Obserwatorzy

czwartek, 12 grudnia 2013

ŚWIĄTECZNE PRZYGOTOWANIA


Otrzymałam nagrodę konkursową -książki, które mnie bardzo ucieszyły. Wiem już z czym będę usypiać. Są to "Dzienniki 1945-1950" Agnieszki Osieckiej, "20 Lat Nowej Polski w Reportażach"
Mariusza Szczygła oraz zdobywcy Paszportu Polityki Mikołaja Łozińskiego "Książka".
Cudownie, że idą Święta i będę mogła bezkarnie zatopić się w lekturze.

Przygotowania do Gwiazdki pełną parą! 

Starsza grupa zrobiła piękne bombki z pasków białego papieru. Na bombce były zdobienia własnego pomysłu. Jestem pewna, że choinka nabierze innego wymiaru z tą ozdobą. Wcześniej wszystkich poprosiłam o pomoc przy ustrojeniu choinki na Miejską Wigilię, która odbędzie się w sobotę, 14 grudnia. Ozdoby mają mieć określony charakter nawiązujący do widowiska.













 Nie będę zdradzała tajników, zrobię zdjęcia dopiero przystrojonego drzewka. Wszystkie zabawki, tak jak papierowe bombki są mojego pomysłu.











Maluchy kleiły choinki z Mikołajem, bałwanem, śniegiem i prezentami.








 Tymczasem w Radzanowie nowo zorganizowana  grupa dzieci przychodzi regularnie na zajęcia.  Maluchy kleiły swoje teczki na rysunki makaronowym imieniem , które potem ja pryskałam na złoto. Starszyzna, rysowała z ozdobnikami imię i nazwisko. Wszystkie teczki wykańczaliśmy razem tak, aby miały piękne rączki do zawieszenia, lub noszenia.

Tylko jedno podejście do obrazu kończy moje zmagania z furtką do........... Pokażę za dwa dni.





czwartek, 5 grudnia 2013

JA ???? MAM GWIAZDKĘ!

Tak zapytałam zszokowana, gdy w słuchawce miły głos powiedział:
- Pani Joanna? 
- tak odpowiedziałam niepewnie, nie wiedząc co usłyszę.
- dostała pani nagrodę w konkursie Piszemy+.
- ja????

W listopadzie wysłałam tekst o ukochanym dziadku Marcelim, tak, aby nadawał się na konkurs.
Oto ten tekst i link do opinii oceniających teksty profesjonalistów. Nadesłano 87 tekstów. Ja jestem w drugiej szóstce. Nagrodą są książki. Nie mogę się doczekać. Czyli już mam Gwiazdkę!!
                            

 OBRAZ
                                                    dziadkowi  Marcelemu (Nałęcz) Dobrowolskiemu

Szłam w starych sandałkach a z nich  wystawały moje  czarne od ziemi paluchy. Wpatrywałam się ze skupieniem w teren tuż przed nimi. Piękny, letni, słoneczny dzień powodował kompletną beztroskę w moim myśleniu. Skupiałam się na kopczykach kretów wyrastającymi jeden obok drugiego na całej łące. 
 Kasetę z farbami dziadzia Marcelego traktowałam jak skrzynię pirackich skarbów . Właśnie dzisiaj dane mi było w nagrodę taszczyć ją za dziadziem na jego plenerową wyprawę.    Przeskakiwałam przez kolejny kopczyk a kaseta  wisząca na rzemiennym pasku, uderzała mnie boleśnie po łydkach.  Nie spoglądałam na idącą przede mną wielką sztalugę z ciągnącym się z nią taboretem i wystającymi  spoza tego dziwnego rusztowania, stopami dziadka.
     Dzisiaj po 60 latach maluję portret i gdy siadam przy tej samej sztaludze i biorę do ręki pędzel z tej samej kasety, wciąż widzę taki właśnie obraz z przeszłości, a kaseta do dzisiaj nie straciła nic ze swej wyjątkowej  wartości skarbu.  
Nie mogę uwierzyć że to nie było wczoraj, gdy się pytałam:
- Dziadziusiu, a jak namalować tego dzięcioła, żeby było widać, że tak szybko uderza dziobkiem w drzewo? 
Odpowiedź zagłusza mój głośny szloch . Woda do płukania pędzelka zalała  cały narożnik kartki, a tam właśnie  miały siedzieć sikorki.
Wtedy miałam 6 lat, a dziadziuś Marceli cierpliwie i  z wielką czułością ocierał mi łzy. Potem prostował pofałdowaną, kartkę nabrzmiałą od rozlanej wody. Uczył i pokazywał jak wybrnąć z katastrofy i narysować ukochanego  dzięcioła, dla którego jedno z drzew pod oknem było najlepszą zimową stołówką. Tyle razy siedzieliśmy razem przy tym oknie obserwując ptaki przylatujące do karmnika! Malowaliśmy je. Dziadziuś akwarelami, ja swoimi farbkami, nieudolnie.
    Dziadziuś Marceli rozwiązywał każde trudne zagadnienie dotyczące rysunku i malarstwa. Był też znawcą historii sztuki, języka polskiego, łaciny, greki, rosyjskiego, hebrajskiego. Recytował ogromne fragmenty poezji w tych językach i zawsze wiersze brzmiały melodyjnie i jakoś niezwykle.
   W  strofach chyba „Stepów Akermańskich”  Mickiewicza ktoś miał laurowy liść a po hebrajsku brzmiało: „bobkowy liść” ! W  recytowanej z patosem poezji ten liść bobkowy doprowadzał mnie zawsze do wybuchu nieopanowanego śmiechu.
     Wokół dziadka Marcelego zawsze zbierali się ciekawi ludzie z samej najwartościowszej elity intelektualnej. Wcześniej w czasach studenckich gdy mieszkał w Krakowie przyjaźnił się z Jackiem Malczewskim, który został chrzestnym ojcem mojej mamy. Wielu sławnych artystów tamtej epoki ceniło zdanie dziadzia  i podziwiało jego prace malarskie.
    Im więcej lat upływa od dnia, gdy go nie ma wśród nas, tym częściej chciałabym się o coś ważnego zapytać i tylko on znałby właściwą odpowiedź.
- Dziadziu, jak rozrabiałeś szelak? Co robiłeś, że klej z granulek tak pięknie się rozpływał?
- Jak kładłeś tym dużym pędzlem kolor liści, że nabierały głębi i powietrza?
- Co sądzisz o moim ukochanym Słowackim?  I jaka jest recepta na Twoją nalewkę z gruszek?
    Jego  fotel  był granicą dla złych mocy. Tam była moja forteca i tam miałam swój wysiedziany stołeczek. Tam nikt nie mógł zrobić mi krzywdy!
Czasami wdrapywałam się na oparcie fotela i przeszkadzając mu w pracy nad kolejnym artykułem lub rysunkiem pytałam konspiracyjnie:
- Powiedz mi w  tajemnicy, kiedy sprzedaż obrazek i przywieziesz kostki rachatłukum? ????
Całe życie byłam łakomczuchem a dziadziuś nie zważając na dramatyczne ubóstwo w jakich znalazła się cała rodzina, gdy dostał jakiekolwiek wynagrodzenie kupował mi zawsze najlepsze kąski,  .
- Tatusiu, przecież mamy wciąż długi w sklepiku i za mieszkanie! - mówiła z rozpaczą  moja mama . – Nie wiem za co kupię cokolwiek na obiad dla naszej pięcioosobowej rodziny! - Słyszę straszny żal w jej głosie.
  Te łakocie od dziadka Marcelego odwracały dziecięcą uwagę od najtrudniejszego okresu moich bliskich. Teraz też zdarza się, że mam ochotę wdrapać się na poręcz fotela i zapytać:
-dziadziu, kiedy?   …
Cisza…Nie ma Cię tu..
A jednak zostałeś.  Zostałeś we mnie, dziadziu.
Mierzę  świat Twoją estetyką, maluję kierując się Twoimi zasadami, krytykuję według Twoich argumentów.  I choć dawno już nie słyszę Twojego  głosu i nie korzystam z  czułej ochrony, to wszystko pamiętam.   Pamiętam, bo tak duża część duszy jest od Ciebie.
Teraz, kiedy coraz lepiej znam topografię cmentarzy , dojrzałam i zrozumiałam sens wielu Twoich słów których wtedy nie usłyszałam.  Miłość w którą mnie wyposażyłeś noszę wciąż jak talizman, i przekazuję  powolutku moim wnukom, aby i one poczuły piękno Twojej duszy..

A to link do recenzji fachowców:  http://www.piszemyplus.pl/aktualnosci.php

DIALOGI NA DWIE NOGI

Pędziłam autkiem do Warszawy. W myślach wyliczałam: psy nakarmione, do kominka dołożone, żelazko wyłączone, forma zabrana. Żebym tylko nie zapomniała kupić sklejki!
 Nagle myśli zawróciły do sytuacji sprzed kilku godzin: 
Coś mi szumiało koło zlewu, jakby gotowała się woda. Zaczęłam nadsłuchiwać i pomyślałam, że może bojler elektryczny sfiksował i gotuje wodę. Poszłam do pralni i przykręciłam temperaturę. Wróciłam do kuchni i w rozpędzie wdepnęłam w szybko rozprzestrzeniającą się kałużę na ziemi. 
Jak zawsze  w takim momencie A. nie było w domu.
 Zebrałam wiadro wody. Musiałam szybko sama rozebrać listwy pod szafkami, bo zaraz by nasiąkły i zgniły. Żeby się do nich dostać trzeba było wyjąc wszystko z szafki, bo tylko tam była dziura, duża na moją rękę wyposażoną w specjalny kijek. Wtedy wypchnęłam je od środka.
 - Jeszcze ta rurka jest do kupienia, żeby tylko nie zapomnieć! - notowałam w myślach.
Co by było, gdyby mnie nie było a ona by pękła???!!!!

To cholerna tandeta! - usłyszałam głośną uwagę, która wyrwała mnie  z zamyślenia! Jeszcze bardziej zaskoczyło mnie, że to ja sama na głos to powiedziałam. Jak to możliwe? Czy ja już mówię głośno do siebie? To już w myśli nie wystarczy? Może zacznę się ze sobą kłócić? Nie!!!!
Pamiętam swoją ukochaną nauczycielkę od polskiego. Miała wtedy już swoje lata, pewnie około siedemdziesiątki, gdy szła ulicą i mówiła na głos do siebie. Ogarniało mnie wtedy przerażenie, bo za nic w świecie nie chciałam, aby ktoś się z niej śmiał, a ta sytuacja aż się o to prosiła. Teraz też się przestraszyłam, że oprócz widocznych znamion nadchodzącej biegiem starości, jeszcze będą słyszalne jej symptomy?
Czy to starcza demencja? Czy oznaka samotności? Czy pod sufitem robi się nierówno?  
Jak tak dłużej nad tym rozmyślam to doszłam do wniosku, że rozmowa samemu ze sobą to chyba najprzyjemniejszy dialog! To jedyna stuprocentowa sytuacja kiedy dochodzi się do porozumienia.
 Trudno jest tylko podać sobie prawice.
 No zawsze można połączyć prawicę z lewicą. Niby proste - ale  brzmi tak pięknie, że aż nieprawdopodobnie!.

wtorek, 26 listopada 2013

TWARZE




Ostatnio malowany obraz to portret Basi. Potem szkicowe róże dla odpoczynku. Obydwie prace olejne. Portret 40 x 50 cm, róże 40 x 60 cm.
Teraz, może nieskromnie, ale przypominam że za miesiąc święta i wkładamy coś pod choinkę. Portret w każdej formie jest miłym prezentem zawsze trafionym. Niby można poczekać na urodziny, imieniny, Komunię, lub ślub, ale co pod choinkę???. 
U mnie wciąż praca, która mnie lubi i ja ją chyba też. Mam nową grupkę dzieci w innej miejscowości. Nowe wyzwanie. Jesteśmy po pierwszym spotkaniu. Dzieciaki pełne pomysłów, zaskakują i przyjemnie z nimi pracować. 

niedziela, 17 listopada 2013

KRYTYKA

Wiecie wszyscy, jak źle znoszę krytykę. Tylko opinia kilku, wybranych osób jest dla mnie ważna i mam do niej zaufanie. Tym razem pełna entuzjazmu walnęłam szkic na dużym formacie. Sprawa dotyczy furtki i muru. 
Widzę w duszy, czy w głowie, czy gdziekolwiek mam zapisany ten obraz we mnie i już go uwielbiam. Okazało się, że patrzący na niego w rzeczywistości, nie mając pojęcia jak on będzie wyglądał i skrytykowali go od A do Zet. Na mój argument, że w tym murze dramatycznie bolesnym, za furtką otwiera się raj,  dowiedziałam się, że widać ruinę w większości i kawałek pniaka i coś co jest trawnikiem przez mało ciekawą furtkę , to nie raj i mam z tym sprawę zakończyć i malować inny temat.
Może w tym jest dużo racji, bo tu znowu wiele różnych szczegółów musi zagrać, żeby wrażenie było na miarę moich zamysłów. Odkładam obraz za szafę, abym codziennie go nie oglądała i biorę się za następny, jeszcze bardziej ambitny.
Ten szkic może nie powinnam pokazywać bo A. powie, że świadomie się kompromituję, ale lubię  prowokacje. I zupełnie nie oczekuję pochwał!!  Tego typu szkic, jest dokładnie dla autora, bo zaznacza w jakich miejscach co ma być, ma tylko sens zaznaczony na wielkim płótnie. Już widać, że ciemna częśc muru powinna być po lewej stronie a jasna po prawej itd.........
 Ale, żeby nie było, że się lenię, to pokazuję portrecik ołówkowy pana Leszka.

czwartek, 14 listopada 2013

MOJE ORŁY MALUJĄ ORŁY

Jak tu ich nie kochać, powiedzcie sami. Nawet czwórka sześciolatków zrobiła ten wyczyn. Aby sprawdzić skalę trudności weź ołówek i spróbuj narysować  nasze godło na kartce A3.















niedziela, 10 listopada 2013

ZMALOWAŁAM I JESZCZE ZMALUJĘ

Nie powinnam jeszcze pokazywać tego obrazu, bo rower nie skończony. Muszę posiedzieć przy nim i dopiero go postarzeć i wygłaskać tak jak na to zasłużył. Potrzebuję wprowadzić do niego więcej słońca, ale to wszystko dopiero, gdy wyschnie.
Ten rower zobaczyłam kiedyś na zdjęciu w blogu Laviolette i zakochałam się w nim od pierwszego spojrzenia. Laviolette pozwoliła mi go malować.
 Dziękuję Ci jeszcze raz!!! 
Niestety w domu nie jest teraz za ciepło i obraz nie schnie w takim tempie jak w lecie. Muszę czekać. Odkładam go więc na chwilę.


Zaraz zabieram się za drugi, do którego fragment wykorzystam ze zdjęcia z blogu Rodorka. Bardzo, bardzo dziekuję.  Jak widzicie korzystam z wszystkiego co u Was zobaczę. Mam nadzieję, że nie będziecie żałować pozwolenia!
Ten drugi będzie zatytułowany Furtka.  Taką furteczkę zobaczyłam kiedyś na spacerze, pod Warszawą, od razu postanowiłam ją namalować, ale ona sama to za mało. Gdy teraz u Rodorka zobaczyłam mur o niezwykłym klimacie postanowiłam obydwa elementy połączyć ze sobą, Może się uda.
Ten obraz, tak jak następny z furtką mają wymiary 120 x 70 cm i są malowane olejnymi farbami.

sobota, 9 listopada 2013

SERWETKI I KOMIKSY

Muszę pokazać co moje dzieciaczki tworzyły w pocie czoła. Co wtorek 15-18 maluchów w wieku 5-9 lat zostawia swój dorobek, który autentycznie szokuje mnie zawsze swoim rozmachem, pomysłowością i treścią. Pierwszy temat to wymyślenie bohatera, nadanie mu imienia i narysowanie z nim KOMIKSU, czyli historyjki.




Kolejny temat to serwetki wycinane i naklejane na specjalne tło, tak aby zrobić
 "haftowany obrus"




Teraz pokażę zmagania poniedziałkowej grupy , starszych wybranych,
 którzy idą w przyspieszonym tempie.

Pierwszy, to obrazek pokazany przeze mnie czarno-biały.
Należało go narysować ale dodać kolory jesieni.
Zapewniam, że nie jest to łatwe.

 Tutaj ustawiona martwa natura z moim ukochanym misiem.
 Chodziło o kolor, kompozycję i wierność materiału.

 Tutaj nauka perspektywy, tak trudnej do zrozumienia
 i wyobrażenia sobie w szczegółach.

Patrząc na ciężką pracę każdego z moich uczniów nie pozostaje mi nic innego, jak tylko w resztę dni tygodnia trzymać pędzel i machać nim skutecznie. Za parę dni pokażę i ja co w tym czasie "zmalowałam".



piątek, 1 listopada 2013

INTERNETOWA STRONA http://joannaart.eu/


http://joannaart.eu/

Siedzę i "dziergam" swoją stronę internetową. Publikuję jej adres, gdyż już dużo widać. Jeszcze nie ma wcale działu rzeźby tłumaczenia życiorysu i podpisów pod Żydami na polskiej wersji ( więc trzeba kliknąć na angielską flagę na górze, po prawej stronie) Pewnie jeszcze kilku rzeczy brakuje, okaże się za chwilę. Nie wszystko też "chodzi" jak należy.  Jednak cały czas uzupełniam i buduję.
Oczywiście brakuje wielu portretów, ale jeśli ich nie ma, to znaczy, że właściciele nie zgadzają się na publikację.

środa, 30 października 2013

DOPÓKI PAMIĘĆ

- Dziadziusiu, a jak namalować tego dzięcioła, żeby było widać, że tak szybko uderza dziobkiem w drzewo?  spytałam, ale w tej samej chwili wybuchłam płaczem. Woda do płukania pędzelka zalała mi cały narożnik kartki, a tam właśnie  miały siedzieć sikorki.
Miałam 6 lat, a dziadziuś Marceli cierpliwie i  z wielką czułością ocierał mi łzy. Potem prostował pofałdowaną, kartkę nabrzmiałą od rozlanej wody. Uczył i pokazywał jak wybrnąć z katastrofy i narysować ukochanego  dzięcioła, dla którego jedno z drzew pod oknem było najlepszą zimową stołówką. Tyle razy siedzieliśmy razem przy tym oknie obserwując ptaki przylatujące do karmnika! Malowaliśmy je. Dziadziuś akwarelami, ja swoimi farbkami, nieudolnie.
Dziadziuś Marceli rozwiązywał każde trudne zagadnienie dotyczące rysunku i malarstwa. Był też znawcą historii sztuki, języka polskiego, łaciny, greki, rosyjskiego, hebrajskiego. Recytował ogromne fragmenty poezji w tych językach i zawsze wiersze brzmiały melodyjnie i jakoś niezwykle. 
 W  strofach chyba „Stepów Akermańskich”  Mickiewicza ktoś miał laurowy liść a po hebrajsku brzmiało: „bobkowy liść” ! W  recytowanej z patosem poezji ten liść bobkowy doprowadzał mnie zawsze do wybuchu nieopanowanego śmiechu.
Wokół dziadka Marcelego zawsze zbierali się ciekawi ludzie z samej najwartościowszej elity intelektualnej.
Im więcej lat upływa od dnia gdy Go nie ma wśród nas, tym częściej chciałabym się o coś ważnego zapytać i tylko on znałby właściwą odpowiedź.
- Dziadziu, jak rozrabiałeś szelak? Co robiłeś, że klej z granulek tak pięknie się rozpływał? Jak kładłeś tym dużym pędzlem kolor liści, że nabierały głębi i powietrza?  Co sądzisz o moim ukochanym Słowackim?  I jaka jest recepta na Twoją nalewkę z gruszek? 
Wiem, że mama czeka na pieniążki, żeby oddać długi w sklepie, ale powiedz mi w  tajemnicy  kiedy sprzedaż obrazek i przywieziesz kostki rachatłukum? ???? Cisza…Nie ma Cię tu...

Dzisiaj już jestem pewna, że  coś we mnie zostało z Ciebie, dziadziu.  Mierzę  świat Twoją estetyką, maluję kierując się Twoimi zasadami, krytykuję według Twoich argumentów.  I choć dawno już nie słyszę Twojego  głosu i nie korzystam z  czułej ochrony, to wszystko pamiętam.   Pamiętam, bo tak duża część duszy jest od Ciebie. 
Teraz, kiedy coraz lepiej znam topografię cmentarzy , dojrzałam i zrozumiałam sens wielu Twoich słów których wtedy nie usłyszałam.  Miłość w którą mnie wyposażyłeś noszę wciąż jak talizman, i przekazuję  powolutku moim wnukom, aby i one poczuły piękno Twojej duszy..

sobota, 26 października 2013

OKTOBERFEST

- Nie pójdę więcej do tej szkoły i chyba zrezygnuję z nauki. – oświadczył rodzicom w połowie stycznia zeszłego roku. Potem się rozpłakał.
 Szok. Wcześniej, jeszcze  w gimnazjum cieszył się doskonałą opinią i otrzymywał średnią w najwyższej przedziałce. Lubił się uczyć i nauka nie sprawiała mu żadnych trudności. Wielokrotnie, gdy o cos zapytał z zadanych lekcji, oczekiwał dokładnych i rzetelnych odpowiedzi, wykraczających daleko poza obowiązkową wiedzę. Chodził cały czas na lekcje rysunku, marząc o Architekturze.
- Ale co się stało???- Pytali rodzice.
W baaardzo renomowanej szkole, którą długo wraz z rodzicami wybierał (miał wystarczająco dobre swiadectwo) , jego renomowani koledzy stworzyli kastowość  społeczną.  Miernikiem były zarobki rodziców, a właściwie  możliwości wydawania  ich majątku przez dzieci. Mój wnuk został zaliczony do „plebsu”, gdyż stanął w obronie niezamożnego kolegi i nie chciał uczestniczyć w bibkach u innych.
Został w towarzystwie tegoż kolegi, który jednak, gdy go czasami zaproszono, wyłamywał się pozwalając drwić z siebie. 
Wnuk wrażliwy, o delikatnym wnętrzu  poczuł się tak samotny i tak upokorzony , że załamał SIĘ KILKA MIESIĘCY PRZED MATURĄ. Powiedział, że robił wszystko co w jego mocy, ale dłużej już nie wytrzyma. Zrobiliśmy naradę rodzinną i przyznam, że miałam duży wpływ na podjęte decyzje.  
Wnuk pojechał do szkoły społecznej czyli płatnej  ( w innych czyli w państwowych nie chciano wcale słuchac o przyjęciu !!!!!!!!!!)  Tam po bardzo długiej i ciekawej dla OBU stron rozmowie natychmiast go przyjęto. Postawiono mu szereg warunków. Dodatkowy język  trzeba było nadrobić w krótkim terminie (od trzech lat nie miał nic do czynienia z tym językiem)
 Dodatkowo jeden z  przedmiotów musiał być w programie rozszerzonym, a miał do tej pory normalny program. Itd. Itd….duzo było! Wszystko działo się w okresie dwóch miesięcy bo przecież zaczynała się jego matura.
Gdy dotarł do matury, zaskoczył wszystkich swoją wiedzą i poziomem jej zdania.
Na egzaminie na wymarzony wydział był w ŚCISŁEJ CZOŁÓWCE! Teraz ma już indeks i szczęśliwy studiuje.
Studiowanie, to okres, kiedy wkracza się również w dorosłe życie towarzyskie. 
Zaproszono go na parapetówkę u jednego z kolegów. Wymyślono hasło: przebieranki w stylu Oktoberfest, czyli inaczej, po naszemu:  Święto Piwa.  
Na skompletowanie stroju, zjedzenie i wykąpanie się  po powrocie z wykładów Kuba miał godzinę. 
- Babciu, błagam, skróć mi te czarne jeansowe spodenki o 5 cm! – krzyknął pomiędzy łazienką a pokojem.
W łazience, ze sznurka  ściągnął białą podkoszulkę z długim rękawem, zawiązał na szyi  czerwony krawat, dołożył rozpiętą kamizelkę od garnituru. Na nogi wciągnął grube podkolanówki z napisami, a na głowę czapeczkę z podwiniętym rondkiem do którego babcia
 (czyli ja) wszyła pióropusz z trawy z wazonu.
Gdy wkroczył do kolegi, wszyscy zgodnie  uznali, że znowu ma najlepszy ubiór ( tak jak na Fuksówce , czyli pierwszym balu studenckim na Wydziale, gdzie są zawsze przebieranki). 
Tak wyglądał, (zdjęcie zrobione przy lampce, na kanapie, bo tylko tam było miejsce oświetlone) w biegu jak już miał wyjść. Szkoda, że nie zrobiłam zbliżenia "kapelusika"! Strój dopełniały wyjściowe trzewiki do kostki.
Jestem szczęśliwa, że czasami mogę uczestniczyć  w jego życiu jako doradca i to nie tylko, gdy chodzi o bale przebierańców, ale i o poważne tematy rozpraw o sztuce i literaturze. 
Bardzo Go kocham.

środa, 23 października 2013

BEZ POSTOJU

Cały czas coś się dzieje. 
W zeszłym tygodniu w Ciechanowie, w Centrum Kultury odbył się wernisaż naszej wystawy lipcowej "Kolorowa Mława". Znowu usłyszałam wiele miłych słów na temat moich obrazów. Dwa z nich zostały na tą wystawę wypożyczone, bo nie są moją własnością. Umówiłam się, że moja indywidualna wystawa pojawi się tam zaraz po powrocie z Wilna.
Wileńska wystawa,  już nabiera kształtów i wymusza na mnie tempo pracy.  Załatwiamy z moją siostrą Wandą autokar z biura podróży, aby chętni mogli zwiedzić Wilno i Troki a przy okazji być na naszym wernisażu w dniu 10 kwietnia przyszłego roku. Wszystkie szczegóły, cenę daty i inne dane umieszczę bliżej wyjazdu. Teraz jest mowa o około 500zł - koszt trzy dniowej wycieczki.
Skorzystałam ze świetnego zaproszenia na warsztaty pisarskie. Dowiedziałam się kilku ważnych spraw. To był pożytecznie spędzony dzień.   https://www.facebook.com/stowarzyszenie.koncentrat/photos_stream
Namalowałam kolejny portret pastelami i zaczęłam drugi, olejny.
Ostatnie dni pochłonęły mnie przy konstruowanej przez mego syna, mojej stronie internetowej. 
Wiadomo strona w dzisiejszych czasach musi być. Adres jej już działa, ale jeszcze nie mam obrobionych zdjęć, gdyż wcześniejsze prace fotografowane były bardzo kiepskim sprzętem. Za parę dni podam adres i pochwalę się zgromadzonym dorobkiem . 
A dzisiaj jak zawsze miałam spotkanie z 20 osobową gromadą. Muszę wam to pokazać.
Temat to WESOŁA DYNIA NA HALLOWEEN  Miała się uśmiechać.   
 Przerobione przez nas zwyczaje z antypodów nabierają całkiem sympatycznego znaczenia. Mamy prawdziwe święto dyni!