Działam. Tworzę. Podejmuję się najtrudniejszych dla mnie wyzwań. Wygrywam.
To najkrótszy opis tego co robię. Jestem jakby w innym wymiarze, pomiędzy twórczymi myślami a bieżącą rzeczywistością. Najtrudniej ogarnąć mi ważne szczegóły np dostarczyć oświadczenie do sprzedanego obrazu, który jedzie za granicę, nie zapomnieć o dawno umówionej wizycie u lekarza , odebrać zamówioną ramę i pamiętać o spotkaniach z dziećmi......zaczynam się gubić.
Maluję duży portret, muszę zdążyć na czas, maluję dwa obrazy na wystawę czerwcową, pracuję nad układem rysunków dzieci przy wierszach które ilustrowały.
Ten natłok ważnych spraw miał ostatnio piękne i wzniosłe momenty.
Po spotkaniu w Bibliotece, które można obejrzeć zaglądając do galerii Biblioteki pod adresem:
http://www.biblioteka.mlawa.pl/strona-609-jezyk-1
dzisiaj uczestniczyłam w niezwykłej uroczystości.
GRHLC z Mławy zostało zaproszone na uroczystość upamiętniającą walki powstańcze Powstania Styczniowego pod Radzanowem. Mszę ubarwioną śpiewem młodzieży i ich deklamacjami zorganizował gospodarz i opiekun Sanktuarium w Ratowie - ksiądz Rektor Kościoła Bogdan Pawłowski wraz z władzami Ratowa.
Poza znakomitymi gośćmi z Sejmu, Województwa, Powiatu itd, wzrok cieszyli rekonstruktorzy rożnych grup. Nasza grupa była najliczniejsza. Na tych zdjęciach jest nas akurat tylko kilkoro, reszta już ruszyła na poczęstunek przygotowany na zakończenie.
Zdjęcia wykonał rekonstruktor Jacek Kwiatkowski
Dodam tylko, że pelerynka, którą mam na ramionach jest autentykiem z końca XIX wieku i przechowuję ją w spadku po babci. To co haftowane nitką już zrudziało a sam aksamit rozłazi się w rękach. Trzymałam ją na właściwą okazję, która właśnie nadeszła.
Od dziecka słuchałam opowiadań o zsyłkach za udział w Powstaniach, skąd część moich dziadków nie powróciła. Inni zamiast się wystraszyć, brali udział w następnych i następnych Powstaniach. Nałożyłam więc tą babciną pelerynkę i pomodliłam się pod krzyżem obsadzonym na kamieniu, gdzie spoczywają szczątki takich właśnie Powstańców.
Niech pamięć o nich żyje, zasłużyli na nią użyźniając swoją krwią nasze ziemie i nasze serca.
Obserwatorzy
poniedziałek, 24 marca 2014
czwartek, 13 marca 2014
TO CO PAMIĘTAM
W pierwszym pomieszczeniu wypożyczalni książek dla dzieci na rozstawionych sztalugach moje obrazy witały przybyłych. Dwa z nich były jeszcze ciepłe, kończone poprzedniego wieczora.
W czytelni rozstawiony był cały zapas krzesełek "na wszelki wypadek".Zabrakło, donoszono jeszcze w trakcie.
Ze zdziwieniem po godzinie opowiadania o swoich poczynaniach, zobaczyłam otwarte szeroko, wpatrzone we mnie 30 par oczu.
- czy przeczytać jeden z tekstów który ukazał się kiedyś na blogu? zapytałam chcąc sprawdzić, czy nie zanudziłam i zamęczyłam towarzystwa
- tak, tak, czytać ! rozległy się brawa, jednogłośnie odpowiedzieli goście.
Widziałam łzy w oczach słuchaczy i czułam ciszę jak makiem zasiał podczas mojego niesamowicie długiego monologu. Był i śmiech po zabawnym opowiadanku, użytym przeze mnie jako przerywnik odpoczynkowy.
A potem nikt nie wstawał, co chwilę wynikał nowy wątek do omówienia, ludzie siedzieli...potem wszyscy chcieli wizytówki, potem stanęli w kolejce aby powiedzieć o swoim zaskoczeniu, szacunku, serdeczności i wielu jeszcze miłych dla moich uszu zapewnieniach.
Dostałam kwiaty od przyjaciół i czekoladki od miłej pani, która przyprowadza Zosię co tydzień na moje zajęcia. Moja siostra Małgosia uhonorowała to spotkanie swoją obecnością. Było mi tak miło!!!! Tyle dobrych słów usłyszałam.
To co się ukaże w gazetach dodam w następnym tygodniu, gdyż pewnie w następny czwartek ukaże się w miejscowym tygodniku. Dodam tez zdjęcia robione przez przyjaciół i dokumentalistów.
Dla mnie to był prawdziwy sukces.
W czytelni rozstawiony był cały zapas krzesełek "na wszelki wypadek".Zabrakło, donoszono jeszcze w trakcie.
Ze zdziwieniem po godzinie opowiadania o swoich poczynaniach, zobaczyłam otwarte szeroko, wpatrzone we mnie 30 par oczu.
- czy przeczytać jeden z tekstów który ukazał się kiedyś na blogu? zapytałam chcąc sprawdzić, czy nie zanudziłam i zamęczyłam towarzystwa
- tak, tak, czytać ! rozległy się brawa, jednogłośnie odpowiedzieli goście.
Widziałam łzy w oczach słuchaczy i czułam ciszę jak makiem zasiał podczas mojego niesamowicie długiego monologu. Był i śmiech po zabawnym opowiadanku, użytym przeze mnie jako przerywnik odpoczynkowy.
A potem nikt nie wstawał, co chwilę wynikał nowy wątek do omówienia, ludzie siedzieli...potem wszyscy chcieli wizytówki, potem stanęli w kolejce aby powiedzieć o swoim zaskoczeniu, szacunku, serdeczności i wielu jeszcze miłych dla moich uszu zapewnieniach.
Dostałam kwiaty od przyjaciół i czekoladki od miłej pani, która przyprowadza Zosię co tydzień na moje zajęcia. Moja siostra Małgosia uhonorowała to spotkanie swoją obecnością. Było mi tak miło!!!! Tyle dobrych słów usłyszałam.
To co się ukaże w gazetach dodam w następnym tygodniu, gdyż pewnie w następny czwartek ukaże się w miejscowym tygodniku. Dodam tez zdjęcia robione przez przyjaciół i dokumentalistów.
Dla mnie to był prawdziwy sukces.
środa, 12 marca 2014
POPRAWKA
Obserwuję coraz więcej symptomów, że artysta powinien nie tylko być niewyspany, ale też trochę "ten tego"!
Ujawniam jedną z oznak! Spotkanie w Mławskiej Bibliotece ma się odbyć, jak wszystkie wcześniejsze spotkania tego cyklu, o godzinie 11 dnia 13 marca, a nie jak podałam o godz 12.
Może ze strachu podświadomie podałam czas końca spotkania?????
Dzisiaj śniło mi się, że przed spotkaniem jeszcze relaksuje się i drzemię w wygodnym swoim łóżku. Słyszę w półśnie, gdyż to moje łóżko jest w kącie czytelni, że gromadzą się już ludzie na spotkanie ze mną. W pewnym momencie jeden z dziennikarzy podchodzi do mikrofonu i zaczyna deklamować okropnie nudny i długi wiersz.
- Och, trzeba już zaczynać! myślę. Siadam na łóżku i z przerażeniem spostrzegam, że przecież mam na sobie starą wytartą białą koszulę nocną.
- No , i co teraz! Kompletnie skompromituję panią Dyrektor Biblioteki, występując w takim stroju! - pomyślałam z przerażeniem. I obudziłam się, na szczęście.
Nawet nie przyszło mi do głowy, że może bardziej skompromitowałabym siebie, ale widocznie na tym etapie to jest mi już obojętne.
Zaraz po spotkaniu zabieram się za ułożenie ilustracji zrobionych przez dzieci i ułożenie ich ciekawie w połączeniu tekstami wierszy do których zostały zrobione.
Dzieci nie mogą się doczekać. Autor wierszy też!
Ujawniam jedną z oznak! Spotkanie w Mławskiej Bibliotece ma się odbyć, jak wszystkie wcześniejsze spotkania tego cyklu, o godzinie 11 dnia 13 marca, a nie jak podałam o godz 12.
Może ze strachu podświadomie podałam czas końca spotkania?????
Dzisiaj śniło mi się, że przed spotkaniem jeszcze relaksuje się i drzemię w wygodnym swoim łóżku. Słyszę w półśnie, gdyż to moje łóżko jest w kącie czytelni, że gromadzą się już ludzie na spotkanie ze mną. W pewnym momencie jeden z dziennikarzy podchodzi do mikrofonu i zaczyna deklamować okropnie nudny i długi wiersz.
- Och, trzeba już zaczynać! myślę. Siadam na łóżku i z przerażeniem spostrzegam, że przecież mam na sobie starą wytartą białą koszulę nocną.
- No , i co teraz! Kompletnie skompromituję panią Dyrektor Biblioteki, występując w takim stroju! - pomyślałam z przerażeniem. I obudziłam się, na szczęście.
Nawet nie przyszło mi do głowy, że może bardziej skompromitowałabym siebie, ale widocznie na tym etapie to jest mi już obojętne.
Zaraz po spotkaniu zabieram się za ułożenie ilustracji zrobionych przez dzieci i ułożenie ich ciekawie w połączeniu tekstami wierszy do których zostały zrobione.
Dzieci nie mogą się doczekać. Autor wierszy też!
niedziela, 9 marca 2014
PIĘKNE I POŻYTECZNE
Stęsknieni spotkaliśmy się po feriach. Chciałam zrobić przyjemność dzieciom, żeby zabrały do domu coś, co sprawi im frajdę, a przy okazji będzie pożyteczne. Próbę zrobiłam ze Stasiem i jego zachwyt potwierdził słuszność decyzji. Oto wynik.
Basia zrobiła niechcący nawet dwa wachlarze.
Powiem uczciwie, że wszystkie były przepiękne. Z zazdrości chyba sama sobie też zrobię i na upalne dni będzie jak znalazł! A właściwie to przyda się wcześniej na wernisaż żebym go przetrwała.
W czwartek, trzynastego marca zapraszam na spotkanie w Mławskiej Bibliotece o godzinie 12 z cyklu "Spotkanie z pasjami". To ja będę tą "pasją", czyli malarką.
W Ciechanowskim Centrum Kultury i Sztuki
Ciechanów, ul. Strażacka 6 w galerii im. Bolesława Biegasa 8 maja o godzinie 18 odbędzie się mój wernisaż
Będzie to moja pierwsza indywidualna wystawa malarstwa.
Na obydwa spotkania zapraszam serdecznie przyjaciół oraz zainteresowane osoby.
Dzisiaj jeden z obrazów pojechał w świat. To miłe jak ktoś chce kupić kolejny obraz. Muszę zrobić jeszcze raz ten temat, bo chyba warto.
mam już kolejne trzy obrazy, inne w głowie. Maluję! Maluję, maluję.... Tak będzie do 8 maja. Przepraszam!
środa, 5 marca 2014
ARTYSTA MUSI BYĆ NIEWYSPANY
To cytat podany przez Ataner:
"Artysta musi być niewyspany i głodny sukcesu" - to nikt inny, tylko ja!..;o)
Nie gniewajcie się za te długie przerwy. Uświadomiłam sobie dzisiaj, że wypada napisać usprawiedliwienie dlaczego tak bardzo zaniedbuję swój i inne blogi. Przeżywam katusze, bo bardzo przywiązałam się do autorów czytanych przeze mnie blogów i takie przerwy są po prostu niezdrowe. Jednak nie daję teraz rady, bo prawdziwe efekty widoczne na kolejnych obrazach wymagają codziennie wielu godzin pracy. Gdy tylko mogę natychmiast siadam przed sztalugą.
Jeszcze wciąż za mało na wystawę, ale....powinnam zdążyć.
Tymczasem Staś który przyjechał do mnie na tydzień pomagał mi dzielnie. Powiedziałabym nawet, że starał się aby niedługo i jego wystawa mogła być uwidoczniona.


To jest piesek nad rzeką, a na drugim tańcząc księżniczki w koronach .
Dzieci mławskie podchwyciły temat palenia i topienia Marzanny i pokazały co o niej myślą!
Widzicie sami, zima musi odejść!
sobota, 22 lutego 2014
ROZPRAWKA O ROZWOJU
Krzyk! Pierwszy krzyk dziecięcia – ile wzbudza emocji! Od
tego momentu następuje rozwój który według ogólnie przyjętego schematu dzieli się
na różne etapy. Te etapy są coraz wnikliwiej opracowywane naukowo. O rozwoju niemowlęcia
dowiedziałam się dopiero niedawno, pomimo, że mam dwoje dzieci, no może już nie
dzieci bo one mają już swoje dzieci w wieku dwudziestu lat. To znaczy mój wnuk
ma dwadzieścia lat prawie...
Pojawiają mi się w umyśle pytania: po czym w pierwszym
krzyku dziecka poznać jaki on będzie? Podobno każdy ma wpisany swój los.
A może sami mamy wpływ, czy staniemy się uczciwym człowiekiem,
czy świnią.
Czy będziemy pisać, czy tylko czytać?
Obserwowałam moje dzieci i wnuki a jednak nie wiedziałam
tylu szczegółów które teraz opisują w kolejnych księgach. Nie wiedziałam
również o tym ( nie trafiłam na taką mądrą książkę), że będę się nagle, intensywnie rozwijać w wieku 60+ (powinnam chyba tu dodać dwa plusy ze względu
na wiek i na ten wybuch rozwoju!).
Powiem krótko: jest to dla mnie ogromne zaskoczenie i mam
tylko nadzieję, że dla innych mój rozwój też będzie zaskoczeniem. Najbardziej cierpię, że postanowiłam już na
bieżąco się nie chwalić tym co zrobiłam.
A namalowałam właśnie dwa całkiem niezłe obrazy. Teraz tak o
nich myślę, ale za miesiąc już nie będą
warte mojej uwagi ( czy inni też tak osądzą?)
Wątpliwości mnie zżerają a właściwie panika powiększająca
się przed prawdziwym sprawdzianem w postaci wystawy!
Człowiek zajęty dreptaniem w kółko, rozdrabnia się i
nie widzi tego, co istotne.
Myślę, że twarde lądowanie na wsi miało decydujące znaczenie że teraz maluję.
Potrzebowałam obserwowania kozy i jej rodziny,
pokochania psów, pojednania się z kotami i liczenia kurzych jajek aby dojrzeć do istoty spojrzenia. Twórcą byłam zawsze uprawiając zawód artysty plastyka ale artystą staję
się dopiero teraz. Czas już pracować, tylko pracować i pracować.
Wcześniej nic nie wiedziałam, że rozwój w moim
rozwojowym wieku tak bardzo jest męczący, ale wróciłam do intensywności życia
sprzed trzydziestu lat, więc to rozwój, czy cofanie?sobota, 15 lutego 2014
KOLEJNY OBRAZ DO CYKLU
Nie piszę często, bo rysuję i maluję w wielkim pośpiechu, bo czas gna. Teraz już nie będę pokazywać następnych obrazków. Musi być coś do odkrycia na żywo! Chłopca pokazałam szkic, a teraz chyba skończony. Pewnie po jakimś czasie jeszcze poprawię nos, który mi dzisiaj nie wychodził. Musi dobrze wyschnąć, a biel użyta przeze mnie na jego czubku akurat najdłużej schnie.
Znalazłam szkic zrobiony cztery lata temu. Sama widzę różnicę w moim rysowaniu.
![]() |
2010 rok |
W piątek było tylko kilkoro dzieci ze starszej grupy. Lubię takie zajęcia, bo o wiele więcej mogę przekazać wiedzy i widzę jak bardzo one ją wchłaniają. Obserwuję rozwój i to najbardziej mnie cieszy. Nie mogę pokazać ich rysunków, bo prace pójdą na konkurs.
Za miesiąc prezentuję się seniorkom jak zostałam malarką. Mam zamiar tym razem poruszyć nieznane na tym terenie wątki mojego "bogatego" życiorysu.
Oczywiście mam już tremę, ale wiem, że grupa jest życzliwa w ocenie, częściowo mi znana z innych spotkań i cieszę się, że spotkało mnie takie wyróżnienie.
W czwartek na takim właśnie spotkaniu słuchaliśmy koncertu Jacka Mianowskiego opartego na utworach z wydanej właśnie płyty "Nie Jestem Aniołem".
To było bardzo miłe przedpołudnie. Piosenki Jacka i muzyka jego zespołu brzmiała na zmianę z wierszami o miłości naszych największych wieszczów, czytanymi przez przejęte pracownice Biblioteki Miejskiej.
Nastrój spotkania spowodował, że po zakończeniu nikt nie miał zamiaru opuszczać sali.
( Och, gdyby też tak było na moim spotkaniu!!!)
Tymczasem dwa dni przed Walentynkami wszystko wokół domu zrobiło się białe, bo wieczorna mgła osiadła i zamroziła wszystko, nawet najdrobniejsze krzewinki. Niestety był to ponury, szary dzień i zdjęcie robione w wielkim pośpiechu i nie widać bieli drzew. Śnieg jednak widać że u mnie ma się dobrze więc leży.
sobota, 8 lutego 2014
PRAWDZIWE OBLICZA ZIMY
![]() |
Do cyklu |
Siedziałam cicho, bo stres związany z różnymi kłopotami zawsze zamyka mi usta.
Najbardziej dawał mi się we znaki strach pokonywania śnieżnych przestrzeni w mojej Biedronce która miała tylko letnie opony, bo zimowych po prostu nigdzie nie mogłam dostać
(oczywiście chodzi o odpowiednią cenę). Nietypowy ich wymiar skutecznie ograniczył możliwości. Po dwóch tygodniach poszukiwań otrzymałam od syna telefon: -"mamuś, przyjeżdżaj, czekają na ciebie!"
Za dwa dni planowo miałam wyjazd 30 km przez boczne drogi na zajęcia, wcześniej MUSIAŁAM być w Warszawie, bo zobowiązałam się przywieść elementy do sali na chińskiego Sylwestra. Nie ma rady, żadne komunikaty o zamieciach już nie mogły mieć wpływu na moją decyzję.
Przerażona sytuacją zapakowałam się do autka. Z podwórka nigdy bym nie wyjechała bez pomocy silnych ramion A. Nawet 5 cm śniegu stanowiło dla mnie przeszkodę nie do pokonania. Gdy przejechałam już najgorszy dojazdowy kilometr do głównej trasy w radiu usłyszałam komunikat o potężnym wypadku autobusu kilkaset metrów dalej (ale w stronę Gdańska, a nie Warszawy). Pozioma warstwa nawiewanego śniegu tworzyła dodatkowo scenerię z filmów grozy.
Gdy dojechałam do Warszawy poczułam, że moje ręce będące w jakimś skurczu na kierownicy ledwie się rozginają. Myśląc, że najgorsze za mną już spokojnie dojeżdżałam do warsztatu. Skręciłam w bramę, od celu dzieliło mnie już 100 metrów.
Ale dopiero tu rozpoczęła się prawdziwa szalona jazda. Właściciel posesji zajęty budową własnego domu nie miał czasu na odśnieżanie, czy czyszczenie dojazdu do wynajętych pomieszczeń dla firm. Lodowe muldy dochodzące do 30-40 cm wysokości na przemian z wybitymi kawałkami lodu pokrył świeży śnieg. Uliczka dojazdowa jest wąska i w wielu miejscach parkują samochody. Należy jechać PROSTO.
Nie uwierzycie ale zaczęłam się głośno, histerycznie śmiać, gdyż nie miałam żadnego wpływu na kierunek jazdy samochodem. Jechałam jednak na tyle wolno, że może koleiny i doły poprowadziły mnie do celu a może modląc się po drodze wyprosiłam pomoc.
Wieczorem otrzymałam wiadomość, że zajęcia są odwołane a ludzie którzy jeżdżą do Mławy do pracy jechali tam te 30 km ponad 5 godzin. Zaspy zupełnie sparaliżowały komunikację.
Po tygodniu, (wczoraj) jechałam ich trasą, śnieg odgarnięty na boki i trzeci dzień dużych, dodatnich temperatur. Widoki jednak przeczą grzejącemu słońcu więc stanęłam i zrobiłam zdjęcia przypadkowemu fragmentowi chociaż prawie cała droga tak wyglądała. Zdjęcia robiłam nie wysiadając z samochodu, bo tak właśnie widzi to kierowca.
A wydawało mi się że mieszkam daleko od lubelskiego.
sobota, 1 lutego 2014
DO CYKLU
Dziękuję wszystkim za opinie napisane w komentarzach pod poprzednim postem. Wróciła chęć do malowania. Naszkicowałam kolejny obraz na wystawę, którą kompletuję konsekwentnie.Jak zwykle, robię mniejsze rysunki z tego samego cyklu. Zaczyna się już kształtować jej zarys. To jedna z trzech ekspozycji w tym roku. Będzie się sporo działo wokół niej. Gdy już będzie wiadomo wszystko w szczegółach dam dokładne informacje z dużym wyprzedzeniem.
środa, 29 stycznia 2014
OBRAZKI FAKTURALNE
Tym razem pokazuję jak dzieciaki tworzyły zimowe, śnieżne pejzaże za pomocą kilku rodzajów kasz, kleju i białej kredki. Chętnie usłyszę opinie, czy zdania na temat konkretnych działań, czy wskazówek o pracy z dziećmi, bo nie mam żadnego przygotowania pedagogicznego. Przekazuję tylko dzieciom swoje umiejętności w sposób dla nich najlepiej przyswajalny. Nie zamienię spotkań z nimi na studia przed studiami, bo inne jest moje założenie. Prowadzę po SWOJEMU i mam efekty widoczne, które potwierdzają rodzice dzieci. Dla mnie oni są miarodajną opinią a nie ktoś siedzący w fotelu i krytykujący, nawet jeśli ma zawód plastyczny.
Dzieci przychodzą chętnie, rodzice chcą płacić za ich uczestnictwo, więc nie rozumiem z jakiego powodu ktoś, kto nie uczy i nie ma o tym wyobrażenia krytykuje ( chyba dla przyjemności). Tym razem jednak będę usuwała komentarze jeśli nie będą wnosiły czegoś konstruktywnego a przy okazji obrażały innych komentujących. UCZĘ a nie POUCZAM, jak to robi szanowny komentujący pod poprzednim postem.
Zaskoczyło mnie najbardziej to ze nawet wysiłek dzieci i pokazanie ich prac może być pretekstem dla malkontentów, aby wylewać swoje złe samopoczucie. Cóż widocznie każdy pretekst jest dobry, widać to właśnie w internecie.
Na moich zajęciach nie ma konkursów. Nie prowadzę własnej szkoły rysunkowej, tylko dostosowuję się do poziomu dzieci przychodzących na zajęcia (od 6 lat do 14 lat).
Tu są obrazki 6-9 lat. Nie podaję wieku pod obrazkami, gdyż zdolności dzieci są nieporównywalne. One po prostu lubią się bawić w plastykę i to są efekty.
Różnorodność, pomysłowość, czy to dobrze, czy źle? A że jeszcze nie znają anatomii , to już ich uczyć? Uczę poprzez ICH rysowanie i na ich rysunkach. Tutaj przemycałam informacje na temat perspektywy i jak zawsze kompozycji.
Czy jeśli nie została prawidłowo zastosowana to zła nauczycielka? Zły uczeń? Może zły system? A może jest w tym wszystkim coś dobrego? Może ten padający śnieg, albo kolorowy domek? Każdy znajdzie coś dla siebie jeśli chce. Ale jeśli zamierza zniszczyć coś dobrego, co jest źle opłacane i działa wbrew logice - to zawsze można to zrobić.
Dzieci przychodzą chętnie, rodzice chcą płacić za ich uczestnictwo, więc nie rozumiem z jakiego powodu ktoś, kto nie uczy i nie ma o tym wyobrażenia krytykuje ( chyba dla przyjemności). Tym razem jednak będę usuwała komentarze jeśli nie będą wnosiły czegoś konstruktywnego a przy okazji obrażały innych komentujących. UCZĘ a nie POUCZAM, jak to robi szanowny komentujący pod poprzednim postem.
Zaskoczyło mnie najbardziej to ze nawet wysiłek dzieci i pokazanie ich prac może być pretekstem dla malkontentów, aby wylewać swoje złe samopoczucie. Cóż widocznie każdy pretekst jest dobry, widać to właśnie w internecie.
Na moich zajęciach nie ma konkursów. Nie prowadzę własnej szkoły rysunkowej, tylko dostosowuję się do poziomu dzieci przychodzących na zajęcia (od 6 lat do 14 lat).
Tu są obrazki 6-9 lat. Nie podaję wieku pod obrazkami, gdyż zdolności dzieci są nieporównywalne. One po prostu lubią się bawić w plastykę i to są efekty.
Różnorodność, pomysłowość, czy to dobrze, czy źle? A że jeszcze nie znają anatomii , to już ich uczyć? Uczę poprzez ICH rysowanie i na ich rysunkach. Tutaj przemycałam informacje na temat perspektywy i jak zawsze kompozycji.
Czy jeśli nie została prawidłowo zastosowana to zła nauczycielka? Zły uczeń? Może zły system? A może jest w tym wszystkim coś dobrego? Może ten padający śnieg, albo kolorowy domek? Każdy znajdzie coś dla siebie jeśli chce. Ale jeśli zamierza zniszczyć coś dobrego, co jest źle opłacane i działa wbrew logice - to zawsze można to zrobić.
A na koniec pokażę jak u mnie wczoraj wyglądało rano pod oknem.
Zaspa utworzona przez wiatr, bo A jeszcze nie zdążył odśnieżyć.
Moja biedna Biedroneczka nie miała jak wygramolić się z garażu.
poniedziałek, 27 stycznia 2014
ISKRA A MOŻE JUŻ ŻAR??
Marek Hłasko napisał kiedyś ślicznie
(cytuję z pamięci): „jeśli znajdziesz w sobie
żarzącą się iskierkę uczucia, dmuchaj
na nią aż do utraty tchu”. Parafrazą tego
cytatu mogłoby być: „jeśli dostrzeżesz
w młodym człowieku żarzącą się iskrę
twórczego wizjonerstwa, nie pozwól jej
zgasnąć; dmuchaj na nią aż do utraty
tchu”. To obowiązek wobec tych, co po
nas przyjdą.
© Grzegorz Malanowski 2014
Zamieszczony wyżej cytat znalazłam w artykule Grzegorza Malanowskiego, polskiego inżyniera, wynalazcy, innowatora myśli technicznej, który drugą część życia postanowił spędzić w Kolorado w Stanach Zjednoczonych. Tam opisuje w swoich znakomitych felietonach wiele ciekawych wątków ze swojego życia, przybliżając tamtejszej Polonii polskie problemy.
Dostałam pozwolenie skorzystania z tego cytatu, który pochodzi z felietonu pt "Sikorski" i jest o niezwykłym wynalazcy, konstruktorze samolotów i pierwszych helikopterów. Felieton ukaże się za trzy dni w gazecie
ŻYCIE Kolorado | www.zycie-kolorado.com | Luty/February 2014
A teraz powód czemu tak bardzo pasował mi wspomniany cytat. Trójka młodych miała za zadanie narysować nawzajem swoje portrety. Każda siedziała i rysowała, a więc nie było mowy o prawdziwym pozowaniu bez ruchu. Skala trudności niebotyczna. Prowokacyjnie pozwoliłam na tą sytuację bo bardzo chciałam sprawdzić co zrobią. Właściwie chciałam sprowokować do szkiców, bo zawsze z tym są problemy. Tymczasem dziewczyny poradziły sobie tak, że mi szczęka opadła. Sami zobaczcie. Rozwój twórczy jaki obserwuję w tych dziewczynkach zachwyca i dopinguje mnie do wysiłku i pomysłów na zajęcia.
(cytuję z pamięci): „jeśli znajdziesz w sobie
żarzącą się iskierkę uczucia, dmuchaj
na nią aż do utraty tchu”. Parafrazą tego
cytatu mogłoby być: „jeśli dostrzeżesz
w młodym człowieku żarzącą się iskrę
twórczego wizjonerstwa, nie pozwól jej
zgasnąć; dmuchaj na nią aż do utraty
tchu”. To obowiązek wobec tych, co po
nas przyjdą.
© Grzegorz Malanowski 2014
Zamieszczony wyżej cytat znalazłam w artykule Grzegorza Malanowskiego, polskiego inżyniera, wynalazcy, innowatora myśli technicznej, który drugą część życia postanowił spędzić w Kolorado w Stanach Zjednoczonych. Tam opisuje w swoich znakomitych felietonach wiele ciekawych wątków ze swojego życia, przybliżając tamtejszej Polonii polskie problemy.
Dostałam pozwolenie skorzystania z tego cytatu, który pochodzi z felietonu pt "Sikorski" i jest o niezwykłym wynalazcy, konstruktorze samolotów i pierwszych helikopterów. Felieton ukaże się za trzy dni w gazecie
ŻYCIE Kolorado | www.zycie-kolorado.com | Luty/February 2014
A teraz powód czemu tak bardzo pasował mi wspomniany cytat. Trójka młodych miała za zadanie narysować nawzajem swoje portrety. Każda siedziała i rysowała, a więc nie było mowy o prawdziwym pozowaniu bez ruchu. Skala trudności niebotyczna. Prowokacyjnie pozwoliłam na tą sytuację bo bardzo chciałam sprawdzić co zrobią. Właściwie chciałam sprowokować do szkiców, bo zawsze z tym są problemy. Tymczasem dziewczyny poradziły sobie tak, że mi szczęka opadła. Sami zobaczcie. Rozwój twórczy jaki obserwuję w tych dziewczynkach zachwyca i dopinguje mnie do wysiłku i pomysłów na zajęcia.
![]() |
Małgosia rysowana przez Patrycję |
![]() |
Natalia rysowana przez Patrycję |
![]() |
Patrycja rysowana przez Małgosię (9 lat) |
![]() |
Patrycja rysowana przez Natalię |
Widzicie więc dokładnie kto był dzisiaj na zajęciach.bo podobieństwo jest świetnie uchwycone.
Radość oglądania ich rozwoju jest nie do opisania, zwłaszcza jak wspominam ich pierwsze czasami nieudolne próby.
Natalia chwyciła wiatr w żagle właśnie w ołówku i czerni z bielą. Patrycja szaleje z farbami, które w jej rękach zmieniają płaszczyznę papieru w niezwykłe, barwne miejsca. Ach jak ona smakuje w kolorach! Mała Małgosia doskonale i uparcie dąży do swojej wizji, którą ma zawsze na podorędziu. Będą z nich wspaniałe kobiety!!!
środa, 22 stycznia 2014
POKER
Nie każdy zagra w pokera, nie każdy lubi hazard, nie każdy lubi gry karciane i dzięki Ci za to Panie!
Ale jeśli już ktoś zagra i gra i przegrywa, a bardzo chce się odegrać, to właśnie tak wygląda ta atmosfera. Przynajmniej ja to tak widzę. Widziałam podobne sceny w kasynach w Las Vegas. Może na tym obrazie klimat przypomina bardziej epokę prohibicji, ale emocje graczy są wciąż te same. Teraz już tylko podpis i obraz idzie pod młotek. Format 120 x 70 cm, olej.
Ale jeśli już ktoś zagra i gra i przegrywa, a bardzo chce się odegrać, to właśnie tak wygląda ta atmosfera. Przynajmniej ja to tak widzę. Widziałam podobne sceny w kasynach w Las Vegas. Może na tym obrazie klimat przypomina bardziej epokę prohibicji, ale emocje graczy są wciąż te same. Teraz już tylko podpis i obraz idzie pod młotek. Format 120 x 70 cm, olej.
Od tygodnia u nas sroga zima. Mróz, wiatr śnieg i nawet trudno przejść do samochodu, bo człowiek zdąży zamarznąć. Ferie odzwyczaiły mnie od zajęć z dziećmi, ale nie próżnowałam i cały czas rysowałam i malowałam. Dzieci na zajęciach po feriach malowały ilustracje do wierszy, nawet przyjechał do nas ich autor i był zaskoczony pasją z jaką młodzi twórcy rysowali. Efekty pokażę dużo później jak ustalimy w jaki sposób mogą być wydane wiersze w komplecie z pracami dzieci.
Dzisiaj były pierwsze prawdziwe malunki śnieżnej zimy. Wyzwaniem był czarny karton. Wyszło bardzo ciekawie, ale nie robiłam zdjęć bo wszystko musi wyschnąć aby był wygląd taki jaki autorzy zamierzali. Powiesiłam prace na szkolnym korytarzu przy szatni, gdzie wiadomo, wszyscy uczniowie muszą przejść.
Trochę zaniedbuję zaprzyjaźnione blogi i na swoim rzadziej bywam, ale jeszcze chwilę potrwa natłok spraw które koniecznie muszę pozałatwiać.
Pewnie w lutym dopiero będę nadrabiać, choć widzę że nie będzie łatwo!
Chcę jeszcze wziąć udział w konkursie malarskim, bo mój napęd jeszcze się nie wypalił, wręcz przeciwnie, rozkręcam się.
Subskrybuj:
Posty (Atom)