 |
Do cyklu |
W tym roku można zaobserwować niezwykłe zjawisko szklistej, lodowej powierzchni śniegu zalegającego na polach. Plusowe temperatury topią wierzchnią warstwę a wieczorne minusy zamieniają w tafle lodu, błyszczącego potem w słońcu. Po prostu bajka!
Siedziałam cicho, bo stres związany z różnymi kłopotami zawsze zamyka mi usta.
Najbardziej dawał mi się we znaki strach pokonywania śnieżnych przestrzeni w mojej Biedronce która miała tylko letnie opony, bo zimowych po prostu nigdzie nie mogłam dostać
(oczywiście chodzi o odpowiednią cenę). Nietypowy ich wymiar skutecznie ograniczył możliwości. Po dwóch tygodniach poszukiwań otrzymałam od syna telefon: -"mamuś, przyjeżdżaj, czekają na ciebie!"
Za dwa dni planowo miałam wyjazd 30 km przez boczne drogi na zajęcia, wcześniej MUSIAŁAM być w Warszawie, bo zobowiązałam się przywieść elementy do sali na chińskiego Sylwestra. Nie ma rady, żadne komunikaty o zamieciach już nie mogły mieć wpływu na moją decyzję.
Przerażona sytuacją zapakowałam się do autka. Z podwórka nigdy bym nie wyjechała bez pomocy silnych ramion A. Nawet 5 cm śniegu stanowiło dla mnie przeszkodę nie do pokonania. Gdy przejechałam już najgorszy dojazdowy kilometr do głównej trasy w radiu usłyszałam komunikat o potężnym wypadku autobusu kilkaset metrów dalej (ale w stronę Gdańska, a nie Warszawy). Pozioma warstwa nawiewanego śniegu tworzyła dodatkowo scenerię z filmów grozy.
Gdy dojechałam do Warszawy poczułam, że moje ręce będące w jakimś skurczu na kierownicy ledwie się rozginają. Myśląc, że najgorsze za mną już spokojnie dojeżdżałam do warsztatu. Skręciłam w bramę, od celu dzieliło mnie już 100 metrów.
Ale dopiero tu rozpoczęła się prawdziwa szalona jazda. Właściciel posesji zajęty budową własnego domu nie miał czasu na odśnieżanie, czy czyszczenie dojazdu do wynajętych pomieszczeń dla firm. Lodowe muldy dochodzące do 30-40 cm wysokości na przemian z wybitymi kawałkami lodu pokrył świeży śnieg. Uliczka dojazdowa jest wąska i w wielu miejscach parkują samochody. Należy jechać PROSTO.
Nie uwierzycie ale zaczęłam się głośno, histerycznie śmiać, gdyż nie miałam żadnego wpływu na kierunek jazdy samochodem. Jechałam jednak na tyle wolno, że może koleiny i doły poprowadziły mnie do celu a może modląc się po drodze wyprosiłam pomoc.
Wieczorem otrzymałam wiadomość, że zajęcia są odwołane a ludzie którzy jeżdżą do Mławy do pracy jechali tam te 30 km ponad 5 godzin. Zaspy zupełnie sparaliżowały komunikację.
Po tygodniu, (wczoraj) jechałam ich trasą, śnieg odgarnięty na boki i trzeci dzień dużych, dodatnich temperatur. Widoki jednak przeczą grzejącemu słońcu więc stanęłam i zrobiłam zdjęcia przypadkowemu fragmentowi chociaż prawie cała droga tak wyglądała. Zdjęcia robiłam nie wysiadając z samochodu, bo tak właśnie widzi to kierowca.
A wydawało mi się że mieszkam daleko od lubelskiego.