moje wielkie smutki i problemy były i są niczym w porównaniu z
    doświadczeniem tamtych pokoleń.
    Masz rację, że prawdziwa sztuka obroni się sama, ale nie zaszkodziłoby, gdyby była w porę doceniona i nieco wspomagana.
    Serdeczności;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anabell, trudno rozpatrywać to, że życiorysy naszych przodków są bohaterskie, żałosne, normalne, czy jeszcze inne. Wywierają one wpływ na nasze życie czy się chce, czy nie. Pomimo tragedii zawartej w większej częsci mojej rodziny uwazam się za wyróżnioną, bo bezdyskusyjnie byli oni patriotami, bohaterami i wspaniałymi ludźmi. Nie ma to już znaczenia, że przez kolejne dwa pokolenia tylko płaciliśmy wszystkim za ich bohaterstwo i wciąż nie możemy się podnieść. Jedyna satysfakcja, że już można o tym mówić, tyle, że nie zawsze dobrze, a dlaczego....no właśnie dlatego, że niewygodnie. U nas, czyli w Polsce wszystko jest PO czasie. Uważam to za największy błąd.
      Wiele serdeczności i pożytku z wyjazdu!

      Usuń
  3. Zawłaszczyłaś ?? Przecież o to chodzi w teatrze !! Widz ma czuć...;o)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zadzwoniłaś do mnie następnego dnia po spektaklu "Zofia". Mówiłaś, ze nadal jesteś wzruszona. Wyobrażam sobie jak duże wrażenie na Tobie wywarł.

    I że został w Tobie na zawsze.

    Serdeczności Kochanie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stokrotko, chciałam zwrócić uwagę i ukłonić się dla gry aktorskiej pani Małgorzaty Pieńkowskiej, ale i dla całego zespołu, który to stworzył. To było wiarygodne poprzez ich wspaniałą pracę. To była czyta forma odarta z ozdobników i może dlatego tak przejmująca.
      Stokrotko, naj..naj.. :-)

      Usuń
  5. Moja śp.babcia i mama często mi opowiadały o losie rodziny. Skąd pochodzimy i z jakiego jesteśmy rodu. To ważne, by w tym tyglu kultur odnaleźć swoich przodków i wiedzieć skąd pochodzimy. Ty Joasiu jesteś osobą bardzo wrażliwą, więc swoimi uczuciami zobaczyłaś jeszcze raz Babcię Zofię jak napisałaś. Nie dziwię się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rineczko, trafiłaś w sedno sprawy. Trzeba wiedzieć jakie jest własne gniazdo. Ta świadomośc ułatwia w znalezieniu miejsca i drogi życiowej, bo człowiek ma jakieś Zaplecze, jakąś Bazę. Cieszę się że zaglądasz do mnie, zawsze ciepło mi się robi na duszy, gdy widzę Twój podpis. :-)

      Usuń