Z dwutygodniowym opóźnieniem wklejam tekst z obchodów Dnia Dziecka. Przepraszam. Powodem była poważna AWARIA. Nie będę się o niej rozpisywać, nie jest warta uwagi, ale bardzo skomplikowała mi te kilka tygodni.
Tutaj jest malunek na buzi robiony przez przesympatyczną wolontariuszkę o wielkich zdolnościach plastycznych, która w tym roku wiele zdziałała na terenie Domu Kultury.
„Tygrysica” znakomicie weszła w tematykę i domalowała swój rysunek na papierze.
Dzień Dziecka, jak wynika z samej już nazwy, powinien być atrakcyjnym dniem dla dzieci. Piszę to zdanie dlatego, że uświadomiłam sobie, jak bardzo różnią się warunki życia dzieci. Dla jednych jest to święto, ale są one już tak zblazowane i rozpuszczone otrzymywaniem wszelkich zachcianek, że niewiele atrakcji może ich zadowolić. No, chyba że w nagrodę za naukę pływania jedzie do Egiptu popływać na rafach koralowych. Rodzice chłopca uważają, że w wieku sześciu lat tak właśnie należy spędzać ten dzień.
W mławskim parku impreza zorganizowana z tej samej okazji gromadzi dzieci z różnych środowisk i są tu często te samotne, z samego marginesu. Różnią się one wszystkim od tych zadbanych i wypielęgnowanych.
Po raz drugi biorę udział , jako prowadząca konkursy plastyczne.
W tym roku wszystkie dzieci, które rysowały miały zadany temat: zwierzątka w lesie.
Powstało ponad trzydzieści rysunków na różnym poziomie, jednak świadomie nie wyróżniałam nikogo. Każde dziecko prosiłam na scenę. Oddawałam rysunek i autor własnoręcznie pokazywał go wszystkimi, wtedy otrzymywał książeczkę-bajeczkę. Czas potrzebny na scenie i to całe zamieszanie z wręczaniem i wyczytywaniem był konieczny, aby zwrócić uwagę na rysujące dzieci.
Niestety nie mogłam zrobić planowanej wystawy moich podopiecznych , tak jak to było w zeszłym roku na parkowym parkanie.
Zebrałam trochę wywiadów z dziećmi do cyklicznej audycji i włączyłam się aktywnie w malowanie twarzy i rąk dzieci, które to uwielbiają.
Po południu, w Sali kina odbywał się koncert jubileuszowy Ludowego Zespołu Pieśni i Tańca Mławiacy. Pomyślałam sobie, że to świetny pretekst, aby moi podopieczni narysowali tańczące, kolorowe obrazki. Tymi pracami udekorowałam wejście przed salą kinową.
Jednak gdy dzieci zmagały się z tematem zobaczyłam, że nie czują ruchu. W rysunku jest najtrudniejsze, uchwycenie ruchu. Owszem w pracach pojawiła się tylko namiastka tańca.
To spostrzeżenie spowodowało że na następnych zajęciach dzieci rysowały dwie kompozycje:
statyczną i dynamiczną. Tematem był: 1/las w pogodny spokojny dzień i 2/gdy wieje huragan.
Kartka została złożona na pół i gdy pokazywałam im jedną stronę, a potem drugą, same zaskoczone były efektem. W ten prosty sposób zrozumiały jak dużo można wyrazić kreską i kompozycją.
Dalszy ciąg za chwilę.............