Obserwatorzy

czwartek, 29 października 2015

PRZYGOTOWANIA

W nagrodę za wysiłek przy swoich teczkach, (które jak będą skończone to pokażę), najmłodsi wyszli dzisiaj z zajęć w nakryciach głowy ozdobionymi według ich pomysłu..

***********************************

Od początku, czyli w październiku pracujemy nad naszym blokiem - teczką do której wkładać będziemy prace. Mam trzy grupy i salę dzielę z grupą taneczna, więc muszę zorganizować nam mądrze pracę. 
Na blokach jak zawsze znajdzie się imię i nazwisko, ale oprócz tego dzieci rysowały swój autoportret i rzeczywiście po nim już kolejny raz rozpoznałam co jest czyje ( bo nazwisk długo nie potrafię dopasować).
W większości bloki są skończone przez dzieci, teraz ja zabiorę się do połączenia dwóch stron i wklejenia im wzmocnienia do całości konstrukcji. 
Wszystko pokażę, ale nie teraz.  
*******************************************************
 Zanim przejdę do najważniejszej sprawy pokażę jeszcze matkę z synem. Prawda, że piękni??












********************************************************************************************
 A teraz tylko zdanie o tym z czym siedzę od kilku dni wciąż i wciąż i rozkładam i składam i dotykam i kompletuję i grupuję i ...rysuję raz kreski, raz kółka a raz nie wiadomo co....no bo przyszła paczka od Ataner!!!!
Nie pokazuję jeszcze całości, bo porozkładane wszystko w kupkach. Kombinuje nad samą ekspozycją i już jestem bliziutko.
 Chcę pokazać wszystkie ołówki ale z sensem w całości. Pomyślałam sobie, że rzeczywiście ogłoszę przyjmowanie dalszych eksponatów, ale z niech będą to ołówki tak zwane wieczne, czyli oprawki do grafitów wszelkiej maści. Sama mam taki srebrny mojej babci, który jest świetny na początek dalszego ciągu ekspozycji.
ATANERKU I p. NIE GNIEWAJCIE SIĘ ŻE ZWLEKAM ZE SPECJALNYM POSTEM  O NIEZWYKŁEJ KOLEKCJI OŁÓWKÓW.
ps. bardzo chciałam zapytać jeszcze dodatkowo p. o specjalne historie, które pewnie związane są z niektórymi eksponatami. Zapytam o to Was bezpośrednio.
*************************************************************************************** Dzisiaj też oddałam do Mławskiej skrzyni czasu portret zrobiony w ołówku. Nie zapytałam jednak czy mogę go opublikować. Okaże się 11 listopada, gdy Skrzynia uroczyście będzie zakopywana.
Skrzynia Czasu, to taka idea, aby zakopać pewne przedmioty przyniesione przez mieszkańców specyficzne dla tych lat i dla miasta aby za sto lat je odkopać i oddać tym którzy zgłoszą się z certyfikatem ( potomkowie składających do skrzyni).
*************************************************************************************
Maluję trzy obrazy. Okazuje się że tak lepiej, bo jak jeden schnie to można w tym czasie pracować z drugim. Właściwie wszystko to są portrety. Każdy inny i każdy unikalny. Namalowałam dwa inne w ołówku. Jeden do skrzyni czasu, drugi dla znajomej. 
*************************************************************************************
Opracowałam historię GRHLC Mława, aby też można było ją schować do Skrzyni Czasu, gdzie wraz z nią dodatkowo damy płyty.
************************************************************************************
Tyle na ten miesiąc. Przede mną różne ciekawe propozycje o których będę opowiadać na bieżąco.

czwartek, 22 października 2015

CZERWONE JAK OGIEŃ

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1662956080617740&set=pcb.1662956590617689&type=3&theater 
To piękne zdjęcie autorstwa Krysi Zwolskiej przypomniało mi pewną historię.
Tuż po dyplomie poczułam potrzebę namalowania obrazu i jego tematem stały się trzy klonowe, czerwone jak ogień liście. Liście mieniły się czerwienią, pomarańczem, i już nie wiem jakimi kolorami, fakt faktem, że w moich oczach były zbyt płomienne i uznałam że obraz jest do kitu.
Odłożony na bok stał sobie w kącie w domu. Gdy przyszli znajomi, którzy po latach oczekiwań nareszcie otrzymali wymarzone mieszkanko i zachwycili się klonowymi liśćmi, to  ja natychmiast, bez zastanowienia wreczyłam go im jako prezent na nowe lokum. 
Minęło wiele lat gdy zgłosili się do mnie z prośbą o wycenę obrazu. Okazało się że urządzając mieszkanie zakupili również telewizor kolorowy ( szczyt marzeń tamtych czasów) wytwarzany w ZSRR i gdy wyszli do pracy to nie wiadomo dlaczego telewizor się zapalił i spaliło im się prawie wszystko. Potrzebowali więc wypisać do PZU wartości utraconych rzeczy.
Do dzisiaj mam dylemat, czy to moje płomienne liście wywołały płomienie, czy ja kiedy je malowałam podświadomie użyłam takich kolorów czując pożar? 
Piszę to, bo mnie ten obraz po prostu parzył i ja w nim czułam ogień. Z ulgą się go pozbyłam.

sobota, 17 października 2015

KRĄG SIĘ ROZSZERZA - POŻYCZĘ



Jak zwykle w rozmowie dowiedziałam się istotnych informacji z życia gwiazd: kto właśnie kogo pokochał, lub porzucił.
 Kto prowadził ostatni Dziennik i które buty miała na sobie Monika Olejnik. (Wiadomo że nie oglądam telewizji i trzeba mnie choć trochę ukulturalnić).
Chwilę potem wyszło na jaw, że  moja koleżanka zamówiła przez Internet pewną książkę o życiu ważnej osoby. Te tematy śledzi i systematycznie kompletuje zbiory. W księgarni odmówiono jej zamówienia i przeżywała jeszcze zakupy przez Internet obawiając się zawsze jakiegoś nieprzewidzianego problemu. 
Następne pół godziny słuchałam opowieści jak wielkim zaskoczeniem było dla niej, gdy dzisiaj po południu wracając z zakupów znalazła w skrzynce zamówioną książkę. 
Zamówienie nie tylko szybko dotarło, ale mam zgadnąć co było w środku!!
- Książka - odparłam bez zastanowienia.
- Tak, ale do tego dostałam upominek, z radością w głosie oznajmiła mi.
- Nie nie zgadnę, nie męcz mnie, poprosiłam.
- Dostałam pięknie zapakowany, nowiutki długopis. Długopis ma napis. Zaraz przeczytam.
Zaczęła sylabizować: Zwa...
- "Zwariowałam"! Jadwiga Śmigiera! - wykrzyknęłam - Wydawnictwo Białe Pióro!!
Po drugiej stronie słuchawki nastała niepokojąca cisza... - skąd wiesz!?? - nieśmiało odezwała się ze strachem w głosie.
- Ach, to właśnie z blogu, to moja znajoma, to była na wernisażu, to, to i to.....to właśnie mam i to piękna książka, opowiadałam ci o niej, ale prawda, nigdy nie wymieniłam tytułu!- wykrzykiwałam do słuchawki.
- Pożyczysz???? bo w tym miesiącu limit wydany.....




niedziela, 11 października 2015

SKANSEN W SIERPCU

http://plock.wyborcza.pl/plock/1,35710,19003769,jedyna-taka-wies-na-swiecie-w-sierpcu-przeniosa-cie-w-czasie.html
To miejsce jest zupełnie bajkowe. 
Nasz intensywny udział w uwiarygodnieniu życia na wsi nie pozwala mi na dokładne zwiedzenie wszystkich zakątków skansenu. Może od następnego sezonu, czyli od Niedzieli Palmowej (są plany), uda mi się dokładnie obejrzeć wszystko, bo jest co oglądać.
Miejsce to jest bardzo malowniczo położone. Przeniesione chałupy postawione wzdłuż drogi są autentyczne i znakomicie wyposażone w prawdziwe przedmioty codziennego użytku. 
Jest kościół, dworek i karczma. Są tam też chałupy typu: dom sołtysa, szkoła, szewc, zielarka, garncarz, stodoła, obora, dom gdzie odbywa się kwaszenia ogórków, pasieka, krawiec, wycinanie firanek w białym papierze, młyn.
 I są prace polowe typowe na roli. 
Jest Galeria Rzeźby, świetlica oraz wczoraj otwarte wielkie Centrum Kulturalno-Rekreacyjne 
Z wielką przyjemnością spędzamy tam czas. Nasze działania omawiane są zawsze wcześniej z Panem Etnografem, który informuje o zadaniach na każdy czas.
Już mi smutno, że kilka miesięcy nie odwiedzę tego urokliwego miejsca.
Dodaję więc link, gdzie w obszernej relacji zdjęciowej widać kogo przedstawialiśmy tym razem.
Obrazek jak skończę to tu pokażę a potem podaruję Skansenowi
Nie pokazuję punktowo gdzie jestem, bo 83 zdjęcia są dobrym reportażem wartym obejrzenia.
https://www.facebook.com/GRHLCMlawaS/photos/a.1653498158254536.1073741837.1586896718248014/1653498601587825/?type=3&theater

środa, 7 października 2015

Z PRZYJAŹNI

Z przyjaźni,  namalowałam olejny portret Beaty z którą prowadziłyśmy już kolejny plener dla młodzieży.  Z przyjemnością współpracuje się z ludźmi odpowiedzialnymi i oddanymi swojej pracy. Taka jest Beata i dlatego chciałam zrobić jej przyjemność.
 http://kuriermlawski.pl/304278,Ratowskie-pejzaze-w-MDK-u.html#axzz3ns8Ew0T5 

Dzisiaj natomiast odbyły się pierwsze zajęcia. Jest kilkoro "zdolniachów", zobaczymy jak nam pójdzie!

W sobotę zakończenie sezonu Rekonstrukcji Historycznych w skansenie w Sierpcu.
To piękny skansen i w każdą niedzielę w sezonie letnim wieś pokazuje zapomniane zwyczaje, rzemiosło wiejskie i malowniczość życia zgodnego z naturą i sąsiadami.......
Lubię tam jeździć.

sobota, 3 października 2015

OD PRZYJACIÓŁ

Życie z blogiem dostarcza wielu  wrażeń. 
Można tu spotkać niezwykłych ludzi, którzy czasami bywają raz, czasami zostają na dłużej a czasami nawiązuje się z nimi coraz silniejsza nić przyjaźni i braterstwa duszy. 
Wczytując się w teksty blogowe, często mam wrażenie że znam autorów lepiej niż ich sąsiedzi. Coraz więcej jest też  przypadków przeniesienia znajomości do realnej strony życia. 
I ja też już mam takie wybrane i poznane realnie osoby z których jestem bardzo, bardzo dumna.
Pielęgnuję w sercu jak cenny skarb, moje niewielkie grono zaprzyjaźnionych blogowiczów i już wiele razy zdarzyły mi się wzruszające momenty przez nich zainicjowane.
Tym razem po prostu zalinkuję do tekstu o nic nie mówiącym (wydawałoby się) tytule: "666" u Ataner.
 Ataner znam z jej pierwszych komentarzy na czytanym gdzieś indziej blogu, wiele lat temu zanim ona sama napisała pierwszy tekst. W tym czasie podpisywałam teksty jako Joter i prowadziłam bloga o innym adresie.
Te kilka lat wzajemnego czytania wzmocniły naszą sympatię i więź opartą na podobnej estetyce i wrażliwości odczuwania świata. 
Jednak nikt by nie przewidział stworzonej sytuacji przez Ataner i jej wspaniałego partnera życiowego ukrywającego się w jej tekstach pod skromną literką "p."
Po przeczytaniu zalinkowanego tekstu, powiedzcie, czy dla takich chwil warto prowadzić bloga i wyszukiwać ludzi z którymi można wymienić myśli, dowiedzieć się od nich wielu ciekawych rzeczy i poznać inne miejsca - po prostu rozszerzyć swoje horyzonty.
Atanerku i p. dziękuję Wam, czekam cierpliwie i piszę plan pracy (jeszcze długopisem).

sobota, 26 września 2015

SŁONECZNA NOSTALGIA


Wspomnienie Mazurskich klimatów prześladowało mnie od momentu powrotu z Leleszek. Jeden z widoków zadomowił mi się na stałe w głowie.
  Usiadłam i namalowałam go w kolorze jesieni. Jestem pewna, że w rzeczywistości wygląda inaczej i pewnie piękniej, ale byłam tam w środku upalnego lata i dużo tu z mojej wyobraźni.
Już widzę co jeszcze jutro poprawię, ale ogólnie to udany obrazek - tak myślę.
A wszystko dlatego, że mam zmienić styl z realizmu na nowoczesny, analityczny. Na razie ni czorta, nie potrafię!!!!

czwartek, 24 września 2015

UROCZYŚCIE ZACZYNAMY ZAJĘCIA PLASTYCZNE

                                           Dzisiaj użyję
bloga do zawiadomienia i zaproszenia szczególnie młodych artystów wraz z rodzinami na skromny wernisaż prac malowanych przez młodzież mławsko - żuromińską w czerwcu w Ratowie.  Wernisaż odbędzie się drugiego października w Galerii Foyer w Miejskim Domu Kultury w Mławie o godzinie 17,00.
Po wernisażu zapraszam wszystkie osoby chętne do nauki plastyki pod moim kierunkiem,  na  króciutkie spotkanie aby omówić godziny pracy w tym roku.
Mam nadzieję, że wystawione prace zachęcą nowych zdolnych artystów do rozwijania swoich zdolności i  pasji.

niedziela, 20 września 2015

NOWY MOTYL

Powstał nowy Motylek o buzi konkretnej dziewczynki, bardzo zdolnej plastycznie. Motylek ma 7 lat i namiętnie rysuje konie, pegazy, kucyki. Tam w chmurach są namalowane koniki według jej rysunku.
                        Już wiem, ze dostała obrazek na urodziny i bardzo się ucieszyła.

piątek, 11 września 2015

WYSTAWA

Nie mogłam się doczekać wernisażu, nie tylko dlatego, że zjadała mnie ciekawość jak wyszły prace innych uczestników, ale też i dlatego, ze umówiłam  się na odbiór zamówionego portreciku. Otrzymałam zgodę na pokazanie go tutaj, więc się chwalę.
Gdy weszliśmy do sali, wystawowej, zaskoczyła mnie ilość prac i ich poziom.
Pewnie umieszczę wkrótce jeszcze inne reportaże, ale dzisiaj tylko kilka zdjęć znalazłam na stronie Stowarzyszenia Autorów Polskich, które to organizowało.
Jak już jestem przy organizacji pleneru i wystawy, to od razu chylę czapkę za to, że było wszystko bardzo dobrze przygotowane.
 Dziękuję Janeczce Janakos -Szymańskiej (też i za to, że mnie wynalazła!), Waldkowi Stepnowskiemu i Stanisławowi Osieckiemu za ten udany plener, bardzo sympatyczną atmosferę i atrakcyjne spotkania.
                                                      A teraz pokażę co "zmalowałam".


                  Po wstawieniu obrazków stwierdzam, że "pławię się w błękicie!!!"

Tutaj podaję tylko kilka zdjęć na linkach strony SAP  z wernisażu uświetnionego pięknym wokalem trójki solistów i obecnością znamienitych gości.
https://www.facebook.com/181337438602880/photos/pb.181337438602880.-2207520000.1441992026./939761052760511/?type=1&theater

https://www.facebook.com/coekstudio/photos/pcb.625643037578271/625642214245020/?type=1&theater

wtorek, 8 września 2015

KARAWANA IDZIE DALEJ...

Wyświetlanie Plakat_3_A3 druk.jpg 
To aktualny plakat: (czwartek 10 wrzesień godzina 17 COEK STUDIO Ciechanów ul. 17 Stycznia 56A)

Zanim pojadę na nasz wernisaż chcę opowiedzieć o naszym, mławskim czytaniu "Lalki" B.Prusa.
Jak zawsze czytanie odbywało się w Bibliotece Publicznej, gdzie zastaliśmy pięknie urządzony salonik w stylu czasów akcji czytanej książki.
Nie brakuje chętnych do czytania, dowodem jest reportaż pokazany na stronie Biblioteki. ( nieśmiało dodam, że ja jestem na zdjęciu 10, 15 i 25 )

http://www.biblioteka.mlawa.pl/strona-851-jezyk-1

A karawana....? idzie dalej i przynosi wiele różnych zdarzeń. Nic ją nie obchodzi, że nie jesteśmy gotowi na wiele z nich.

piątek, 4 września 2015

CHIŃSKA PORCELANA

                                                          

                                       Te kwiatki to dla Was, moi Kochani!
 
                        
Pianka ułożyła się perfekcyjnie i topniejące na niej pojedyncze wiórki czekolady malowały po swojemu wzory. Równiutka smużka pary, ledwie widocznej w przyćmionym świetle, ulatywała gdzieś w niewiadome.
Palce delikatnie ścisnęły  maleńkie uszko porcelanowej filiżanki. Niewinność kwiatów na ściankach naczynia od 100 lat wzbudzała podziw każdego, kto brał ją w ręce. Całość była doskonałością i gdy uniosła do ust aromatyczną kawę w cienkim aż przezroczystym naczyniu, para snująca się dotychczas leniwie i równiutko, natychmiast zmieniła kształt i jakby oburzona tą interwencją odpłynęła w czeluście za stolikiem.
Usta nieśmiało dotykające ciemnego płynu spod pachnącej czekoladą pianki  doznały rozkoszy. Płyn rozpełzał po języku a uczucie spełnienia potęgowało się...jeszcze jeden dotyk cienkiej filiżanki, jeszcze kropla rozkoszy...niech trwa...
Nagle z hukiem otworzyły się drzwi i ordynarny baryton wrzasnął:   - wiedziałem, że gdzieś się chowasz! !!!!!!!!
- Co ?? rozbiłaś tą skorupę???
- Sprzątaj mi to migiem i biegiem wywalać  na stoisko więcej koszulek!
Pamiętaj te lepsze mieszaj z gorszymi ! I tak nikt się na tym nie pozna!
Nareszcie kupisz sobie jakiś normalny kubek, bo toto, to było do niczego, jakby człowiek nic w ręku nie miał!
Co tak stoisz jak wryta? Ruchy!!!!


                                                           ******************************

 Uciekam w pracę a najlepiej w malowanie. Oczywiście to wielkie uproszczenie tematu, ale coś w tym jest.
Chciałam pokazać za pomocą tej wymyślonej scenki, jak działa mechanizm ucieczki od rzeczywistości. Faceci często uciekają w pracę, bo tam mają sukcesy -  w domu jest tylko proza życia.
Ja skupiam się na tym co maluję i automatycznie wyłączam z rzeczywistości. Doprowadziłam ten stan do perfekcji i może dlatego nie przeszkadzają mi widzowie podglądające moją pracę, bałagan w domu itp.
Po raz pierwszy jednak stwierdziłam, że mój nastrój wewnętrzny, czyli smutek, przerażenie i  bezsilność może zaważyć na kolorach malowanych obrazków a obrazki są dla dzieci, dzieci wyjątkowo wrażliwych, więc …była przerwa w pracy.
Przerwa  już skończona!
 Pokonuję to, co mi przeszkadza.
DZIĘKUJĘ wszystkim, którzy dali mi swoje życzliwe słowa, też te z drugiej strony naszej Ziemi! 

Poczułam się jakbym dostała prezent: Gwiazdy do rąk i wszystko wokół  rozjaśniło światło!  Po prostu brakuje słów!!!!

  ******************************************
  WIADOMOŚĆ Z OSTATNIEJ CHWILI
w czwartek 10.09.2015 o godzinie 17.00
 odbędzie się Wernisaż Wystawy Poplenerowej
 "NASZ CIECHANÓW 2015", 
 COEK STUDIO
 Ciechanów ul. 17 Stycznia 56 A (domek nad wodą)

piątek, 28 sierpnia 2015

ZAMYKAM ŻEBY OTWORZYĆ


Od chwili, gdy dowiedziałam się o chorobie  bliskiej mi kiedyś osoby, wszystko nagle wróciło. Najpierw ból i żal, że to co było piękne zamieniło się w rozczarowanie, złość i żal.
Żal lat i czasu nie do nadrobienia. Żal zagubienia dzieci, które znalazły się po rozwodzie w sytuacji dla nich nie do zaakceptowania. Żal lat poświęconych powtórnej odbudowie siebie samej.
Co jest ważne w życiu? Czy miliony milionera, który nagle umiera?
 Czy gromadzony szmal, który powoduje, że zapomina się o czymś ważniejszym a córka spokojnie wyjeżdża na wakacje, kiedy ojciec walczy o ostatni oddech?
Miłość i zdrowie -  skarby, które nie mają ceny.
Kocham moje dzieci, tyle przeszły rozczarowań i upokorzeń ale gdy zaszła potrzeba, jeździły wiele kilometrów aby chorego ojca umyć, pomóc w karmieniu, goleniu, doglądaniu i siedziały przy nim, gdy konał.
To one sprawiły, że spokojnie odchodził a ja nie mam w sobie do niego ani złości, ani pretensji, nawet wygasiłam inne, ukryte żale do bliskich.
Przede mną jeszcze pogrzeb.

Za mną szpital, gdzie byłam dwa dni. Musiałam mieć zabieg usprawniający jeden z palców mojej "malującej" dłoni, czyli prawej. Chciałam zrobić to, co konieczne przed rokiem szkolnym.
Pobyt w szpitalu, gdzie człowiek spotyka taką esencję ludzkiego nieszczęścia, powoduje zmianę patrzenia na świat. Nawet jeśli powód pobytu jest tak błahy to wokół ludzkie dramaty i nie sposób tego nie dostrzec. Choroby dotykają wszystkich, niektórzy tylko  nie chcą tego wiedzieć.

Tyle, że te smutne przeżycia pozwalają docenić radosne chwile, pojawiające się czasami. Właśnie dzień przed operacją zdążyłam nacieszyć oczy ślubem  panny młodej z naszej rodziny. 
Piękne plany, szczęście i miłość - NIECH TO SZCZĘŚCIE TRWA!  - chciałabym krzyczeć, żeby tym krzykiem przepędzić zło i ochronić parę zakochanych mających wspaniałą szansę na wspólną troskę i pielęgnowanie ZDROWIA i MIŁOŚCI .




wtorek, 18 sierpnia 2015

PŁOCK - 95 ROCZNICA ODPARCIA BOLSZEWIKÓW

Jeśli miałabym określić jednym słowem swój udział w płockiej Rekonstrukcji, powiedziałabym: wyjątkowo udany dzień, pełen pozytywnych wrażeń.
Widowisko było zaplanowane, role poprzydzielane. Teren działań nie za duży
 (czyli mniej kilometrów do przejścia, czy przebiegnięcia) a towarzystwo reknstruktorów zawsze jakby jedna rodzina.
Nie piszę nic na temat samego widowiska, bo nie umiem go jako wykonawca ocenić.
Pdobał mi się bardzo fragment Płocka z Promenadą, gdzie spotkałam znajomą........Mirę Zimińską- Sygetyńską.


  Najlepiej obejrzeć całość rekonstrukcji wpisując tytuł postu bezpośrednio na Youtube.
Pierwsze zdjęcie to  fragment zdjęcia z relacji foto, na nim tylko chciałam pokazać jak wyglądałam. To fragment początkowy - procesja, udaję że głośno śpiewam.
http://www.plock.eu/pl/aktualnosci_kulturalne/details/article,7135,1,1.html


     Jednak pomiędzy próbą generalną a samą inscenizacją miałam chwilę (godzinę) wolnego. Stęskniłam się za szybkim szkicowaniem, które zmusza do skupienia i odcina myśli od problemów. Lubię to zajęcie, choć powinnam już stopować chętnych, gdy moja percepcja siada. Pokażę tylko trzy rysunki, choć zrobiłam ich pięć plus  jeden zbiorowy (z trzema osobami). Niestety tylko dwie podciągnęłam, trzecia pozostała tylko w zarysie. Czasu zabrakło.


Tym razem chyba pobiłam rekord tempa w którym rysowałam.

 Piękne zdjęcie zrobione przez GRH 14 Pułku Strzelców Syberyjskich, po zakończeniu Rekonstrukcji.
https://www.facebook.com/212986182131315/photos/a.246917285404871.54183.212986182131315/828227730607154/?type=1&theater

środa, 5 sierpnia 2015

WAKACJE KOLORU...??

Nie wiem jakiego koloru są moje wakacje, choć połowia ich minęła. Jedyne dni nad jeziorem, które miały być wypoczynkiem spędziłam pracowicie malując  motylki i widoczki. Potem plener z dziećmi, potem Staś i malowanie innych motyli i burzy na morzu.
 Były też  wyjazdy rekonstrukcyjne do sierpeckiego skansenu, a teraz niespodziewany, wyjazdowy tygodniowy plener malarski.
Za dwa dni planuję wyjazd nad morze po Stacha....i duużo malowania, które już mam przygotowane na płótnach.
Niestety nie mam kiedy zajrzeć na blogi a swój kompletnie zaniedbałam.
Jak będzie można to pokażę trzy obrazy, które właśnie powstają na plenerze, gdzie musiałam sie sprężyć bo...."w międzyczasie"........musiałam zrobić coś innego.
Lubię plenery, bo to kontakt z nowymi ludźmi, często indywidualistami, oryginałami ale tez z wrażliwymi, skromnymi ludźmi, ktorych łączy pasja malarska. Grono fachowców dopinguje do wysokiego poziomu prac i trzeba się postarać. Staram się bardzo, choć mało mam czasu. Powstają ładne prace.
W połowie sierpnia wstawię post ze zdjęciami. odpoczywajcie, chowajcie się przed słońcem i nabierajcie siły  na cały rok...

piątek, 24 lipca 2015

MARY.....NISTKA?


Pusto, pusto, pusto! Kręcę się po domu, układam, przekładam.... nie mogę dojść do siebie.....bo nagle nie mam Stacha!
Pojechał do domu, oczywiście planowo i zapowiedzianie, ale ja nie przygotowałam sie psychicznie do tej rozłąki.
W końcu postawiłam sztalugi i z rozpaczy machnęłam obraz, nawet oprawiłam go w ramę.

sobota, 18 lipca 2015

PRZERWA Z KULTURĄ.....?

- Stachu, nie opieraj się na łokciu przy jedzeniu..
- w tej lodzinie to kultula i kultula...mruczy pod nosem
- no, tak właśnie trafiłeś, ale to wyróznienie!
-- a nie można zlobić sobie przelwy na chwilę???

Staś, bardzo uatrakcyjnia szarość codziennego dnia a ja staram sie choć trochę malować, chociaż zaległości domowe bardzo w tym przeszkadzają.Pogoda sprawiła, że szybko trzeba było porobić galaretkę z czarnej porzeczki, która Stach pomaga przygotowac, a potem pożera łyżkami.

Pomyslałam sobie, że seria motyli może być malowana na zamówienie z twarzyczkami dzieci mieszkających w pokoju, gdzie będzie wisiał obrazek, malowany w odpowiednim kolorze..


sobota, 4 lipca 2015

PODOBNO WAKACJE

Dzieci  radosne, bo rok szkolny za nimi a ośrodki kultury z bólem głowy: jak tej wypuszczonej ze szkół gromadzie wypełnić pożytecznie i ciekawie czas.
Mój czerwcowy wyjazd nad jezioro zmienił odrobinę grafik moich spotkań plastycznych w Radzanowie. Przełożyłam zajęcia na te, pierwsze wakacyjne, lipcowe dni.
Róznią sie one bardzo od stałych zajęć w ciągu roku, bo nie można przewidzieć ilości dzieci. Zjawiaja się te stałe, te, które nigdy nie przychodzą i te które pzyjechały na wakacje. Maluchów było około 25-28,  starszych 15-16.
Pewnie gdybym wcześniej się tego spodziewala, ze strachu bym nie przyszła, ale..nie bylo odwrotu. Podczas zajęć powstało około 100 prac, więc te które wstawiam, wybrane są losowo.
Od razu powiem jedno spostrzeżenie: dzieci radzanowskie są szczególnie mi bliskie, bo sa grzeczne, znakomicie współpracują podczas zajęć i przez to mają widoczne efekty.
Z rozpędu zarzadzilam kilka tematów:
Młodziaki pierwszego dnia robiły ślimaka do skorupki, którą ode mnie otrzymały, a potem z zebranych przez siebie poprzedniego dnia "darów lasu", budowały środowiskowy dom dla swojego ślimaka.
Prace były przemyślane, a ślimaki przepięknie wykonane. Niestety z powodu tak ogromnej ilości uczestników, nie przyłożyłam sie do zdjęć i robione z góry nie pokazują detali ślimaczków.








  WSZYSTKIE, czyli ponad dwadzieścia  kolorowych ślimaków powinny znaleść się na wystawie, były znakomite.
Drugiego dnia ta sama grupa robiła już rysunki których myślą przewodnią było pokazanie mi "Kim chciałabym zostać?" (tak czytelnie rysowane, abym wiedziała).
To temat wsciekle trudny nawet dla dorosłych.Były tam : piosenkarki, aktorki, kosmetyczka, właścicielka taksówki, elektryk, pływaczka, tancerka, mechanik samochodowy, podróznik, wędkarz, nauczycielki, treserka koni i dziewczynka idąca z rodziną do babci, dwa domy dalej....








 
Starsze dzieci : 
pierwszego dnia dziewczynki rysowały manekin (siebie) i ubierały dyskotekowo, a chłopcy rysowali tematykę gwiezdnych wojen.






Nie pokażę tylko najtrudniejszego tematu końcowego "starszych". Był to projekt logo dla Gminnego Osrodka Kultury, gdzie mamy zajęcia. Nie pokażę bo wysiadł mi telefon, ale gdy dostanę zdjęcia które mam obiecane, to specjalnie wstawię.
 Projekt logo, czyli skrót graficzny to wiele godzin wysiłku umysłowego dla projektanta zawodowego. 
Nasi młodzi przedstawili tyle projektów ile ich tam było, i każdy pokazywał GOK tak jak należy, aby gość nawet z Australi, gdy zobaczy logo, wiedział czego ono dotyczy.
A w piątek odbył się dla wszystkich piknik z atrakcjami w skansenie działającym od niedawna ( zbudowanym rękami miejscowych pasjonatów).
Dziewczęta poprzebierały się w proste wiejskie suknie ze skansenowskiej szafy (wyglądały jak nimfy wśród rabatek kwiatowych). Były zabawy z bańkami mydlanymi dla młodszych, tańce i prawdziwe pranie w balii na tarze. Większość dzieci rysowała co im się tam, w skansenie najbardziej podobało, ale ja już nie widziałam rysunków bo cały czas malowałam im buzie.  
Powstało na zajęciach okolo100 prac, wiec teraz wybierałam zupełnie losowo.
Skończyłam zajęcia ale w sierpniu zapowiada sie jeszcze jedna akcja wakacyjna z dziećmi (mławskimi).