Obserwatorzy

piątek, 1 listopada 2013

INTERNETOWA STRONA http://joannaart.eu/


http://joannaart.eu/

Siedzę i "dziergam" swoją stronę internetową. Publikuję jej adres, gdyż już dużo widać. Jeszcze nie ma wcale działu rzeźby tłumaczenia życiorysu i podpisów pod Żydami na polskiej wersji ( więc trzeba kliknąć na angielską flagę na górze, po prawej stronie) Pewnie jeszcze kilku rzeczy brakuje, okaże się za chwilę. Nie wszystko też "chodzi" jak należy.  Jednak cały czas uzupełniam i buduję.
Oczywiście brakuje wielu portretów, ale jeśli ich nie ma, to znaczy, że właściciele nie zgadzają się na publikację.

środa, 30 października 2013

DOPÓKI PAMIĘĆ

- Dziadziusiu, a jak namalować tego dzięcioła, żeby było widać, że tak szybko uderza dziobkiem w drzewo?  spytałam, ale w tej samej chwili wybuchłam płaczem. Woda do płukania pędzelka zalała mi cały narożnik kartki, a tam właśnie  miały siedzieć sikorki.
Miałam 6 lat, a dziadziuś Marceli cierpliwie i  z wielką czułością ocierał mi łzy. Potem prostował pofałdowaną, kartkę nabrzmiałą od rozlanej wody. Uczył i pokazywał jak wybrnąć z katastrofy i narysować ukochanego  dzięcioła, dla którego jedno z drzew pod oknem było najlepszą zimową stołówką. Tyle razy siedzieliśmy razem przy tym oknie obserwując ptaki przylatujące do karmnika! Malowaliśmy je. Dziadziuś akwarelami, ja swoimi farbkami, nieudolnie.
Dziadziuś Marceli rozwiązywał każde trudne zagadnienie dotyczące rysunku i malarstwa. Był też znawcą historii sztuki, języka polskiego, łaciny, greki, rosyjskiego, hebrajskiego. Recytował ogromne fragmenty poezji w tych językach i zawsze wiersze brzmiały melodyjnie i jakoś niezwykle. 
 W  strofach chyba „Stepów Akermańskich”  Mickiewicza ktoś miał laurowy liść a po hebrajsku brzmiało: „bobkowy liść” ! W  recytowanej z patosem poezji ten liść bobkowy doprowadzał mnie zawsze do wybuchu nieopanowanego śmiechu.
Wokół dziadka Marcelego zawsze zbierali się ciekawi ludzie z samej najwartościowszej elity intelektualnej.
Im więcej lat upływa od dnia gdy Go nie ma wśród nas, tym częściej chciałabym się o coś ważnego zapytać i tylko on znałby właściwą odpowiedź.
- Dziadziu, jak rozrabiałeś szelak? Co robiłeś, że klej z granulek tak pięknie się rozpływał? Jak kładłeś tym dużym pędzlem kolor liści, że nabierały głębi i powietrza?  Co sądzisz o moim ukochanym Słowackim?  I jaka jest recepta na Twoją nalewkę z gruszek? 
Wiem, że mama czeka na pieniążki, żeby oddać długi w sklepie, ale powiedz mi w  tajemnicy  kiedy sprzedaż obrazek i przywieziesz kostki rachatłukum? ???? Cisza…Nie ma Cię tu...

Dzisiaj już jestem pewna, że  coś we mnie zostało z Ciebie, dziadziu.  Mierzę  świat Twoją estetyką, maluję kierując się Twoimi zasadami, krytykuję według Twoich argumentów.  I choć dawno już nie słyszę Twojego  głosu i nie korzystam z  czułej ochrony, to wszystko pamiętam.   Pamiętam, bo tak duża część duszy jest od Ciebie. 
Teraz, kiedy coraz lepiej znam topografię cmentarzy , dojrzałam i zrozumiałam sens wielu Twoich słów których wtedy nie usłyszałam.  Miłość w którą mnie wyposażyłeś noszę wciąż jak talizman, i przekazuję  powolutku moim wnukom, aby i one poczuły piękno Twojej duszy..

sobota, 26 października 2013

OKTOBERFEST

- Nie pójdę więcej do tej szkoły i chyba zrezygnuję z nauki. – oświadczył rodzicom w połowie stycznia zeszłego roku. Potem się rozpłakał.
 Szok. Wcześniej, jeszcze  w gimnazjum cieszył się doskonałą opinią i otrzymywał średnią w najwyższej przedziałce. Lubił się uczyć i nauka nie sprawiała mu żadnych trudności. Wielokrotnie, gdy o cos zapytał z zadanych lekcji, oczekiwał dokładnych i rzetelnych odpowiedzi, wykraczających daleko poza obowiązkową wiedzę. Chodził cały czas na lekcje rysunku, marząc o Architekturze.
- Ale co się stało???- Pytali rodzice.
W baaardzo renomowanej szkole, którą długo wraz z rodzicami wybierał (miał wystarczająco dobre swiadectwo) , jego renomowani koledzy stworzyli kastowość  społeczną.  Miernikiem były zarobki rodziców, a właściwie  możliwości wydawania  ich majątku przez dzieci. Mój wnuk został zaliczony do „plebsu”, gdyż stanął w obronie niezamożnego kolegi i nie chciał uczestniczyć w bibkach u innych.
Został w towarzystwie tegoż kolegi, który jednak, gdy go czasami zaproszono, wyłamywał się pozwalając drwić z siebie. 
Wnuk wrażliwy, o delikatnym wnętrzu  poczuł się tak samotny i tak upokorzony , że załamał SIĘ KILKA MIESIĘCY PRZED MATURĄ. Powiedział, że robił wszystko co w jego mocy, ale dłużej już nie wytrzyma. Zrobiliśmy naradę rodzinną i przyznam, że miałam duży wpływ na podjęte decyzje.  
Wnuk pojechał do szkoły społecznej czyli płatnej  ( w innych czyli w państwowych nie chciano wcale słuchac o przyjęciu !!!!!!!!!!)  Tam po bardzo długiej i ciekawej dla OBU stron rozmowie natychmiast go przyjęto. Postawiono mu szereg warunków. Dodatkowy język  trzeba było nadrobić w krótkim terminie (od trzech lat nie miał nic do czynienia z tym językiem)
 Dodatkowo jeden z  przedmiotów musiał być w programie rozszerzonym, a miał do tej pory normalny program. Itd. Itd….duzo było! Wszystko działo się w okresie dwóch miesięcy bo przecież zaczynała się jego matura.
Gdy dotarł do matury, zaskoczył wszystkich swoją wiedzą i poziomem jej zdania.
Na egzaminie na wymarzony wydział był w ŚCISŁEJ CZOŁÓWCE! Teraz ma już indeks i szczęśliwy studiuje.
Studiowanie, to okres, kiedy wkracza się również w dorosłe życie towarzyskie. 
Zaproszono go na parapetówkę u jednego z kolegów. Wymyślono hasło: przebieranki w stylu Oktoberfest, czyli inaczej, po naszemu:  Święto Piwa.  
Na skompletowanie stroju, zjedzenie i wykąpanie się  po powrocie z wykładów Kuba miał godzinę. 
- Babciu, błagam, skróć mi te czarne jeansowe spodenki o 5 cm! – krzyknął pomiędzy łazienką a pokojem.
W łazience, ze sznurka  ściągnął białą podkoszulkę z długim rękawem, zawiązał na szyi  czerwony krawat, dołożył rozpiętą kamizelkę od garnituru. Na nogi wciągnął grube podkolanówki z napisami, a na głowę czapeczkę z podwiniętym rondkiem do którego babcia
 (czyli ja) wszyła pióropusz z trawy z wazonu.
Gdy wkroczył do kolegi, wszyscy zgodnie  uznali, że znowu ma najlepszy ubiór ( tak jak na Fuksówce , czyli pierwszym balu studenckim na Wydziale, gdzie są zawsze przebieranki). 
Tak wyglądał, (zdjęcie zrobione przy lampce, na kanapie, bo tylko tam było miejsce oświetlone) w biegu jak już miał wyjść. Szkoda, że nie zrobiłam zbliżenia "kapelusika"! Strój dopełniały wyjściowe trzewiki do kostki.
Jestem szczęśliwa, że czasami mogę uczestniczyć  w jego życiu jako doradca i to nie tylko, gdy chodzi o bale przebierańców, ale i o poważne tematy rozpraw o sztuce i literaturze. 
Bardzo Go kocham.

środa, 23 października 2013

BEZ POSTOJU

Cały czas coś się dzieje. 
W zeszłym tygodniu w Ciechanowie, w Centrum Kultury odbył się wernisaż naszej wystawy lipcowej "Kolorowa Mława". Znowu usłyszałam wiele miłych słów na temat moich obrazów. Dwa z nich zostały na tą wystawę wypożyczone, bo nie są moją własnością. Umówiłam się, że moja indywidualna wystawa pojawi się tam zaraz po powrocie z Wilna.
Wileńska wystawa,  już nabiera kształtów i wymusza na mnie tempo pracy.  Załatwiamy z moją siostrą Wandą autokar z biura podróży, aby chętni mogli zwiedzić Wilno i Troki a przy okazji być na naszym wernisażu w dniu 10 kwietnia przyszłego roku. Wszystkie szczegóły, cenę daty i inne dane umieszczę bliżej wyjazdu. Teraz jest mowa o około 500zł - koszt trzy dniowej wycieczki.
Skorzystałam ze świetnego zaproszenia na warsztaty pisarskie. Dowiedziałam się kilku ważnych spraw. To był pożytecznie spędzony dzień.   https://www.facebook.com/stowarzyszenie.koncentrat/photos_stream
Namalowałam kolejny portret pastelami i zaczęłam drugi, olejny.
Ostatnie dni pochłonęły mnie przy konstruowanej przez mego syna, mojej stronie internetowej. 
Wiadomo strona w dzisiejszych czasach musi być. Adres jej już działa, ale jeszcze nie mam obrobionych zdjęć, gdyż wcześniejsze prace fotografowane były bardzo kiepskim sprzętem. Za parę dni podam adres i pochwalę się zgromadzonym dorobkiem . 
A dzisiaj jak zawsze miałam spotkanie z 20 osobową gromadą. Muszę wam to pokazać.
Temat to WESOŁA DYNIA NA HALLOWEEN  Miała się uśmiechać.   
 Przerobione przez nas zwyczaje z antypodów nabierają całkiem sympatycznego znaczenia. Mamy prawdziwe święto dyni!











wtorek, 15 października 2013

ROZWESELAJĄCE




To właściwie obrazki do poprzedniego postu. Obrazki na "Dzień Dobry". Temat: Cała rodzina na wakacjach. Czy widzicie PŁYWAJĄCE mamę z córką na pierwszym obrazku?Dochodzę do wniosku, że nie ma nic lepszego na rozweselenie człowieka, jak rysunki dzieci. Ich rozmowy i powiedzonka wprawiają czasem w osłupienie dla prostoty i logiki myślenia. Podobnie jest z twórczością na papierze. Wybrałam tym razem po kilka prac z różnych tematów. Ta grupa liczy 18 osób i dopiero przeglądając w spokoju prace, widzę, że kilkoro to bardzo zdolne dzieciaki.  
Wczoraj po południu u nas była burza i gdy tak padał deszcz a chmury zakryły słońce, to obejrzenie prac tych małych łebków było jak balsam na duszę.Sprawdzicie sami.
Temat kolejny to Plac zabaw. Trudna technika bo wyklejanka z pasków kolorowego papieru. Pod koniec można było wzbogacić technikę. Zauważcie, że jeden plac zabaw pokazany jest NOCĄ.(nie poszlibyście tam się pobawić???)






Kolejne prace przedstawiają zwierzątka leśne, ale są i własne, które właścicielka kocha ponad życie -  np rybkę, która nie ma za bardzo wspólnoty z tematem, ale na naszych zajęciach nie ma to znaczenia!!! Kotek z plastikową miseczką jest bardzo leśny, zwłaszcza jego karma. Najbardziej leśnym okazał się jednak jeździec na rumaku 7-letniej Irminki i ten obrazek wklejam dla Gordyjki..Dodatkową atrakcją SĄ TEKSTY.










środa, 2 października 2013

POZNAJEMY SIĘ

Muszę napisać kilka słów na temat pierwszych w tym roku zajęć z dziećmi. Jak zawsze ze strachu czy podołam, najchętniej nie wyszłabym dzisiaj z domu. Im bliżej było do terminu spotkania, tym skurcz żołądka dawał się mocniej odczuć. No, ale nie byłabym sobą, gdybym nie podjęła wyzwania.....
Problem polegał na tym, że tegoroczne zajęcia muszą odbywać się gościnnie w szkole, w gimnazjalnej klasie historycznej, gdzie nikt nie przewidział małych artystów tworzących swoje arcydzieła. Cały Dom Kultury jest w remoncie na wielką skalę i musimy się wszyscy przemęczyć. 
Tydzień temu na zebraniu zapisało się na dzisiejsze zajęcia 18 dzieci i dochodzą wciąż nowe. Myślę, że kilkoro odejdzie - to normalna kolej rzeczy. Podjęłam próbę pracy z nimi w jednej grupie. Z tego powodu tak bardzo się denerwowałam.
 Dzieciaki świetne, pracowały nad wyraz zapamiętale i efekt ich wysiłków pozostał w formie potężnej sterty kolorowych rysunków. Z wrażenia nie zrobiłam zdjęć, ale nadrobię za tydzień. 
Tematem wiodącym i pierwszym było narysowanie całej rodziny z dobytkiem zwierzęcym, na tegorocznych wakacjach. W pierwszym momencie temat wydawał się być trochę karkołomny, ale nie dla sprytnych dzieciaczków! 
Oczywiście mój podstęp miał na celu dowiedzenie się w błyskawicznym tempie o dzieciach i ich rodzinach.
Powiem krótko: wszystko wiem. Wiem jaką modę lansuje wujek, jak nazywa się pies ( ten bez ogona), jakiego koloru włosy jeszcze na wakacjach miała mama i jak cudnie skrojone było jej bikini. Ponieważ wizja artysty dopuszczała zabranie ze sobą zwierzątek, więc zobaczyłam cudną welonkę w słoju, różnych braci i siostry, tych maleńkich w wózeczkach, i już chodzących. Mówię Wam warto było zaryzykować. Jeśli jednak ktoś pomyśli, że dzieci rysowały i kolorowały jeden temat przez półtorej godziny, to jest w błędzie. Został więc rzucony drugi temat: Kolory jesieni, a potem trzeci, Leśne zwierzątko, ale można było rysować też tematy ze swojej głowy. Aż żałuję że nie mogłam dłużej posiedzieć i nacieszyć się tymi obrazkami, z których tryskała kolorową fontanną radość życia. Cieszy mnie, że mam możliwość obserwować dzieci w ich radości tworzenia.

poniedziałek, 30 września 2013

CIERPLIWOSC


Ćwiczę cierpliwość swoją i pewnie wszystkich, którzy lubią tu zaglądać. Nie mam internetu. Piszę korzystając z okazji cudzych łączy. Jakiś czas to potrwa. 
Od jutra zajęcia z dziećmi, w całkiem nowych warunkach, bo remont MDK zmusił do zmiany miejsca zajęć  Moje zajęcia będą się odbywały się w Gimnazjum, w klasie. Zmieni to zdecydowanie charakter naszych działań. Zobaczymy.
Maluję, ale nie mogę ujawniać kogo.
 W sobotę uroczyście pokazaliśmy prace dzieci będących na plenerze sierpniowym w Ratowie. Tam właśnie odbył się festyn zorganizowany z okazji 330 rocznicy Zwycięstwa pod Wiedniem. Niezwykła uroczystość pięknie zorganizowana przez gospodarza kompleksu klasztornego w Ratowie.
Odbywa się co roku, gdyż w ołtarzu kościoła pod wezwaniem św Antoniego umieszczony jest obraz, który nosiła ze sobą horągiew uczestnicząca w walkach pod Wiedniem. Gdy obraz umieszczony pierwotnie w malutkiej kapliczce zaczął działać cuda, postanowiono przenieść go do kościoła, który specjalnie w tym celu został zbudowany. Jeśli pomyliłam jakieś drobne szczegóły, to przepraszam. Najważniejsze jest to, że kościół, to niezwykle piękny obiekt. Barokowe wnętrze wypełnia magiczny nastrój, gdy na początku mszy odsłaniany jest obraz z wizerunkiem św. Antoniego.
  Szkoda, że ludność miejscowa i rozległych okolic nie wpadła na pomysł, aby brać udział w tej arcyciekawej uroczystości. Największą, dodatkową atrakcją był piknik rekonstrukcyjny grupy  z Wilanowa. 
Można było nie tylko obejrzeć rekonstruktorów w strojach z epoki króla Sobieskiego, ale zobaczyć i kupić niezwykle pouczające książki wydrukowane przez wilanowskie wydawnictwo, wybić własnoręcznie okolicznościową monetę, zobaczyć stanowisko kucia podków i lania ołowianych kul. Było też i stanowisko rusznikarskie, łucznicze i nawet uczono jak złapać na arkan Tatarzyna!!!
 Każdy z rekonstruktorów potrafił bez końca opowiadać o tym jak to wtedy było. Stawałam i słuchałam i pytałam i nie mogłam odejść, tak mi się podobało! Rewelacja!! Niestety nie było zbyt wielu ludzi. Oczywiście dziennikarzy KULTURY też nie było, ci są przecież od krytyki a nie od oglądania.


piątek, 20 września 2013

SŁYSZYSZ JAK GRA?


Chyba skończony. Zobaczę rano przy dziennym świetle, ale chyba już nic nie zmienię.  To kolejny obraz na wystawę do Wilna. Kompletuję powoli ale systematycznie. Może coś z tego będzie. Technika olej, wymiary 50 x 60cm
A ten na sprzedaż. Pastelami, wymiary 30x40 , dochodzi oprawa.


wtorek, 17 września 2013

OŁÓWEK I GUMKA



Za chwilę zaczynam zajęcia z dziećmi, pewnie będę miała trochę mniej czasu na siedzenie przy klawiaturze, ale dzisiaj zrobiłam sobie ćwiczenia z ołówkiem i gumką. Docelowo miał pojawić się uśmiech, a co wyszło i jak było po drodze? Początek groźny i odrobinę kolorowy.


Początkowo miała to być młoda Żydóweczka do pary z młodzieńcem, ale potem jemu dodałam lat a jej odjęłam i już nikt do nikogo nie pasuje., chociaż uśmiechają się do siebie.





 



Życzę pogodnego uśmiechu, pomimo niepogody!! 
i.... po liftingu..

poniedziałek, 16 września 2013

ROZBIJAM SKORUPKĘ SMUTKU

Pomyślałam sobie, że skorzystam z rad  i brak słońca nie będzie miał nade mną takiego wpływu. Napalę w kominku, zrobi się miło, bo ciepło a za okno wcale nie muszę spoglądać. Łatwo powiedzieć.  
Wzięłam się do roboty. Narysować uśmiech ołówkiem - tak sobie pomyślałam.

sobota, 14 września 2013

JESIENNE DNI


Nie zdążyła jeszcze pomalować świata piękna, złocista polska jesień a zrobiło się smutno i depresyjnie. Siedzę więc w domu i maluję, częściej czarno-biało, bo przy tym świetle wszystko jest wciąż szare.
Na szczęście zamówienia zmuszają do tworzenia kolorowych obrazków, ratujących moje zmysły przed ogólną mgłą. Nie mogę pokazywać wszystkiego, co maluję, zwłaszcza portretów.





 Umieszczam więc Matkę Boską Zielną malowaną kredkami i ołówkowego, smutnego Żyda. Niech przyniesie parę groszy.