Obserwatorzy

poniedziałek, 12 maja 2014

FILMIK Z CIECHANOWA

Wśród przyjaciół. fot. Danusia Gastołek
To jest  Brać Blogowa. fot. Danusia Gastołek
 
To moje siostry. fot. Bohdan Wasilewski



  fot. Bohdan Wasilewski
 
Kilka zdjęć autorstwa niezastąpionej Danusi Gastołek i link do filmiku, który przybliża atmosferę wernisażu.




                                   
 
                                                                <iframe width="640" height="480" src="//www.youtube.com/embed/EG6psiQgrR4" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>

Nie wiem, czemu nie mogę otworzyć tego na blogu, więc daję taki link.

http://youtu.be/EG6psiQgrR4


Więcej zdjęć Danusi na stronie:https://www.facebook.com/media/set/?set=a.245502688983761.1073741850.142625379271493&type=1

piątek, 9 maja 2014

NIEZWYKLI GOŚCIE

"BOND"  jeszcze bez ramy.
Co może być miarą sukcesu? Nie wiem, ale wiem, że goście, którzy zaszczycili mój wrnisaż byli osobami wyjątkowymi. Dostawałam kwiaty, gratulacje i słowa podziwu, ale gościom należą się także bukiety podziękowań za poniesiony trud aby tak daleko dojechać. 
Wyróżniając jednych, krzywdzę innych, tylko jak ująć i wymienić jednym tchem tyle osób?
Pojawienie się Mironqa z Gdańska, znanego mi wcześniej tylko z blogosfery i z Jego ciekawych postów, tak mnie zaskoczyło i wzruszyło, że chcę to podkreślić i jeszcze raz powiedzieć! DZIĘKUJĘ Ci!! 
Kochanej Stokrotce i Luanie,( którą tak bardzo chciałam poznać), dziękuję stokrotnie!!
Wszystkim przyjaciołom, moim bliskim i dalszym znajomym i mojej Rodzinie, ale oni już o tym wiedzą, że dziękuję.
 Mojej Pani Dyrektor, pracownikom Centrum Kultury i Sztuki którzy przyczynili się do takiej pieknej ekspozycji i Pani Dyrektor Centrum za ryzykowną propozycję wystawy, w listopadzie 2013 roku DZIĘKUJĘ z całego szczęśliwego serca.
Ta listopadowa propozycja wyzwoliła we mnie twórczą energię, czego efekty goście mogli dzisiaj zobaczyć.
Nigdy nie myślałam, że usłyszę tyle słów uznania, zachwytu, gratulacji. Jestem spełniona, szczęśliwa i mam pomysły na dwie kolejne wystawy, które w większości są tylko w mojej wyobraźni. Nie mam jeszcze ani jednego zdjęcia z uroczystości. Filmik i reportaże pokażę około soboty- niedzieli.
 Muszę przyznać nieskromnie, że moje ostatnie dwa dzieła powodowały  opadanie szczęki. Mogę już je ujawnić. 
Na górze to rzeźboobraz pt.BOND a poniżej pt..KOGUT  Wszystkie zdjęcia z pracowni jeszcze w trakcie pracy.
Na ekspozycji wyglądały inaczej, ale wrażenie było takie jak w założeniu.
Nie wiadomo gdzie kończy się rzeźba a zaczyna malarstwo. Na pierwszym poniżej widać przy specjalnym oświetleniu. U Bonda nawet mnie trudno znaleźć tą granicę. 




Dodaję otrzymane zdjęcia wykonane przez pana B. Prusa. 
To pierwsze chwile po wejściu gości.



piątek, 2 maja 2014

WSPARCIE


Dziękuję wszystkim za słowa wsparcia. Były mi ostatnio tak bardzo potrzebne!
 W pewnym momencie pomimo zmęczenia i wiecznych wątpliwości czy wszystko dojdzie do skutku, podniosłam głowę i rozejrzałam się. Dopiero wtedy zobaczyłam Wasze życzliwe myśli krążące wokół mnie. Zobaczyłam ciepło i miłość bliskich, zobaczyłam dopingującego mi Andrzeja i pilnująącego, aby wszystko dobrze wyglądało. Zobaczyłam ludzi z sąsiedniej wsi, którzy bardzo, bardzo mi pomogli nie czekając na wynagrodzenie. 
A na końcu zobaczyłam na wszystkich ścianach mieszkania moją całą wystawę. 
Nawet na czterolatka Stasia mogę liczyć. Staś przywłaszczył sobie duży, szary karton, wyjął kredki i narysował statek z kapitanem, sterem, morzem, rekina, wieloryba i syrenkę, a nawet niebo, słońce i mewy. Wszystko to wymyślał sam a obraz powstawał w głębokim skupieniu, Ja poprosiłam tylko o syrenkę - jedna jest z prawej strony na dole (ma piękne piersi!) a druga jest po lewej , trochę wyżej.
Jutro pakuję obrazy, we wtorek już rozstawianie  w Galerii.
 Postaram się dożyć do wernisażu.

środa, 16 kwietnia 2014

JUŻ ŚWIĘTA?

Kochani, nie mam pojęcia co się u Was dzieje, ale składam wszystkim
 najpiękniejsze życzenia Wesołego Alleluja! 
To jest pisanka na strusim jajku (wydmuszce) zamówiona przez miejscową gazetę, jako nagroda dla czytelnika. Taka nagroda dawana jest już kolejny raz na Welkanoc, ozdabiana przez miejscowych artystów.
Chciałam, aby życzenia wydostały się w formie pisklątka, jako, że na Wielkanoc powstaje nowe życie i dobro pokonuje zło. Żeby tego dobrego nie zabrakło a nawet było go podwójnie, namalowałam bliźniaka z drugiej strony.
Niech się spełnią!!!
W święta umieszczę zaproszenia na wystawy.

sobota, 5 kwietnia 2014

ROZGARDIASZ


W pokoju, na stole, gdzie za chwilę na stole pojawi się święconka leży klejona rama na gazetach upapranych klejem. Obok stoją sztalugi z kolejnym obrazem a na spaczonym ramiaku powiększone mdłe zdjęcie z którego trzeba wymyślić rysy pani Dobrskiej.
Pani Dobrska była pierwszą kobietą dyplomowaną lekarką, pochodziła  z Mławy i w tym roku Rada Miasta postanowiła  uczcić ten fakt. Ja też chcę złożyć jej hołd malując portret.
 Kiedyś namalowałam łąkę w lecie, jednak nie byłam cały czas zadowolona z tego obrazu. Nie podobał mi się do tego stopnia, że osobie, która potencjalnie mogłaby go kupić nigdy go nie pokazałam. Nareszcie dwa dni temu zdjęłam go ze ściany usiadłam i przemalowałam.
Na pianinie stoją: właśnie skończony obraz, ten, którego ramy leżą na stole i drugi rozpoczęty - widok Siemiatycz. Największy, jaki dotąd robiłam, zamówiony portret stoi na oparciu kanapy.
W kuchni "pod ręką" znajduje się nagrzewnica, obok niej młotek, kombinerki i inne narzędzia.
W sypialni jedna, najdłuższa ściana została zamieniona na "wieszalnię" obrazów. Zajmują już całą jej powierzchnię i zaczyna brakować znowu miejsca.
Dzieje się tak dlatego, że w domu jest najcieplej i wszystko jakoś schnie, a to jest teraz najważniejsze. Do komputera dopadam tylko, aby sprawdzić pocztę i załatwić sprawy organizacyjne.
Książeczka z ilustracjami dzieci ma już zarys wstępny, ale też wymaga sporej ilości czasu aby wyszła atrakcyjnie. Powoli wyłania się jej kształt po korekcie pierwszego wydruku.
W tej sytuacji, gdy zadzwonił telefon i pani nieśmiałym głosem powiedziała, że przyjedzie wręczyć mi zaproszenie, abym była jurorką konkursie, krzyknęłam z przerażenia i powiedziałam, że odbiorę na miejscu.
Nie mam czasu się nudzić, i nie odwiedzam wcale przyjaciół blogowych. Jeszcze te dwa miesiące mi wybaczcie tej blogowej nieobecności.

Jestem zmęczona, niewyspana i kocham ten stan!

poniedziałek, 24 marca 2014

EFEKTY POBUDZAJĄ DO WYSIŁKU

Działam. Tworzę. Podejmuję się najtrudniejszych dla mnie wyzwań. Wygrywam.
To najkrótszy opis tego co robię. Jestem jakby w innym wymiarze, pomiędzy twórczymi myślami a bieżącą rzeczywistością.  Najtrudniej ogarnąć mi ważne szczegóły np dostarczyć oświadczenie do sprzedanego obrazu, który jedzie za granicę, nie zapomnieć o dawno umówionej wizycie u lekarza , odebrać zamówioną ramę i  pamiętać o spotkaniach z dziećmi......zaczynam się gubić. 
Maluję duży portret, muszę zdążyć na czas, maluję dwa obrazy na wystawę czerwcową, pracuję nad układem rysunków dzieci przy wierszach które ilustrowały.
Ten natłok ważnych spraw miał ostatnio piękne i wzniosłe momenty. 
Po spotkaniu w Bibliotece, które można obejrzeć zaglądając do galerii Biblioteki pod adresem:
http://www.biblioteka.mlawa.pl/strona-609-jezyk-1
dzisiaj uczestniczyłam w niezwykłej uroczystości. 
GRHLC z Mławy zostało zaproszone na uroczystość upamiętniającą walki powstańcze Powstania Styczniowego pod Radzanowem. Mszę ubarwioną śpiewem młodzieży i ich deklamacjami zorganizował gospodarz i opiekun Sanktuarium w Ratowie - ksiądz Rektor Kościoła Bogdan Pawłowski wraz z władzami Ratowa. 
Poza znakomitymi gośćmi z Sejmu, Województwa, Powiatu itd, wzrok cieszyli rekonstruktorzy rożnych grup. Nasza grupa była najliczniejsza. Na tych zdjęciach jest nas akurat tylko kilkoro, reszta już ruszyła na poczęstunek przygotowany na zakończenie.
                                  Zdjęcia wykonał rekonstruktor Jacek Kwiatkowski
Dodam tylko, że pelerynka, którą mam na ramionach jest autentykiem z końca XIX wieku i przechowuję ją w spadku po babci. To co haftowane nitką już zrudziało a sam aksamit rozłazi się w rękach. Trzymałam ją na właściwą okazję, która właśnie nadeszła. 
Od dziecka słuchałam opowiadań o zsyłkach za udział w Powstaniach, skąd część moich dziadków nie powróciła. Inni zamiast się wystraszyć, brali udział w następnych i następnych Powstaniach. Nałożyłam więc tą babciną pelerynkę i pomodliłam się pod krzyżem obsadzonym na kamieniu, gdzie spoczywają szczątki takich właśnie Powstańców.
Niech pamięć o nich żyje, zasłużyli na nią użyźniając swoją krwią nasze ziemie i nasze serca.

czwartek, 13 marca 2014

TO CO PAMIĘTAM

W pierwszym pomieszczeniu wypożyczalni książek dla dzieci na rozstawionych sztalugach moje obrazy witały przybyłych. Dwa z nich były jeszcze ciepłe, kończone poprzedniego wieczora.
W czytelni rozstawiony był cały zapas krzesełek  "na wszelki wypadek".Zabrakło, donoszono jeszcze w trakcie.
Ze zdziwieniem po godzinie opowiadania o swoich poczynaniach, zobaczyłam otwarte szeroko, wpatrzone we mnie 30 par oczu.
- czy przeczytać jeden z tekstów który ukazał się kiedyś na blogu? zapytałam chcąc sprawdzić, czy nie zanudziłam i zamęczyłam towarzystwa
- tak, tak, czytać ! rozległy się brawa, jednogłośnie odpowiedzieli goście.
Widziałam łzy w oczach słuchaczy i czułam ciszę jak makiem zasiał podczas mojego niesamowicie długiego monologu. Był i śmiech po zabawnym opowiadanku, użytym przeze mnie jako przerywnik odpoczynkowy.
 A potem nikt nie wstawał, co chwilę wynikał nowy wątek do omówienia, ludzie siedzieli...potem wszyscy chcieli wizytówki, potem stanęli w kolejce aby powiedzieć o swoim zaskoczeniu, szacunku, serdeczności i wielu jeszcze miłych dla moich uszu zapewnieniach. 
 Dostałam kwiaty od przyjaciół i czekoladki od miłej pani, która przyprowadza Zosię co tydzień na moje zajęcia. Moja siostra Małgosia uhonorowała to spotkanie swoją obecnością. Było mi tak miło!!!! Tyle dobrych słów usłyszałam.
To co się ukaże w gazetach dodam w następnym tygodniu, gdyż pewnie w następny czwartek ukaże się w miejscowym tygodniku. Dodam tez zdjęcia robione przez przyjaciół i dokumentalistów. 
Dla mnie to był prawdziwy sukces. 

środa, 12 marca 2014

POPRAWKA

Obserwuję coraz więcej symptomów,  że artysta powinien nie tylko być niewyspany, ale też trochę "ten tego"!
Ujawniam jedną z oznak! Spotkanie w Mławskiej Bibliotece ma się odbyć, jak wszystkie wcześniejsze spotkania tego cyklu, o godzinie 11 dnia 13 marca, a nie jak podałam o godz 12.
Może ze strachu podświadomie podałam czas końca spotkania?????

Dzisiaj śniło mi się, że przed spotkaniem jeszcze relaksuje się i drzemię w wygodnym swoim łóżku. Słyszę w półśnie, gdyż to moje łóżko jest w kącie czytelni, że gromadzą się już ludzie na spotkanie ze mną. W pewnym momencie jeden z dziennikarzy podchodzi do mikrofonu i zaczyna deklamować okropnie nudny i długi wiersz.
 - Och, trzeba już zaczynać! myślę. Siadam na łóżku i z przerażeniem spostrzegam, że przecież mam na sobie starą wytartą białą koszulę nocną.
 - No , i co teraz! Kompletnie skompromituję panią Dyrektor Biblioteki, występując w takim stroju! - pomyślałam z przerażeniem. I obudziłam się, na szczęście.
Nawet nie przyszło mi do głowy, że może bardziej skompromitowałabym siebie, ale widocznie na tym etapie to jest mi już obojętne.

Zaraz po spotkaniu zabieram się za ułożenie ilustracji zrobionych przez dzieci i ułożenie ich ciekawie w połączeniu tekstami wierszy do których zostały zrobione.
Dzieci nie mogą się doczekać. Autor wierszy też!

niedziela, 9 marca 2014

PIĘKNE I POŻYTECZNE

Stęsknieni spotkaliśmy się po feriach. Chciałam zrobić przyjemność dzieciom, żeby zabrały do domu coś, co sprawi im frajdę, a przy okazji będzie pożyteczne. Próbę zrobiłam ze Stasiem i jego zachwyt potwierdził słuszność decyzji. Oto wynik.
Basia zrobiła niechcący nawet dwa wachlarze. 
Powiem uczciwie, że wszystkie były przepiękne. Z zazdrości chyba sama sobie też zrobię i na upalne dni będzie jak znalazł! A właściwie to przyda się wcześniej na wernisaż żebym go przetrwała.
W czwartek, trzynastego marca zapraszam na spotkanie w Mławskiej Bibliotece o godzinie 12  z cyklu  "Spotkanie z pasjami". To ja będę tą "pasją", czyli malarką.

W Ciechanowskim Centrum Kultury i Sztuki 
Ciechanów, ul. Strażacka 6 w galerii im. Bolesława Biegasa 8 maja o godzinie 18                                                                      odbędzie się mój wernisaż 
 Będzie to moja pierwsza indywidualna wystawa malarstwa. 
Na obydwa spotkania zapraszam serdecznie przyjaciół  oraz zainteresowane osoby.
 
 Dzisiaj jeden z obrazów pojechał w świat. To miłe jak ktoś chce kupić kolejny obraz. Muszę zrobić jeszcze raz ten temat, bo chyba warto.
mam już kolejne trzy obrazy, inne w głowie. Maluję! Maluję, maluję.... Tak będzie do 8 maja. Przepraszam!

środa, 5 marca 2014

ARTYSTA MUSI BYĆ NIEWYSPANY


To cytat podany przez Ataner: 
"Artysta musi być niewyspany i głodny sukcesu"  - to nikt inny, tylko ja!..;o)
Nie gniewajcie się za te długie przerwy. Uświadomiłam sobie dzisiaj, że wypada napisać  usprawiedliwienie dlaczego tak bardzo zaniedbuję swój i inne blogi. Przeżywam katusze, bo bardzo przywiązałam się do autorów czytanych przeze mnie blogów i takie przerwy są po prostu niezdrowe. Jednak nie daję teraz rady, bo prawdziwe efekty widoczne na kolejnych obrazach wymagają codziennie wielu godzin pracy. Gdy tylko mogę natychmiast siadam przed sztalugą. 
Jeszcze wciąż za mało na wystawę, ale....powinnam zdążyć.
Tymczasem Staś który przyjechał do mnie na tydzień pomagał mi dzielnie. Powiedziałabym nawet, że starał się aby niedługo i jego wystawa mogła być uwidoczniona.






To jest piesek nad rzeką, a na drugim tańcząc księżniczki w koronach .








Dzieci mławskie podchwyciły temat palenia i topienia Marzanny i pokazały co o niej myślą!











Widzicie sami, zima musi odejść!

sobota, 22 lutego 2014

ROZPRAWKA O ROZWOJU



Krzyk! Pierwszy krzyk dziecięcia – ile wzbudza emocji! Od tego momentu następuje rozwój który według ogólnie przyjętego schematu dzieli się na różne etapy. Te etapy są coraz wnikliwiej opracowywane naukowo. O rozwoju niemowlęcia dowiedziałam się dopiero niedawno, pomimo, że mam dwoje dzieci, no może już nie dzieci bo one mają już swoje dzieci w wieku dwudziestu lat. To znaczy mój wnuk ma dwadzieścia lat prawie...
Pojawiają mi się w umyśle pytania: po czym w pierwszym krzyku dziecka poznać jaki on będzie? Podobno każdy ma wpisany swój los. 
A może sami mamy wpływ, czy staniemy się uczciwym człowiekiem, czy świnią.
Czy będziemy pisać, czy tylko czytać? 
Obserwowałam moje dzieci i wnuki a jednak nie wiedziałam tylu szczegółów które teraz opisują w kolejnych księgach. Nie wiedziałam również o tym ( nie trafiłam na taką mądrą książkę), że będę się nagle, intensywnie rozwijać w wieku 60+ (powinnam chyba tu dodać dwa plusy ze względu na wiek i na ten wybuch rozwoju!).
Powiem krótko: jest to dla mnie ogromne zaskoczenie i mam tylko nadzieję, że dla innych mój rozwój też będzie zaskoczeniem. Najbardziej cierpię, że postanowiłam już na bieżąco się nie chwalić tym co zrobiłam.
A namalowałam właśnie dwa całkiem niezłe obrazy. Teraz tak o nich myślę, ale  za miesiąc już nie będą warte mojej uwagi ( czy inni też tak osądzą?)
Wątpliwości mnie zżerają a właściwie panika powiększająca się przed prawdziwym sprawdzianem w postaci wystawy!
 Człowiek zajęty dreptaniem w kółko, rozdrabnia się i nie widzi tego, co istotne. 
Myślę, że  twarde lądowanie na wsi miało decydujące znaczenie że teraz maluję.
Potrzebowałam obserwowania kozy i jej rodziny, pokochania psów, pojednania się z kotami i liczenia kurzych jajek aby dojrzeć do istoty spojrzenia. Twórcą byłam zawsze uprawiając zawód artysty plastyka ale artystą staję się dopiero teraz. Czas już pracować, tylko pracować i pracować.
Wcześniej nic nie wiedziałam, że rozwój w moim rozwojowym wieku tak bardzo jest męczący, ale wróciłam do intensywności życia sprzed trzydziestu lat, więc to rozwój, czy cofanie?

sobota, 15 lutego 2014

KOLEJNY OBRAZ DO CYKLU

Nie piszę często, bo rysuję i maluję w wielkim pośpiechu, bo czas gna. Teraz już nie będę pokazywać następnych obrazków. Musi być coś do odkrycia na żywo! Chłopca pokazałam szkic, a teraz chyba skończony. Pewnie po jakimś czasie jeszcze poprawię nos, który mi dzisiaj nie wychodził. Musi dobrze wyschnąć, a biel użyta przeze mnie na jego czubku akurat najdłużej schnie.
Znalazłam szkic zrobiony cztery lata temu. Sama widzę różnicę w moim rysowaniu.
2010 rok



W piątek było tylko kilkoro dzieci ze starszej grupy. Lubię takie zajęcia, bo o wiele więcej mogę przekazać wiedzy i widzę jak bardzo one ją wchłaniają. Obserwuję rozwój i to najbardziej mnie cieszy. Nie mogę pokazać ich rysunków, bo prace pójdą na konkurs.

 Za miesiąc prezentuję się seniorkom jak zostałam malarką. Mam zamiar tym razem poruszyć nieznane na tym terenie wątki mojego "bogatego" życiorysu.
Oczywiście mam już tremę, ale wiem, że grupa jest życzliwa w ocenie, częściowo mi znana z innych spotkań i cieszę się, że spotkało mnie takie wyróżnienie.
W czwartek na takim właśnie spotkaniu słuchaliśmy koncertu Jacka Mianowskiego opartego na utworach z wydanej właśnie płyty "Nie Jestem Aniołem".
To było bardzo miłe przedpołudnie. Piosenki Jacka i muzyka jego zespołu brzmiała na zmianę z wierszami o miłości naszych największych wieszczów, czytanymi przez przejęte pracownice Biblioteki Miejskiej. 
Nastrój spotkania spowodował, że po zakończeniu nikt nie miał zamiaru opuszczać sali.
 ( Och, gdyby też  tak było na moim spotkaniu!!!)

Tymczasem dwa dni przed Walentynkami wszystko wokół domu zrobiło się białe, bo wieczorna mgła osiadła i zamroziła wszystko, nawet najdrobniejsze krzewinki. Niestety był to ponury, szary dzień i zdjęcie robione w wielkim pośpiechu i nie widać bieli drzew. Śnieg jednak widać że u mnie ma się dobrze więc leży.

sobota, 8 lutego 2014

PRAWDZIWE OBLICZA ZIMY

Do cyklu
W tym roku  można zaobserwować niezwykłe zjawisko szklistej, lodowej powierzchni śniegu zalegającego na polach. Plusowe temperatury topią wierzchnią warstwę a wieczorne minusy zamieniają w tafle lodu, błyszczącego potem w słońcu. Po prostu  bajka!

Siedziałam cicho, bo stres związany z różnymi kłopotami zawsze zamyka mi usta.
Najbardziej dawał mi się we znaki strach pokonywania śnieżnych przestrzeni w mojej Biedronce która miała tylko letnie opony, bo zimowych po prostu nigdzie nie mogłam dostać
(oczywiście chodzi o odpowiednią cenę). Nietypowy ich wymiar skutecznie ograniczył możliwości. Po dwóch tygodniach poszukiwań otrzymałam od syna telefon: -"mamuś, przyjeżdżaj, czekają na ciebie!"
Za dwa dni planowo miałam wyjazd 30 km przez boczne drogi na zajęcia, wcześniej MUSIAŁAM być w Warszawie, bo zobowiązałam się przywieść elementy do sali na chińskiego Sylwestra.  Nie ma rady, żadne komunikaty o zamieciach już nie mogły mieć wpływu na moją decyzję.
Przerażona sytuacją zapakowałam się do autka. Z podwórka nigdy bym nie wyjechała bez pomocy silnych ramion A. Nawet 5 cm śniegu stanowiło dla mnie przeszkodę nie do pokonania. Gdy przejechałam już najgorszy dojazdowy kilometr do głównej trasy w radiu usłyszałam komunikat o potężnym wypadku autobusu kilkaset metrów dalej (ale w stronę Gdańska, a nie Warszawy). Pozioma warstwa nawiewanego śniegu tworzyła dodatkowo scenerię z filmów grozy.
Gdy dojechałam do Warszawy poczułam, że moje ręce będące w jakimś skurczu na kierownicy ledwie się rozginają. Myśląc, że najgorsze za mną już spokojnie dojeżdżałam do warsztatu. Skręciłam w bramę, od celu dzieliło mnie już 100 metrów.
Ale dopiero tu rozpoczęła się prawdziwa szalona jazda. Właściciel posesji zajęty budową własnego domu nie miał czasu na odśnieżanie, czy czyszczenie dojazdu do wynajętych pomieszczeń dla firm. Lodowe muldy dochodzące do 30-40 cm wysokości na przemian z wybitymi kawałkami lodu  pokrył świeży śnieg. Uliczka dojazdowa jest wąska i w wielu miejscach parkują samochody. Należy jechać PROSTO.
Nie uwierzycie ale zaczęłam się głośno, histerycznie śmiać, gdyż nie miałam żadnego wpływu na kierunek jazdy samochodem. Jechałam jednak na tyle wolno, że może koleiny i doły poprowadziły  mnie do celu a może modląc się po drodze wyprosiłam pomoc.
Wieczorem otrzymałam wiadomość, że zajęcia są odwołane a ludzie którzy jeżdżą do Mławy do pracy jechali tam te 30 km ponad 5 godzin. Zaspy zupełnie sparaliżowały komunikację.
Po tygodniu, (wczoraj) jechałam ich trasą, śnieg odgarnięty na boki i trzeci dzień dużych, dodatnich temperatur. Widoki jednak przeczą grzejącemu słońcu więc stanęłam i zrobiłam zdjęcia przypadkowemu fragmentowi chociaż prawie cała droga tak wyglądała. Zdjęcia robiłam nie wysiadając z samochodu, bo tak właśnie widzi to kierowca.

A wydawało mi się że mieszkam daleko od lubelskiego.





sobota, 1 lutego 2014

DO CYKLU


Dziękuję wszystkim za opinie napisane w komentarzach pod poprzednim postem. Wróciła chęć do malowania. Naszkicowałam kolejny obraz na wystawę, którą kompletuję konsekwentnie.Jak zwykle, robię mniejsze rysunki z tego samego cyklu. Zaczyna się już kształtować jej zarys. To jedna z trzech ekspozycji w tym roku. Będzie się sporo działo wokół niej. Gdy już będzie wiadomo wszystko w szczegółach dam dokładne informacje z dużym wyprzedzeniem.