Rzeźba została zapakowana dokładnie i z czułością. Przypięta pasami, aby nic w drodze do Warszawy nie uległo zniszczeniu. Jeszcze tylko zaproszenie na Galę i w drogę...
Gdy wjechałam na siódemkę wycisnęłam numer telefonu, aby skontaktować się z organizatorami Gali. Wiem, jest już środa, ale do ostatniej chwili nie wiedziałam czy uda się skończyć i przywieść dzieło na czas. Przez większość drogi załatwiam do kogo mam się zgłosić w Muzeum Powstania Warszawskiego. Otrzymuję pozwolenie na kontakt do pani M.i dzwonię, ale oddzwania się tylko do wybrańców, widocznie nie należę do nich, pomimo, ze zostawiam informację kto i po co.
Następnego dnia pani M.nie odbiera ode mnie telefonu, ale mam jeszcze stacjonarny....
- Tak, mogę przywieść i pokazać, słyszę odpowiedź, pani nie miała czasu oddzwonić.
Jadę jak najwcześniej i dojeżdżam na 10-tą z minutami. Jest czwartek rano.
Panowie uprzejmie wypakowują pakunek i zanoszą gdzieś. Pani M. informuje, że wszystko już zapięte w ramach telewizyjnego scenariusza i nikła nadzieja, ale zobaczymy.
Wieczorem dzwonię do pani M, bez efektu. Bez efektu jest mój telefon do niedzieli kiedy to ma się odbyć wspomniana Gala. Nie wiem jaka jest sytuacja.
Przyjeżdżam wcześniej z kwiatkiem biało- czerwonym, który chciałam położyć pod popiersiem, ale popiersia nie ma.
Scenografia: jak zawsze jedno piękne zdjęcie i chaos muzealnego wnętrza.
Podium zajmuje natomiast kilkuosobowy jazzowy zespół bardzo młodych muzyków.
Gdy zobaczyłam najbardziej minimalistyczną scenografie jaką do tej pory widziałam, postanowiłam jeszcze trochę zawalczyć o Naszego Janka Rodowicza Anodę, który jest jeszcze gdzieś ukryty w zamkniętym pokoju biur Muzeum. Sama myśl nasunęła mi koszmarne skojarzenia.
Na mojej drodze pojawił się sam dyrektor, pan Ołdakowski, więc podeszłam, przedstawiłam się, bo do tej pory podczas poprzednich 4 Gali wręczania nagrody im. Janka, nie było okazji do podania sobie ręki ( nie wiedziałam, ze nie mam czego żałować).
Zapytałam: - do kogo mogę pójść i prosić o wsparcie, aby popiersie naszego autorstwa postawić na scenie?
- Niestety, scenariusz już jest zamknięty i nie ma takiej możliwości. - padła kategoryczna odpowiedź.
- No, wie pan , nie niszcząc tej znakomitej scenografii, można go postawić na świecącym kubiku, koło stolika, gdzie stoją statuetki. Pracowałam w telewizji i w scenografii i nie takie zmiany trzeba było robić w ostatnim momencie. To jednak zależy od dobrej woli ludzi.
-Co? Czy pani sugeruje i ma pretensje, że my wkładamy za mało starań w organizację Gali!? niegrzecznym i podniesionym tonem napadł na mnie pan dyrektor. Proszę swoje pretensje przysłać do nas na piśmie. - zakończył w tym samym "uprzejmym tonem".
- Pan chyba te słowa kieruje pod zły adres. Pytałam a nie miałam pretensji. Zrobiłam rzeźbę wymagającą pół roku pracy i nie wiedziałam do ostatniej sekundy, czy zdążę i czy wszystko się uda, więc dopiero gdy była skończona w środę zaproponowałam ją tutaj. Zrobiłam ją nie dla pana ani dla siebie, tylko dla chwały Janka "ANODY" Nie ma jeszcze jego żadnej rzeźby. - już z czerwienią na policzkach odpowiedziałam.
- No, postaram się zrobić specjalny wieczór aby pokazać pani rzeźbę w przyszłości. - odpowiedział dyrektor, który starał się opanować.
- Wie pan, wcale mnie nie interesuje pańska oferta, bo ta rzeźba to model do pomnika, pierwsza raz pokazany. -odwróciłam się i odeszłam.
Gdy usiadłam na miejscu, znowu ogarnęły mnie wątpliwości.
Odszukałam panią M. (w wieku moich dzieci), która zajmowała się organizacją całości. To ona od czwartku nie odpowiadała na moje telefony. Mało tego, gdy pierwszy raz dzwoniłam była jeszcze w telewizji na ustaleniach.
To u niej w zamkniętym pokoju jest popiersie. Poprosiłam aby wydala mi je teraz przed uroczystością. W jej oczach pojawił się strach i przerażonym tonem zapytała co chcę z tym zrobić?
- To jest moja rzeźba i nic pani do tego, mogę ją postawić np.z tyłu koło dziewczynek na stoliku, za widzami.
- Ależ to niegodne miejsce! I nie może pani, bo tu dzisiaj rządzi telewizja, z którą mamy umowę.
- No, lepsze niż w pani zamkniętym pokoju. Mogę np wstawić go do szatni, to będzie moja sprawa, prywatna. Proszę mi go oddać.
Pani natychmiast zajęła się telefonem i błyskawicznie oddaliła ode mnie.
Czekam.
Mijają kolejne minuty, minuty, minuty....
Po 15 minutach oczekiwania, zobaczyłam panią po drugiej stronie sali i już purpurowa sunę w jej stronę. Spostrzega mnie kątem oka i wdaje się w rozmowę z kolejną osobą... No nie.
Wparowuje pomiędzy nich : - mam prawie siedemdziesiąt lat i nie zasługuję na to, aby ktoś mnie do tego stopnia lekceważył!!!
- Ależ wydałam polecenie i pani rzeźba jest przyniesiona.
GDZIE? pytam
- Jest w szatni.
-Słucham???
- No, przecież powiedziała pani, że postawi w szatni..
- I nie zawiadomiła mnie pani o tym?
Zawracam natychmiast do szatni i co widzę?
Szatnia bez szatniarza napchana do granic możliwości okryciami i tuz przy wejściu, pod nogami w ciemności twarzą do ściany stoi Anoda. Tak do kopania.
Może widzicie ślad światła na obrysie pleców Janka po prawej stronie na dole....a nad nim płaszcze . Wszystko w mroku, nikt wchodzący nie widzi rzeźby.
PODŁOŚĆ.Jak można go traktować? A za ścianką ciemnej, ciasnej szatni GALA, niby Jego imienia i tyle wzniosłych słów...
Moje serce nie wal tak, nie wal....!! Gdybym nie odszukała pani M. i nie była tak namolna, Janka by sponiewierano kopniakami, NIECHCĄCY!!!!
Chwyciłam go energicznie i wyniosłam, pomimo, że poprzednio nie dawałam sama rady unieść grubego gipsu.
W tym momencie przyjechał Grzegorz, mój syn, który oczywiście zaniósł Janka na miejsce, które mu wybrałam: NA KRZEŚLE, koło mnie..
Po zakończeniu transmisji telewizyjnej w której najważniejszym, bo najgłośniejszym elementem okazał się koncert nie najwyższej jakości i nie dostosowany kompletnie do TEJ uroczystości.
NIKOGO nie powitano, NIKOGO nie pożegnano.
Szkoda tylko tych wspaniałych Starców nie tylko tych 90, 95- letnich, którzy z takim wysiłkiem przyjechali na tą uroczystość.
Szkoda Kombatantów nie wyglądających na niezwykle zamożnych, oni chyba nie przybyli na jazzowy koncert.
Chamstwo zalewa jak lawa wulkanu nawet nikt się temu nie dziwi
Wujku Janku jeszcze o Ciebie będę walczyć.